Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspomnienia Wołynia Polesia i Litwy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspomnienia Wołynia Polesia i Litwy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 września 2014

Litewskie wrażenia, czyli Bolesławita inspiracją dla sztuki.


                                          Drążąc temat litewskich inspiracji, ze słownikiem w ręku, bowiem dukam w języku z Bałtyku, natrafiłem kiedyś, na skądinąd znakomitej stronce (www tutaj),
pod względem historycznym (udało mi się tam trafić, coś co przypominało ni mniej ni więcej "Postyllę" Jakuba WUJKA, dla nas tłumacza pisma z Wągrowca, dla nich drugiego rektora Kolegium Jezuickiego w Wilnie). Zacięcie do biografii (jeżeli chodzi o lekturę to leń) Józefa Ignacego KRASZEWSKIEGO, przysporzyło mi kolejny wirtualny eksponat. Plakat, póki co, mało znanego mi bliżej autora, jakże by inaczej - Litwina, do sztuki według KRASZEWSKIEGO. Zaciekawiło mnie to z miejsca, ponieważ bohaterami tego dzieła z początku XX wieku, były postacie, mojej ulubionej JIK-owej powieści, czyli "Kunigasa", którego dotychczas zdążyłem 2 razy przeczytać i 5 razy przewertować, bo jak wiadomo Bolesławita niezwykle w historię płodnym był. Obejrzyjmy sobie ten plakat z bliska:



Przypomina on mniej więcej, stronę z osobami dramatu, z książki, którą niezwłocznie nabyłem (dziękuję Przyjacielu), zaczynając coraz bardziej - ze słownikiem w ręku - orientować się w osobie autora tego dramatu - Marcelinas'a  ŠIKŠNYS'A o literackim pseudonimie ŠIAULĖNIŠKIS (jak wnoszę od miejsca urodzenia, o czym niżej). Przełożyłem ten osobowy dramatu spis i ...ukazały mi się postacie z "Kunigasa":

Współczesne wydanie "Księcia Pilen"

Jest i Reda (mam skojarzenie z naszą nadbałtycką redą dla okrętów) - odważna księżna Pilen, jest bohater (nie tylko główny) Margier, Baniuta - jego muza trochę odmieniona (Laimutė), są Rymas i Szwentas (choć żołnierze, to przecież spełnili rolę niczym mickiewiczowski wajdelota), są kapłanowie z wioski i boginki (niczym porwana żona Kiejstuta - tak naprawdę KRASZEWSKI przez porwanie Baniuty z bogiń kręgu, na nowo odzwierciedlił mit Biruty), są i czarne charaktery: krzyżacy i krzyżowcy z Zachodu, szpitalnik Sylwester, nauczyciel krzyżacki Bernard, którego Kunigas chciał przebić sztyletem w nocnej wyprawie...
Kim był Marcelinas  ŠIKŠNYS ? Przeczytamy o tym we wstępie do wyżej opisanej książki.
Są tam zawarte wiadomości biograficzne, to jakim sposobem natrafił na naszego pisarza - KRASZEWSKIEGO oraz przyjemna (okiem widza) w treści recenzja "Księcia Pilen", bowiem tak nazywało się to dzieło. Ten opis wydał mi się na tyle ciekawy, że przytaczam go tutaj niemal w całości. Ciekawy z tego względu, że napisała go Aldona Liobytė, pani o dość zajmującym wykształceniu. W latach 30-tych, przed wojną studiowała w Wilnie język i literaturę polską, co jak na tamte czasy - zimnych stosunków politycznych Polski z Litwą, ciągłej walki o Wilno, po wojnie spotykały ją represje za własne zdanie - jest warte docenienia. Posłuchajmy:

Pisarz i pedagog (matematyk) Marcelinas ŠIKŠNYS urodził się w 1874 roku w rejonie szawelskim. W 1893 roku ukończył gimnazjum. Studiował nauki ścisłe w Moskwie. Tam w tajnym  stowarzyszeniu studentów pisze pierwsze wiersze, publikuje w czasopismach "Varpas" i "Ūkininkas"(ten etap życia nieco przypomina filomackie i filareckie życie studenckie na Kresach, znalazłem ciekawy dokument, świadczący o "podziemiu" w Saint Petersburgu - jest to pisemko litewskiego stowarzyszenia studentów traktujące o polskiej sekcji sztuki).


Popełnił też większe formy jak pieśń "Bitwa pod Grunwaldem", tłumaczenia z obcych autorów czy pierwszy dramat "Kražiai". W 1897 kończy Uniwersytet. Po powrocie do Kowna boryka się z brakiem pracy. Wyjeżdża do łotewskiej Rygi, gdzie zdobywa posadę nauczyciela. Pisze sztukę "Miłość zburzona - narodziny grzechu" wystawioną wpierw studentom a z czasem kilkakrotnie zagraną w Rydze, Szawlach i Saint Petersburgu.
"W 1901 roku przeczytał historyczną powieść JIK - a "Kunigas" i opowieść historyka Teodora Narbutta o zburzeniu Pilen. Pod pseudonimem  ŠIAULĖNIŠKIS napisał 5-cio aktową tragedię "Książę Pilen", która nie raz była wystawiana w Rydze, Wilnie, Saint Petersburgu a nawet  w Woroneżu - wszędzie gdzie tylko (...) Litwini żyli po ucieczce z I wojny światowej.  ŠIAULĖNIŠKIS wpisał się w twórców dramatycznych swojego pokolenia na Litwie (jak ŽEMAITĖ czy G. LANDSBERGIS - ŽEMKALNIS i in.).
"Książę Pilen" wyróżniał się spośród innych sztuk tego czasu swoim gatunkiem - tragedii wówczas nie pisano (...), podpatrywał on tematyki zachodnie, (...) dramatów historycznych nie było a utwory sceniczne, bywały pojedyncze , uwydatniano je tylko gdzie nie gdzie za sprawą mądrzejszych reżyserów.
W Rydze ŠIAULĖNIŠKIS'A tragedia była wystawiona po raz pierwszy w 1905 roku.

                                            Książka ze wczesnym wydaniem "Księcia Pilen"

Autor postarał się przekazać temat KRASZEWSKIEGO, lecz póki co zmienił go, przystosował do smaku widzów, starał się ich wzruszyć, zaciekawić, pokierował ich emocjami w kierunku chęci od autorskiej. Widzowie cieszyli się przybyciem Szwentasa do Pilen, Bernardem - byłym krzyżackim wychowawcą Margiera, który był czarnym charakterem; jeszcze bardziej zagęścił autor sprawowaną władzę, gdy kazał mu zamordować wielkiego mistrza, po niemiecku - trucizną (przyp. zatem są wątki odbiegające od "scenariusza" JIK - owego). Widzów wzruszała Rėda, matka Margiera (...), stosunki w tragedii skomplikował Rymas, potajemnie kochający się w Laimutė, lecz dzięki swojemu szlachetnemu sercu zmartwienia swoje przekazuje Margierowi. Wszystko to było może i naiwne, może i nie podług myśli KRASZEWSKIEGO, lecz tak rzewne i smutne, tak nigdy dotąd niewidziane i takie z zaczarowanego Świata, otwierające (...) dusze widzów !  Ponadto przedstawienie budowało wszelkie zamyślone efekty, wstawki i wtręty, zagrzewało ten spektakl piosenką i muzyką.
Publika była oczarowana historyczną przeszłością Litwy, dramaturgicznie przekazanymi barwami romantycznych bohaterów; wzruszało przedstawienie tragicznych myśli - że wolność trzeba okupić życiem, ofiarą, że była to droga do samostanowienia, narodowego samouświadomienia i została ona przetarta.
(...) "Książę Pilen" jest romantyczno - patriotycznym owocem (...) "

                                         Plac Piotra SKARGI na Uniwersytecie Wileńskim.


Tak to wyglądało ponad 100 lat temu. Skoro można KRASZEWSKIM było zainspirować  "tak bliską, a tak daleką" kulturę, właściwie mówiąc zaszczepić, bowiem Ta lektura dotyka najgłębszych pokładów litewskich uczuć narodowych, to żywmy nadzieję że w duchu Rzeczpospolitej Obojga Narodów (w duchu federacyjnym JP) będzie to miało obopólny
charakter. Chciałoby się powtórzyć za NORWIDEM - dlaczegóż wszystka wieszczów w Tobie sława i ...bywaj zdrowa. Wiele bowiem z tych bajek, wiele słów, wiele zachowań... wiele nas, Polskę i Litwę łączy (ło) ?!?




Źródła:
* strony internetowe ( www.epaveldas.lt, www.opera.lt, www.vu.lt )
* M. ŠIKŠNYS "Rinktinė" Kowno - Wilno 1957
* słownik litewsko - polski Wilno 1991
* Józef Ignacy KRASZEWSKI "Kunigas" LSW 1955



niedziela, 6 lipca 2014

JIK piórem Tomasa VENCLOVY.


"Miłuje Pan bramy Syjonu bardziej niż wszystkie siedziby Jakuba"
(87,2 Księga Psalmów w tłum. Czesława MIŁOSZA)

                                          Trafiła mi się ciekawa książka Przyjaciela Czesława MIŁOSZA urodzonego w Kłajpedzie, stałego autora "Zeszytów literackich" - Tomasa VENCLOVY. Jego książki czyta się bardzo lekko, choć porusza zazwyczaj trudne tematy, m.in. współkulturowość Polski i Litwy czy współczesnych sobie dekabrystów w Rosji, jakim wydaje się być poprzez swoją twórczość, dwojga wymienionych wyżej przyjaciel po piórze i nie tylko - Josif BRODSKI. Jak wielokrotnie wspominają ci Panowie , tworzyli oni "obczyźniany, wolny duchem Trójkąt literacki" głównie wykładając historię literatury słowiańskiej w USA m.in. w Berkeley.

VENCLOVA na wiele sposobów, podobnie jak MIŁOSZ i BRODSKI, w "idealny" zamysł wartościuje (także etnograficzną) kulturę miasta , pełnego zaklętych podań i legend, jakim jest Wilno. Taką postawą bardzo zbliża się do postawy Adama MICKIEWICZA, który nie raz opisał czym jest wycie żelaznego wilka czy też w jaki sposób Litwini traktowali zaskrońce w czasach gdy na miejscu Wilna , przy dopływie Wilejki do Nerisa, płonęły święte ognie. Przypatrując się bliżej tekstowi VENCLOVY odszukamy także bohatera tegoż blogu, Józefa Ignacego KRASZEWSKIEGO, który we "Wspomnieniach Polesia Wołynia i Litwy" daje m.in. dogłębny obraz zaginionego gdzieś w tamtych stronach widoku Żyda polskiego (?), raczej od strony czysto ludzkiej, zatem jest tam mnóstwo opisów codziennego obrazu Jankiela karczmy, czasem groteskowo JIK stroni od żydowskiego noclegu w tejże karczmie, tłumacząc się nie przyzwoitymi warunkami takiej podróżnej izby. Czasem wręcz przeciwnie jest pełen zachwytu dla handlowego zmysłu Żyda, dla jego codziennego folkloru.
Mało we Wspomnieniach... znajdziemy warstwy religijnej, a więc tego o czym pisze VENCLOVA, mówiąc iż Żyd to nie konkretne miasto czy państwo, ale Żyd to religia, dlatego getta, dlatego rozmaite diaspory, dlatego obecność Żyda wśród tylu europejskich państw. Taka Esterka czy Rachela nie szczyciła się swoim obywatelstwem , lecz ważna w jej życiu była mojżeszowa religia. Stąd tyle cierpień tego narodu, który nie słusznie był prześladowany tylko dlatego, iż zamykał się w ściśle odrębnym swoim własnym środowisku, obchodząc swoje "tajemne" święta. VENCLOVA nie tylko daje nam do myślenia nad warstwą życia codziennego Żyda, ten litewski pisarz drąży temat , skądinąd znów nam bliski - mówi się , że Mama Adama MICKIEWICZA była ochrzczoną
Żydówką - warstwy religijnej, tylko właśnie jakby odwróconej. Ochrzczony Żyd to zjawisko i nam współczesnym bliskie, jednak jak to jest w przypadku , gdy załóżmy człowiek nie tylko się ciekawi Talmudem, Kabałą czy praskim (poznańskim tey) Golemem , ale jest gotów przyjąć wiarę mojżeszową.
Rzeźba plenerowa w Poznaniu - Golem - 2010 r (David Černý)

I tutaj zabłysnął nasz poczciwy starzec z brodą, bowiem podobno (nie sprawdzałem) VENCLOVA znalazł temu religijnemu kłopotowi bliską, historię właśnie u KRASZEWSKIEGO. Taką prozelicką historię zamieścił JIK w swojej III części "Wilno od początków jego do roku 1750" (jest to ponoć przepisane z jakiego hebrajskiego dzieła, co świadczy tylko dobrze o JIK-u jako poliglocie). Za VENCLOWĄ przytoczmy ją tutaj w całości:


"Z tego okresu zachowała się również inna historia. Chociaż przywileje nadane przez książąt pozwalały Żydom wileńskim żyć stosunkowo spokojnie, to jednak granica między chrześcijań­stwem a judaizmem pozostawała bardzo ostra. Owszem, Żyd mógł się ochrzcić, i tym samym przestać być żydem, narażając się jedynie na pogardę wśród swoich; jednakże proces odwrotny był niewyobrażalny — prozelitę chrześcijanina natychmiast zni­szczyłaby władza kościelna i państwowa. Jedyny taki przypadek stał się tragiczną legendą Wilna: jako pierwszy opowiedział tę hi­storię polski pisarz XIX wieku Józef Ignacy Kraszewski. Ile w tym prawdy, nie jest dziś całkiem jasne. Młody hrabia ze słyn­nego rodu Potockich podczas podróży poznał Żyda, studiującego Talmud, i obiecał mu przyjąć judaizm, jeśli ten zdoła przekonać go do słuszności swojej religii. Przez kilka miesięcy dyskutował z talmudystą, następnie udał się do Rzymu, do Akademii papie­skiej, jednakże nauka katolicka wywarła na nim mniejsze wra­żenie. Potocki spełnił swoją obietnicę w Amsterdamie i wrócił na Litwę już jako nikomu nieznany brodaty Żyd w kaftanie. Gorli­wie uczęszczał do synagogi, aż pewnego razu przywołał do po­rządku pewnego chłopaka, który przeszkadzał podczas nabożeń­stwa. Ojciec chłopca wydał go władzom. Hrabiego usiłowano na­kłonić do powrotu na katolicyzm, jednakże on kategorycznie odmówił i został skazany na spalenie na stosie na placu katedral­nym w Wilnie. W więzieniu odwiedził go Gaon, obiecał pomóc mu w ucieczce, jednak Potocki wybrał los męczennika, Ha’gra musiał więc uszanować jego niezłomność. Pewien pobożny Żyd przekupił straż i zebrał prochy Potockiego, które pogrzebano na starym cmentarzu po drugiej stronie Wilii. Później nieopodal spoczął sam Gaon. Mieszkańcy getta wileńskiego nazywali Po­tockiego Ger Cadykiem, czyli prawym nawróconym, a w dzień jego egzekucji odmawiali kadisz. Na jego grobie wyrosło dziwne wygięte drzewo — przetrwało ono aż do okresu przed II wojną światową. Legenda głosiła, że drzewo to zaczynało usychać, kie­dy Żydom groziło nieszczęście. Tuż przed okupacją hitlerowską zostało przez kogoś ścięte."
                                  Macewy na b. cmentarzu żydowskim (1801-1802) w Wągrowcu.

Historia jak przeczytaliśmy całkiem tragiczna, choć jej wymiar transcendentny, jest też uchwytny. Dziś gdy rzadko się mówi o tym , że człowiek jest ciałem i duchem, przy czym to właśnie ducha mamy rozwijać, a nie "szkiełko i oko", chciałoby się czasami wierzyć tylko w legendy. ...Podobno słońce było kiedyś bogiem...
Póki co , ja osobiście, przepowiadam i wieszczę JIK-owym książkom kolejną odsłonę. W waszych rękach być może , tym prostym sposobem, znajdzie się kolejna faina książka.

Źródła:
1)Tomas VENCLOVA "Opisać Wilno" Zeszyty Literackie Wawa 2006
2)Władysław PURCZYŃSKI "Wągrowiec - przewodnik po mieście" 2006
3)Czesław MIŁOSZ "Historia literatury polskiej do roku 1939" Znak Kraków 1993
4)Czesław MIŁOSZ z hebrajskiego "Księga Psalmów" Katolicki Uniwersytet Lubelski Lublin 1982
5)Pracownia Muzeum JIK w Poznaniu "Folder"
6)zdjęcie Golema - sieć www



sobota, 3 maja 2014

KRASZEWSKI malarzem historycznym.



Wszystkie znane mi gruzy zamków litewskich w Nowogródku, w Trokach na jeziorze, w Lidzie aleksandrowski zachowały ledwie szczęty murów, ledwie ślady dawnej swojej postaci...Łucki i ołycki dotąd  najlepsze mogą dać wyobrażenie dawnego obronnego zamczyska. Widok łuckiego z mostu niedaleko kościoła Bazylianów jest najpiękniejszy; z tej samej strony rysował go w swej "Podróży do Turcji" Raczyński...

Rycina z dziennika podróży Edwarda Raczyńskiego.

Łuck pamiętnem iest mieyscem wdzieiach naszych z odprawionego w roku 1429. walnego ziazdu, na którym przytomnymi byli Władysław Jagiełło Król Polski, Witold brat iego, Zygmunt Cesarz Niemiecki z Cesarzową Barbarą, Bazyli Car Moskiewski, Eryk Król Duński, Mistrz Krzyżaków i Kawalerów mieczowych i posłowie Paleologa Cesarza wschodniego. Monarchowie ci ziechali się do Łucka, w celu obmyśle­nia sposobów oparcia się potędze Tureckiey coraz bardziey naówczas grożącey; osłabić zaś Polaków, skrytym było zamiarem Cesarza Zyg­munta, który chcąc zerwać związek iednoczącey się naówczas Polski i Litwy, podmawiał Witolda, aby się Królem Litewskim ogłosił. Wi­told dał się uwieść namowom Zygmunta, żądał atoli poprzedniczego zezwolenia Króla i Stanów Polskich; a gdy na radzie Zbigniew Oleśnicki Biskup Krakowski iak naymocniey oparł się temu zamiarowi, Cesarz za­wiedziony w swych nadzieiach, wrócił do Węgier.

Szkic ze "Wspomnień Wołynia..." JIK-a.

 Poszliśmy pod zamek; był on mocny niegdyś i wytrwał niejedno uparte oblężenie. Dokoła oblany wodą Styru i Głuszca, stoi na górze wysokiej, którą woda podmywa, a na wiosnę rozlewając, otacza go szerokimi 
wylewy i niedostępnymi czyni. Widoki góry zamkowej cudny. Zastanowił mnie dobrze dochowany mur okolny, kilka stojących jeszcze baszt, wieża, wszystko to nie pożyte zębem czasu, choć się nikt o zachowanie pamiątki tej nie stara. Oglądałem ciekawie kunsztownie wyrobione framugi, strzelnice, blanki,  jesz­cze całe - wzywały one ołówka, napierały się rysunku, ale tak było zimno, tak zimno, że zapał artystyczny musiał zwierzęcemu uczuciu chłodu ustąpić - na ten raz. Z charakteru budowy wynoszę, że teraźniejszy, jak go widzimy, zamek, nie jest starszy nad wiek XVI, ale w tym czasie musiał być tylko ze starych murów przerobiony, poprawiony. Ogromna jeszcze masa cegieł stoi i zdaje się obiecywać, że trwać będzie bardzo długo, jeśli jej wola człowieka gwałtownego końca nie zada. 



Obraz JIK-a ze zbiorów Pałacu - Muzeum mickiewiczowskiego w Śmiełowie.


Zjazd w Łucku.
Stoi cesarz Zygmunt, od niego na prawo Witold z żoną Anną, a z lewej żona cesarza, żona Jagiełły Zofia i Jagiełło. (Obraz Mackiewicza znajdujący się w Muzeum Wojskowym w Kownie)

Codzienne potrzeby kuchni Witoldowej w Łucku, która karmiła wspaniale tylu przybylców, cytują nasi kronikarze za dowód dostat­ków, a razem jako przekonanie o liczbie gości. Szło codziennie na wykarmienie ich siedemset wołów i jałowic, co dzień tysiąc czterysta baranów, po sto żubrów, łosi i dzików, prócz innego jadła. Wypijano w dzień siedemset butelek miodu, wina, małmazji, piwa i innych trunków. Porachujmy, iż taka uczta trwała przez siedem tygodni. Witold o królewską dobijając się koronę, po królewsku sobie poczynał.


Żubry pod Gołuchowem (Zamek Czartoryskich).

Źródła:
*Józef Ignacy KRASZEWSKI "Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy"
*Adolfas Šapoka "Lietuvos istorija"
*Edward RACZYŃSKI "Dziennik podróży do Turcyi odbytey w roku MDCCCXIV"
*zdjęcie własne






piątek, 28 czerwca 2013

201. Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy

"Pospolitą chorobą (...) jest w Pińszczyźnie kołtun (plica polonica), który trafia się również u Tatarów i w Węgrzech, a nawet w Belgium i nad Renem (...). Szukali w nim starzy medycy jakichś cząstek siarczanych, inni uznali go za prosty skutek niechędóstwa. Inni jeszcze początek kołtunu odnoszą do napadów tatarskich i zatrutych przez nich wód, a nareście przypisują go także użyciu zbytecznemu wódki i dymnym chatom. Na Pokuciu pospolity, kołtun przeniósł się z wojną do Rusi i Polski. Zwierzęta nawet tej chorobie objawiającej się na włosach podlegają, co zdaje się okazywać, że jest przywiązaną do miejsca i wypływa z przyczyn lokalnych. Wszakże jest w bliskim obcowaniu zaraźliwa i dziedziczna, a niezmiernie trudna do wykurowania, wątpliwości nie ulega. Jej szkodliwe skutki włosami się nie ograniczają, humory, które ją sprawują, często kaleczą okropnie i nieznośnych bywają przyczyną boleści."[1]
"Nie ma rzeczy na świecie niegodnej uwagi i opisu" [2]. Nie tylko wielkie wydarzenia i niezwykłe miejsca - pewnego dnia Kraszewski postanowił chwytać życie na gorąco i spisywać w swoim kajeciku tak ulotne wrażenia, jak i ciekawostki różnej treści. I tak trzymamy w ręku książkę, która powstałą w zasadzie z niczego. Garść anegdotek podróżnych, szczypta opinii o ludziach i miejscach, uchwycone ginące pieśni ludowe i takież zwyczaje, zanotowane inskrypcje nagrobne, rozważania na temat historii sprzed kilku wieków, mity, legendy i obserwacje socjologiczne. Wiele z tych okruchów zostało potem uwiecznionych w innych książkach, już bardziej monotematycznych, niektóre miejsca posłużyły za tło powieści.
Kraszewski błyska niejednokrotnie poczuciem humoru, drąży interesujące go kwestie z naukową pasją (nie tracąc jednak świeżości amatora-erudyty). Czasem zaś - niestety przynudza. Ale, ale..."wszystko w swoim sposobie użytecznym być może, gdy się tylko zastanowić zechcemy" [3]. Dlatego też omiń czytelniku nieinteresujące dla siebie fragmenty i czytaj dalej. Na pewno trafisz na takie, które do Ciebie przemówią.

[1] J.I. Kraszewski, Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy, Warszawa 1985, LSW, s. 118
[2] tamże s. 21
[3] tamże s. 22

środa, 29 lutego 2012

99. Na Kresach z Józefem Ignacym Kraszewskim

"Niestety, zawsze szukamy obrazów daleko za sobą, przed sobą, nigdy koło siebie. Jest urok w tej obcej stronie, a swoje tak się osłucha, opatrzy, spospolituje, że wreście stracim dla niego uczucie podziwienia, jakieśmy mu winni, a nawet poznajomić się z nim bliżej zaniedbywamy jedynie dlatego, że machinalnie, materialnie znamy je aż do znużenia. Dlatego też cudzoziemiec nowo przybyły żywiej wszystko uczuje, więcej u nas zobaczy, lepiej opisze.  (...) Chciejmy się tylko zastanowić nad swoim krajem, a znajdziemy w nim tysiąc wdzięków, tysiąc pamiątek, tysiąc godnych zastanowienia przedmiotów." - pisał we wstępie do pierwszego wydania.
Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy z 1839 roku należą do dojrzałego okresu twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego. Są pokłosiem paru podróży rozpoczętych w 1834. Były to wyprawy przygotowane pod względem merytorycznym, a w swoich szkicach podróżnych odwołuje się często do swego poprzednika z XVIII wieku na podobnym szlaku, Rzączyńskiego. Wyprawy dostępnymi środkami lokomocji, bez zbędnego pośpiechu przyniosły plon w postaci zapisów podróżnych i rysunków w miejscach postoju poczynionych ołówkiem lub obrazków akwarelowych. Znać w tych pracach talent niemały, ale i duży zmysł obserwacji.
Nawoływanie do poznawania swego kraju, okolic bliskich nie było przejawem jakiejś zaściankowości, megalomanii narodowej, bo pisał to człowiek, który jeszcze nie raz odwiedzi obce kraje, tak popularne w epoce romantyzmu, i napisze o nich. "Podróżopisarstwo romantyczne odróżnia od wcześniejszych przede wszystkim synkretyzm celów. Sama podróż jest tylko pretekstem do zbierania i spisywania różnego typu obserwacji; wszystko, co spotykał podróżnik po drodze, godne było uwagi, zanotowania. Było to podpatrywanie życia w różnych jego przejawach." - podkreśla Stanisław Burkot we wstępie. 
Józef Ignacy Kraszewski przemierza ziemie, których oblicze było kształtowane przez ludzi różnych wyznań, stanów, korzeni narodowościowych. Nie tylko obserwuje miejsca historyczne z ciekawymi obiektami i ruinami, lecz zatrzymuje się w austeriach, zajazdach, widzi mieszkańców miasteczek i wsi na jarmarkach, w ich codziennym trudzie. Jest również gościem możnych obywateli, zwiedzając biblioteki domowe i prywatne zbiory dokumentów, rzeczy mających wartość historyczną. Bywa wnikliwym i krytycznym obserwatorem ziem kresowych, ceniąc to co dobre, pragnąc większego postępu. Nie omieszka wykorzystać swej wiedzy historycznej, gdy obszernie pisze o rodach magnackich, w tym Ostrogskich, Zasławskich, Radziwiłłach, a będąc o Łucku, porusza sprawę stosunków Witolda i Jagiełły. Jesteśmy z nim w Ossowie należącej kiedyś do Felińskiego, bliskiemu mu Horodcu, Pińsku, Sławucie, Dubnie, spotykamy Żydów, chłopów, szlachtę, a nawet cudzoziemców zamieszkujących małe majątki. Przyjmujemy informacje o ciekawym i nudnym krajobrazie. Postój w osadzie Sernicka to niemalże spotkanie z Mickiewiczowskim zaściankiem dobrzynieckim. Dowód to, iż ledwie co wydana epopeja przedstawiała miejsca i ludzi bliskich swoim czytelnikom. "Osada ta licząca do 240 dymów szlachty zatrudniającej się rolnictwem, najmem do robót gospodarskich itd. (...) Wprawdzie siermięgi Sernickich są białe, jak u chłopów, ale mają niby kształt kapot, kołnierze małe innym krojem, pasy nie czerwone, ale czarne, na nogach łapcie takież, jak noszą wieśniacy, lecz przy nich często rzemyki zastępują sznury. Szlachcianki chyba w wielkie święta gorset i trzewiki kładną, i to nie wszystkie, zresztą ich ubiór niczym od chłopianek się nie różni."
Rytm prozy podróżnej godny, niespieszny, wnikliwy, pełen szacunku dla człowieka, mimo sporadycznej irytacji niedogodnościami. Fabuła kształtowana jest tak, by zaciekawić obrazem naocznym, płynącym z serca i zdobytej wiedzy. Składnia niewspółczesna może zatrzymać przy sobie i obecnego czytelnika, który z zaciekawieniem odkryje dawne znaczenia i dzisiaj istniejących wyrazów. Książka jest reportażem i esejem, pokazuje umiejętności warsztatowe Kraszewskiego jako autora literatury faktu.
______________________
Józef Ignacy Kraszewski, Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy, wyd. II, s. 384, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1985.