poniedziałek, 14 maja 2012

119. Zadora

"Zadora" Józefa Ignacego Kraszewskiego. Tak się składa, że nie dość, że jest to utwór krótki, to jeszcze opublikowany w jednym tomie z niedawno przeze mnie opisywanym "Kawałem literata". Obie historie łączy wiele: akcja rozgrywa się w czasach stanisławowskich, a główni bohaterowie są absolwentami Akademii Bialskiej (szkoły, której absolwentem był także sam Kraszewski). Jacek Zadora jest jednak całkiem inną osobą niż Tomek Chełmowski (alias Dyzma). To chłopak skromny, pracowity, pisarz na dworze księżnej Elżbiety Sapieżyny. Nie jest jednak zasuszonym i zakurzonym potencjalnym nosicielem prątków Kocha, a chłopem na schwał, dlatego też przyciąga liczne damskie spojrzenia. Interesuje się nim panna Dorota - nie pierwszej już mlodości zaufana księżnej oraz Basia - młoda wojszczanka. Jacek, mimo, że wyraźnie ciągnie go do Basi, Broni się jednak przed jednoznacznymi deklaracjami. Unika także wyjazdów służbowych, awansów, rzucania się w oczy... Jaka jest jego tajemnica?
Otóż Jacek jest nosicielem wstydliwej choroby - ma mianowicie złą krew. Niczym biały Murzyn (czy też Afroamerykanin;) w Ameryce czasów segregacji rasowej może funkcjonować w "lepszej" warstwie społeczeństwa, jednak jest wciąż narażony na demaskację. wystarczy przecież, że komuś przyjdzie do głowy pogrzebać w archiwach... Kim w zasadzie jest Jacek? Czy kiedykolwiek uda mu się żyć, tak, jak chce i z kobietą, którą sam wybierze? Kolejna ciekawa historia potwierdzająca talent JIK-a do wymyślania fabuł.

niedziela, 13 maja 2012

118. Dzieje Polski. Tom XVIII - "Strzemieńczyk".

Choć niepamięci dawny czas skrywa pomroka
To na UJ-cie pamiętają ich do dziś:
Wojciech z Brudzewa i Grzegorz z Sanoka,
Choć prowincjusze - wielcy byli, wierzcie mi.


Kiedy Kazimierz Wielki w 1364 roku zakładał Akademię Krakowską chciał aby polska młodzież nie musiała już jeździć po naukę za granicę. Uczelnia co prawda podupadła wraz ze śmiercią fundatora ale kilka lat później została odnowiona dzięki funduszom ofiarowanym przez Jadwigę i Jagiełłę. Z całego kraju zaczęli przybywać do Krakowa chłopcy aby tu pobierać nauki. Ogromna ich część miała bardzo niewielkie, lub zgoła żadne, fundusze na utrzymanie się w mieście. Jednak tym się niespecjalnie przejmowano - żakom pomagali mieszczanie krakowscy i Żydzi, a i oni sami podejmowali się przeróżnych zajęć aby zarobić na kąt do spania i miskę strawy. Wśród tłumu głodnych wiedzy pojawił się pewnego dnia dwunastoletni chłopiec imieniem Grzegorz. Pochodził ze zubożałego rodu rycerskiego pieczętującego się herbem Strzemię. Urodził się  i dzieciństwo spędził w prowincjonalnym Sanoku. Młody Strzemieńczyk dosyć szybko zyskał sobie sławę światłego, zdolnego i pracowitego studenta, wielbiciela literatury, kaligrafa i śpiewaka. Tak oto rozpoczęła się kariera jednego z najwybitniejszych absolwentów Wszechnicy Jagiellońskiej - poety, profesora akademickiego, prekursora polskiego humanizmu a w przyszłości arcybiskupa lwowskiego Grzegorza z Sanoka.

Kolejna powieść z cyklu "Dzieje Polski" J.I. Kraszewskiego nosi tytuł "Strzemieńczyk" i jej głównym bohaterem jest właśnie Grzegorz z Sanoka herbu Strzemię. Pisarz skupił się na jego losach do 1444 roku, czyli do śmierci pod Warną króla Władysława. Książka w dużej mierze opiera sie na dziele innego polskiego humanisty, pochodzącego z Włoch Filipa Kallimacha - był on przez dosyć długi czas dworzaninem Grzegorza, już wtedy metropolity lwowskiego. Jednak tym co w książce jest najważniejsze są dzieje jednej z najbardziej tragicznych postaci w naszej historii - Władysława Jagiellończyka, któremu historia nadała przydomek Warneńczyka. Śledzimy losy królewicza od chwili śmierci jego wielkiego ojca, króla Władysława Jagiełły, obserwujemy starania jego matki królowej Sonki o koronę Polski a później o koronę Czech i Węgier. Starania w których ambitna matka nie przebiera w środkach, jest gotowa poświęcić szczęście własnego  dziecka tylko po to zyskać dla niego więcej władzy i zaszczytów. 

Kraszewski dokładnie odmalował walkę polityczną o zdobycie a następnie utrzymanie węgierskiej korony, układy, spiski, zdrady i podstępy jakie temu towarzyszyły i które doprowadziły do wojny z Turcją a w jej efekcie do śmierci 20-letniego władcy. Powieść jest niemal wierną rekonstrukcją tamtych zdarzeń a sam autor dosyć dokładnie trzymał się źródeł. 
Bo postarzenie Grzegorza z Sanoka o ok. 6 lat to całkiem niewinne przeinaczenie jest na tle tego co JIK potrafił z ojczystą historią wyprawiać.

piątek, 11 maja 2012

Rozwiązanie konkursu i dogrywka dla leniwych:)

Zacznę od odpowiedzi na pytanie konkursowe posiłkując się mailem od Krainy Czytania, zwłaszcza, że zawiera ciekawy szczegół:

10 lipca 1858 roku Kraszewski spotkał się we Włoszech z Papieżem Piusem IX. Była to publiczna audiencja, na której dostał naganę za wątpliwą moralność swoich dzieł. 

Kraina Czytania obiecała kiedyś napisać szerzej o tej reprymendzie na swoim blogu, a następnie także u nas:).

Prawidłowe odpowiedzi podały 4 osoby:
Kraina czytania (która zrezygnowała z nagrody ze względu na dobrze zaopatrzoną własną biblioteczkę).
Ewa K.
Elff
Kamila H.

Nagroda wędruje do Ewy K., a będą to wybrane przez nią książki:

"Dziecię starego miasta"
"Półdiablę weneckie"
"Barani kożuszek",

natomiast nagrodę pocieszenia otrzyma Elff. Książki tylko dwie, gdyż jej wybór pokrył się z wyborem Ewy, a będą to:

"Klasztor" i
"Złoty Jasieńko".

Bardzo dziękuję za udział i zaangażowanie, wysyłka nastąpi pewnie na początku przyszłego tygodnia, gdy będe miała obydwa adresy:).

A ponieważ zostało mi jeszcze 6 książek, proponuję dogrywkę, tym razem już bez żadnych pytań.
Do wyboru sa następujące książki:

1. Czarna Perełka
2. Lublana
3. Pałac i folwark
4. Resurrecturi
5. Serce i ręka
6. Wielki nieznajomy
Wybrać możecie 2, przy czym decyduje kolejność zgłoszeń. Zapraszam do końca tygodnia lub do momentu wyczerpania zapasów:).

Dogrywka zakończona.





 

wtorek, 8 maja 2012

117. Dzieje Polski. Tom XVII - "Matka królów"

Dzień urodzin Kraszewskiego zbliża się milowymi krokami a mnie pozostało jeszcze kilka książek do przeczytania  i zrecenzowania …

Kolejny tom „Dziejów Polski” nosi tytuł „Matka Królów”. Określenie to przyjęło się stosować do królowej Elżbiety Rakuszanki, żony Kazimierza Jagiellończyka, której czterech synów nosiło korony królewskie – trzej w Polsce, a czwarty zasiadał na tronie Czech i Węgier.  Kraszewski miał jednak na myśli inną naszą władczynię, a mianowicie królową Zofię Holszańską, czwartą żonę Władysława Jagiełły, popularnie zwaną Sonką.

Powieść rozpoczyna się w chwili kiedy umiera trzecia żona Jagiełły, nieakceptowana przez ogół szlachty Elżbieta Granowska. Król jest już posunięty w latach, ma córkę z drugiego małżeństwa, która ma ogromne szanse na polską koronę (jest bowiem w prostej linii prawnuczką Kazimierza Wielkiego), przestał mieć nadzieję na męskiego potomka, faktyczną władzę w Polsce sprawuje Rada Królewska na czele z biskupem krakowskim Zbigniewem Oleśnickim a rządy wielkoksiążęce na Litwie sprawuje stryjeczny brat Jagiełły Witold. I to właśnie on podsuwa staremu królowi pomysł ożenku oraz najwłaściwszą, jego zdaniem, kandydatkę – młodziutką Zofię, siostrzenicę jego zmarłej żony. Witold ma w tym swój cel, bowiem planuje za pośrednictwem krewnej wpływać na króla. Tymczasem, kiedy już udaje się doprowadzić do małżeństwa i koronacji Sonki okazuje się, że młoda królowa jest co prawda wdzięczna za tak ogromne wyniesienie, ale agentką swojego wuja być nie myśli. Rozjątrzony Witold planuje straszliwą zemstę, w której niebagatelną rolę odegrała powszechnie znana podejrzliwość i łatwowierność króla…
Cały czas miałam wrażenie, że Kraszewski pisał tę książkę w jakimś ogromnym pośpiechu, bo zdarzały się w poprzednich tomach błędy rzeczowe, ale tak jak w przypadku tej powieści to dawno JIK nie namotał. Przykład pierwszy z brzegu – Zbigniew z Brzezia był marszałkiem dworu, ale zmarł zanim Jagiełło ożenił się z Sonką. I faktycznie, gdzieś tam w tle występuje wdowa po nim. Jednak w chwili kiedy Witold oskarża królową o cudzołóstwo a Jagiełło wydaje rozkaz aby odstawiono ją do Wilna, Zbigniew cudownie zmartwychwstaje, udaje mu się przejednać pierwszy gniew króla i wynegocjować odesłanie królowej do Krakowa. A kiedy kilka miesięcy później odbywa się uroczyste złożenie zaręczenia za niewinność królowej żona Zbigniewa po dawnemu jest znów wdową… A to nie jedyny cudownie zmartwychwstały.

Jednak sprawiedliwie trzeba przyznać Kraszewskiemu, że po raz kolejny napisał powieść, którą czyta się z przyjemnością - wartka akcja, barwne postacie, wątki romansowe oraz walka o władzę powinny zaciekawić nawet takie osoby, którym z historią nie do końca jest po drodze.
Odnoszę tylko wrażenie, że Jagiełło nie należał do ulubionych władców Kraszewskiego - przedstawia go bowiem pisarz jako zdziecinniałego starca, bojącego się własnego cienia, krótkowzrocznego i łatwowiernego. Przy okazji przypomina mi się oglądany przed laty serial "Królewskie sny" dotyczący tego samego okresu w życiu Jagiełły. W postać króla wcielał się nieodżałowany Gustaw Holoubek - mam przed oczami jego kreację - Jagiełło jest starym człowiekiem, ale zachował godność, zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę jest tylko figurą w rękach Oleśnickiego i konkurującego z nim Witolda jednak mimo to wzbudza szacunek. Tymczasem Jagiełło u Kraszewskiego budzi jedynie litość.

Mam nadzieję, że pomimo wszystko Jagiełło w wersji Józefa Hena (na jego książce oparty był serial) ma więcej wspólnego z rzeczywistością niż ten, którego stworzył Kraszewski.

poniedziałek, 7 maja 2012

116. Dziennik Serafiny po raz czwarty

Dziennik Serafiny Kraszewskiego został przeczytany i zrecenzowany już przez trzy uczestniczki wyzwania. Trzy i to jakie uczestniczki; Lirael, Iza, Aga (książkowo). A ich recenzje tutaj Nie chcąc się powtarzać, gdyż odczucia mam zbliżone do odczuć szanownych poprzedniczek ograniczę się do bardzo króciutkiej refleksji na temat lektury. Serafina – panienka wychowywana na XIX-wiecznej pensji, bystra obserwatorka tego, co się wokół niej dzieje, postanawia rozpocząć prawdziwe życie. Ponieważ jest to panienka silnej osobowości, uparta i zdecydowana, osoba z tych, które wiedzą czego chcą, udaje jej się zamierzenia wcielić w czyn. Teraz pozostaje jedynie rozejrzeć się za odpowiednią partią i dobrze sprzedać na matrymonialnym rynku. Co do przyszłego kandydata Serafina ma niewielkie wymagania; wystarczy aby był bogaty, dystyngowany, ustosunkowany i uległy, bo Serafina dobrze wie, iż tylko odpowiedni status materialny i mąż, którym można pokierować są rękojmią szczęścia. Niestety kandydaci nie walą drzwiami i oknami, a kondycja finansowa będących w separacji rodziców dziewczyny nie pozwala jej zwlekać z wyborem. Pannie trafia się dwójka kandydatów co prawda majętnych i ustosunkowanych, ale nieco „wadliwych”. Jeden stary, drugi, co prawda młody, ale niezrównoważony psychicznie. Dla urozmaicenia i "utrudnienia" decyzji na scenie pojawia się także młodzieniec przystojny i dobrze urodzony, ale jako zubożały szlachcic nie może on stanowić odpowiedniej partii. Nie oznacza to jednak, iż nie mógłby on zostać „przyjacielem” dziewczyny. Serafina pod presją rodziców dokonuje wyboru i nawet nie jednego, gdyż życie brutalnie weryfikuje plany, a panna wpada we własne sidła. Można by rzec - przekombinowała. Jest to, jak napisała Iza, czytadło, ale czytadło wyższych lotów. Ciekawy portrecik młodej damy, która choć przedstawia nam się, jako osóbka ze wszech miar cyniczna to wzbudza raczej sympatię niż przyganę. W końcu okazuje się, iż jest ona jedynie ofiarą narzuconych jej wzorców postępowania i mimo silnego charakteru nie ma na tyle siły woli, aby przeciwstawić się presji rodziny i otoczenia. Zgadzam się też z dziewczynami, co do takich zalet powieści; jak lekkość przekazu, dowcip autora oraz piękny staropolski język. Polecam szczególnie, jako lekturę zapoznawczą z twórczością JIK-a. Moja ocena 4,5/6

środa, 2 maja 2012

Konkurs z Kraszewskim zainspirowany przez wujka Google

Wiosna w pełni, czas więc na wiosenne porządki. Przez ostatni rok skrzętnie gromadziłam zapasy książek JIK-a. Dziś przyszła pora, aby niektórymi z nich się podzielić. Do wyboru macie następujące pozycje:


1. Barani Kożuszek
2. Czarna Perełka
3. Dziecię Starego Miasta
4. Klasztor
5. Lublana
6. Pałac i folwark
7. Półdiablę weneckie
8. Resurrecturi
9. Serce i ręka
10. Wielki nieznajomy
11. Złoty Jasieńko

Pytanie konkursowe wymyślił użytkownik niezawodnego Google, a brzmi ono:

Z kim spotkał się Kraszewski 10 lipca 1858r?


Zasady konkursu:
1. Tych, którym uda się znaleźć odpowiedź na pytanie konkursowe bardzo proszę o przesłanie jej na projekt.kraszewski@gmail.com (wraz ze źródłem informacji).
Wygrywa osoba, która udzieli prawidłowej odpowiedzi, jeśli będzie ich więcej, szczęśliwca wylosuję. Uczestnicy tej części konkursu mogą wybrać 3 książki z powyższej listy i mają pierwszeństwo wyboru.
2. Ci, którzy mają daleko do Biblioteki Narodowej, bądź też nie marzy im się w tej chwili wizyta w jakiejś innej składnicy kurzu i roztoczy, mogą odpowiedź po prostu wymyślić i zamieścić w komentarzu:). Do tego proszę o wybór 3 książek z listy - czyli potencjalnej nagrody.


Na odpowiedzi czekam do 10/05. Bardzo proszę o przekazywanie informacji o konkursie dalej. Nie chodzi o względy egoistyczne: lajki, głaski i statystyki, ale może udało by się jeszcze kogoś zachęcić do udziału w projekcie, bądź przeczytania kolejnej książki?

Acha: książki pochodzą z lat 80-tych i początku 90-tych, stan co najmniej przyzwoity. Recenzje większości znajdziecie łatwo przeglądając etykiety (z prawej strony).
Nie są zrecenzowane jedynie książki nr 5 i 8.

Zapraszam:).

Źródło zdjęcia: absolwencinawalizkach.pl

wtorek, 1 maja 2012

115. Kawał literata


Szybki rzut oka na blogowe statystyki nie może kłamać: "Kawał literata" to moja siedemnasta książka JIK-a przeczytana w ramach wyzwania. Niestety przy takiej ilości czuję, że nie tylko przyjemność z lektury już nie taka, jak rok temu, ale i recenzje pewnie obniżają loty. Ile razy bowiem można np. zachwycać się warsztatem pisarza w obszarze stylizacji językowej (ach te makaronizmy w ośmiu językach!). W "Kawale.." znajdziemy nader współczesne wynalazki językowe. Czy "pewnissimo" nie jest przypadkiem z tej samej stajni co "luknąć"? Coraz mniej mam ochotę także kolejny raz powtarzać argumentów o celnej charakterystyce postaci, miłej czytelnikowi złośliwości w wyciąganiu ich wad i słabostek a także o umiejętnym budowaniu klimatu epoki.... Na "Kawał literata" trafiłam w zasadzie przypadkiem. Zachęcona opisami nutty - innej uczestniczki wyzwania, chciałam spróbować jak Kraszewski radzi sobie z literaturą faktu. Pobieżny rzut oka na pierwsze strony książki sugerował, że będzie ona zbiorem szkiców z dziejów Akademii Bialskiej (pierwszej ze szkół, do której uczęszczał pisarz). Tymczasem ta powieść obyczajowa z czasów stanisławowskich miała być chyba wariacją na temat losów polskiego Dyla Sowizdrzała. Ośmioletni Tomko Chełmowski, syn kalefaktora Akademii Bialskiej (woźnego, w którego zakres obowiązków wchodziła także egzekucja kar cielesnych na wychowankach szkoły) zostaje sierotą. Dyrekcja szkoły zamierza wysłać chłopca na wieś, aby tam rozwijał się w szlachetnej sztuce pasania gęsi, ostatecznie zwycięża jednak opcja zostawienia go w szkole jako paupra - ubogiego ucznia. Chłopiec wykorzystuje swoją szansę o tyle, że po ośmiu latach, jako ledwo piśmienny absolwent czwartej klasy rusza robić karierę w okolicznych dworach szlacheckich. Łączy przyjemne z pożytecznym uwodząc przy okazji szlacheckie córki przy pomocy swojego (wątpliwego) kunsztu poetyckiego, trudno się dziwić, ze z kolejnymi pracodawcami rozstaje się burzliwie. W końcu "spalony" na Podlasiu, rusza okazją do Warszawy. I nie będzie tam bynajmniej szlifować bruków. Bazując wyłącznie na swojej monstrualnej pewności siebie zahaczy nawet o królewski dwór. W zasadzie Tomko to nie żaden sowizdrzał, a prototyp Nikodema Dyzmy. Po raz kolejny potwierdza się teza, że JIK to ojciec polskiej powieści, nie przypuszczałam tylko, że jego wpływy sięgały aż tak daleko w przyszłość:). Na plus czasom stanisławowskim należy zapisać fakt, że nikt nie dopuścił Tomka do sfer gospodarczo - politycznych, pozostawiając mu buszowanie na niwie artystycznej (oraz oczywiście uwodzenie majętnych kobiet). Natomiast gdyby tak go przenieść w dzisiejsze czasy telewizyjnych show i marketingu politycznego - strach się bać:). Polecam tym, którzy mieliby ochotę poznać Kraszewskiego w wydaniu komediowym:). Źródło zdjęcia: allegro