niedziela, 4 listopada 2012

159. Za Sasów: Czasy Augusta II i Augusta III



Akcja tej powieści obejmuje lata 1697-1709. Jest to okres, gdy na tronie Rzeczpospolitej panuje król August II Mocny z saskiej dynastii Wettynów. Czytelnik dzięki lekturze powieści obserwuje sposób dochodzenia tego człowieka do polskiego tronu. A droga owa to: intrygi, masowa korupcja i bezprawie na bardzo szeroką skalę. Następnie czytelnik obserwuje działania króla w celu utrzymania polskiego tronu i jego politykę w tym kierunku. Jej celem jest, jak wspomniałem, otrzymanie tronu, ale także wzmocnienie władzy królewskiej w ogarniętej anarchią Rzeczypospolitej. August pragnie zniszczyć demokrację szlachecką wprowadzając na jej miejsce rządy absolutne. Natomiast tron polski chce uczynić dziedzicznym dla własnej dynastii. Plany owe wydają się z pozoru korzystne dla słabnącej Rzeczypospolitej. Nic tylko przyklasnąć Augustowi Mocnemu? Lecz czy aby na pewno...? Sas usiłuje zrealizować te zamierzenia poprzez zwycięską wojnę ze Szwecją w sojuszu z Rosją, Danią i Brandenburgią. Jej celem jest zdobycie Inflant, co w znaczący sposób wzmocniłoby pozycję króla. Lecz August Mocny w polityce swej nie waha się zdradzać, a nawet prowadzić działań zmierzających do rozbiorów rządzonego przez siebie kraju. Czy więc jego zamiary są aby na pewno tak szlachetne jak się mogą z początku wydawać? I czy zakończą się one sukcesem?

Powieść przedstawia również życie codzienne Augusta Mocnego. Szczególne dużo uwagi autor poświęca jego bujnemu życiu prywatnemu, wśród ciągłego królewskiego ucztowania, pijaństwa i w towarzystwie coraz to nowych kochanek i nałożnic. Życie owo nie ulega zmianie nawet w obliczu klęsk i niepowodzeń spadających na rządzone przez niego państwa, czyli Rzeczpospolitą i Saksonię. Ponadto autor daje charakterystykę warstw społecznych rządzących wówczas państwem polskim - szlachty i magnaterii. Na ogół ocena tych ludzi jest negatywna. To w większości egoiści, kosmopolici, dbający tylko o własne interesy. Nie ma w nich ani krzty patriotyzmu, za korzyści materialne są gotowi do zdrady interesów państwa, korupcji, przekupstwa, intryg. Zdarzają się wyjątki lecz bardzo nieliczne. Do nich należy m.in. wojewoda wielkopolski Stanisław Leszczyński. Moim zdaniem postać tę jednak autor zbytnio idealizuje. A tymczasem potężne niegdyś państwo polskie chyli się ku upadkowi. Czy nie ma dlań ratunku?

Powieść na ogół wiernie przedstawia mozaikę społeczno-polityczno-obyczajową ówczesnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jest to książka niezwykle ciekawa, na której kartach autor w barwny i przystępny sposób przedstawił tło historyczne pierwszych lat panowania saskiej dynastii Wettynów.

P jak Parandowski (odcinek specjalny "Płaszcza zabójcy")


Z dziennika Jana Parandowskiego

grudzień 1955
Jan Parandowski.
Jest to niewątpliwie osobliwym zjawiskiem, że Kraszewski przeżywa dziś renesans swojej popularności, którego nic nie zapowiadało w ciągu tych kilkudziesięciu lat, jakie nas dzielą od jego odejścia. Literatura polska poszła tak innymi drogami, powieść polska okryła się taką chwałą i wydała tyle arcydzieł, że nikt już nie sądził, by możliwy był powrót do książek Kraszewskiego, uśpionych pod pyłem bibliotecznym. Na kilka lat przed wojną zakrzątnięto się (zdaje mi się, że Arct) dokoła wskrzeszenia kilkunastu jego powieści, ale rezultat był raczej skromny. Dopiero po wojnie dokonał się ten cud i Kraszewski zdobył publiczność, o jakiej nigdy chyba nie marzył.
Jeszcze w roku 1945 Stara baśń znalazła się wśród pierwszych książek wydanych po latach milczenia i odtąd nie przestaje rozchodzić się w setkach tysięcy egzemplarzy. I tak samo inne jego dzieła. Na wystawach księgarskich zapewnia on przyzwoitą proporcję polskiej literaturze w stosunku do obcych autorów, słowem, robi znów to, co niegdyś — daje czytelnikowi polską książkę zamiast produkcji zagranicznej. I przy swych niewyczerpanych zasobach jest zdolny jeszcze na długo zadziwiać nas nowymi, nieoczekiwanymi tytułami. Tylko Staff żadnemu z nich się nie dziwi, bo zna je wszystkie jeszcze z domu rodzicielskiego, gdzie był komplet dzieł Kraszewskiego — sześćset tomów w pięknych oprawach.
Jan Parandowski, Luźne kartki, Ossolineum 1967, s. 162-163.

piątek, 2 listopada 2012

158. Dobra Bona, czyli jaki problem miał Kraszewski ("Dwie królowe")

-->
Tekst autorstwa Moniki Zakrzewskiej, autorki bloga "Co się dziwisz". Bardzo dziękujemy za udostępnienie:).

Bona Sforza
Otoczona czarną, nienawistna legendą. Kobieta dumna, wysokiego rodu, owiana złą przeszłością swoich babek i ciotek trucicielek. Pochodząca z dalekiego, nieznanego, oświeconego kraju przyniosła z sobą niezrozumiałą mentalność budzącą lęk . Niepojęty strach przed nowością, przed ewentualnymi, niedopuszczalnymi i niekontrolowanymi zmianami boleśnie dokuczał szlachcie, która miała w Polsce wiele do powiedzenia.


Jakkolwiek początkowo przybycie egzotycznej piękności było wielką atrakcją dla zimnego, północnego kraju to entuzjazm z jakim ją przyjęto szybko ostygł, a w wielu przypadkach przerodził się wielką nienawiść. Niespodziewanie dla możnowładców polskich, których podówczesna swoboda była już faktem, młoda królowa stała się podporą monarchii i celnym, inteligentnym politykiem. Niedopuszczalną, jak na ówczesną świadomość, była sytuacja, że Bona Sforza okazała się być starannie wykształconą kobietą, zawstydzającą niejednokrotnie adwersarzy swoją biegłością we władaniu łaciną, orientacją polityczną i znajomością znaczących dzieł epok poprzednich i teraźniejszych. Budziło to, jak widać wściekłość możnych panów, którzy ze wszystkich miar próbowali zbudować zły wizerunek królowej. Nie tylko aby ją złamać i oczernić, ale także by pozbawić władzy, która z biegiem lat rozlewała się na Europę i swoim zasięgiem dotykała nawet Turcji.


Stan swobody szlacheckiej był dla Bony niezrozumiały gdyż ona sama w italskim dzieciństwie napatrzyła się na krwawe, bezwzględne rządy monarchów. Interesy bogatej, wpływowej szlachty, w tejże zrozumieniu, były poważnie zagrożone, a uszczelnienie władzy monarszej wcale możliwe. Naturalnie więc rodził się obóz zażartych przeciwników monarchini. Przeciwników znaleźć było można również poza granicami Rzeczpospolitej. Osławionych Habsburgów, Hohenzolernów nie trzeba było zachęcać do szkodzenia Bonie.



Tak rodziła się legenda o Bonie trucicielce, która teoretyczne, dzięki swoim umiejętnościom w warzeniu trucizn pozyskanym od zdolnych ciotek, mogła uśmiercić każdego, kto jej nie był wygodny. Nawet jej syn Zygmunt August opętany szaleńczą miłością do Barbary Radziwiłówny popadał w obsesyjny strach przed matką trucicielką. Jego lęki wynikające z nieakceptowania przez matkę samowolnego mariażu z poddanką i nienawiść do rodzicielki, obnażały słabość i podatność na wpływy zewnętrzne ostatniego z Jagiellonów.
Bona, Wawel

*
Dzieła o kanwie historycznej pisane przez J.I. Kraszewskiego jeszcze niedawno, a i teraz cieszą się popularnością i dla niektórych stanowią źródło prawdy historycznej. Dlaczego więc w swojej powieści „Dwie królowe”, opowiadającej o skomplikowanych relacjach dworu wawelskiego z krajem i Europą, a także przedstawiającej wielowątkowe, rodzinne stosunki między Jagiellonami, a zwłaszcza Boną i jej synową Elżbietą Habsburżanką, Kraszewski przedstawia Bonę Sworzę jednoznacznie? Pisarz, historyk, prawdopodobnie świadomy siły swojego oddziaływania, objawia tą niezwykłą monarchinię jako zazdrosną, chciwą, bezkompromisową babę z bazaru. Kobietę, która uzyskuje od swojego spolegliwego męża wszelkie korzyści, których ta zażąda. Despotkę psychicznie znęcającą się nad dworkami i synową. Wreszcie intrygantkę szkodzącą polityce Korony i ostatecznie złą matkę.



Jakież to niechęci skłaniają uznanego autora do stawiania skrajnie nieobiektywnych tez? Czemu ma służyć pielęgnowanie strasznej legendy?



Bona Sforza otrzymała na dworze swojej matki Izabeli gruntowne i staranne wychowanie ukierunkowane w jednym celu. Urodziła się by władać. Dlatego matka nie szczędziła środków na gruntowne wykształcenie i właściwe wychowanie, jak to było w zwyczaju na dworach władców Włoch. Młoda Bona nigdy nie dała się wciągnąć w dworskie, miłosne intrygi. Jej opinia pozostała nieposzlakowana. Była przeznaczona do rzeczy wielkich.



W Krakowie, nieprzyjaznym jej środowisku umiała znaleźć się doskonale. Znała swoje powinności królowej i intuicyjnie dbała o dobro kraju, z którym zawarła mariaż. Była kobietą, która osiągając w polityce swoje cele, bezpardonowo raziła męską dumę. Białogłową, która ośmieliła się być mądrzejsza i bystrzejsza, zwłaszcza politycznie, od wielu dworskich myślicieli. Konsekwencją demaskacji męskiej buty były nienawistne paszkwile, jawna wrogość i sława trucicielki.



A przecież w historii Polski nie było królowej więcej znaczącej od tej. Kobiety-polityka tak sprawnego i gospodarza skutecznie dbającego o dobro dynastii. Podzięką za czterdzieści lat pracy stała się dla niej samotna podróż do Bari we Włoszech, gdzie znienawidzona przez ukochanego syna, osamotniona zmarła.



Czas powtórzyć słowa eseju Wisławy Szymborskiej:


„Obrażony syn nie sprowadził jej szczątków na Wawel, choć tam było należne jej miejsce, przy boku małżonka. Związek Literatów Polskich powinien wysłać delegata do Bari z wiązką kwiatów na grób wybitnej tej władczyni. Czas ją przeprosić za powieść Kraszewskiego „Dwie królowe”, w której występuje jako heroina z magla. Gdyby nie było chętnych, to ja mogę pojechać”



Mimo, że ze związku nie jestem, zgłaszam się na ochotnika.
Bari, kościół św. Mikołaja, grób Bony, źródło Wikipedia
Cytat:Wisława Szymborska, Lektury nadobowiązkowe, O królowej Bonie, Wyd. Literackie, Kraków 1996

czwartek, 1 listopada 2012

157. Lublana

Kraszewski jest dla mnie jak dobry stary znajomy i bardzo się cieszę, że jeszcze nie wszystkie jego książki znam, że był tak płodnym twórcą i mam jeszcze tyle jego powieści przed sobą.

Akcja "Lublany" rozgrywa się w czasach przedpiastowskich, podobnie jak "Stara baśń", ale według mnie obie książki mają tylko tyle wspólnego - czas akcji. Tytułowa bohaterka jest kobietą świadomą i odważną, nie ma zamiaru potulnie zgadzać się na ojcowskie decyzje odnośnie jej losu. Co prawda ojca kocha i szanuje, ale przecież nie wyjdzie za mąż za starego dziada, choćby i księcia, którego ojciec dla niej wybrał. I jak to u Kraszewskiego - romans kwitnie, akcja rozgrywa się sprawnie, czytelnik się nie nudzi.
Oprócz intrygi miłosnej dostałam jeszcze w prezencie widoczek z guślarzem i wiedźmą, czarną kozą i tajemniczym dębem. W tle mamy zamieszki polityczne dokumentujące mądrość ludu słowiańskiego.
Książki Kraszewskiego są proste i mądre w swej prostocie. 

środa, 31 października 2012

156. Pałac i folwark

Przesympatyczny to utwór, choć bardzo schematyczny i na wyraźnych kontrastach oparty. Już w tytule zaznaczona jest pewna dychotomia. Pałac i folwark, a ściślej ich mieszkańcy wraz ze swoimi charakterami, wartościami i stylem życia, stanowią dwa przeciwlegle bieguny, i choć perypetie losu próbują je zetknąć ze sobą, one się jednak odpychają. Na upartego utwór mógłby się też nazywać "Pałac, folwark i plebania", bo i to trzecie miejsce również, choć w mniejszym stopniu, wnosi swoje znaczenie i bohaterów do akcji wprowadza. 

Już w pierwszej scenie mamy pokazany kontrast między młodym ambitnym studentem medycyny Julianem, zamiarowującym wyjazd za wielką wodę nawet, a jego starym wujem księdzem, poprzestającym na spokojnym ubogim życiu wiejskiego proboszcza. Potem Kraszewski zestawia poczciwego łagodnego Kanonika (tegoż samego wuja) z surowym, antypatycznym wikarym, którego opisuje jako wyjątkowo zmierzłą kreaturę, to taki karierowicz, sprytny lis, nie przyznający się do swych korzeni, a o awanse zabiegający, podły, donoszący na swego przełożonego. Duchowni różnią się poglądami, sposobem pracy, usposobieniem. Przyglądając się dalej postaciom, szereg przeciwieństw znaleźć można np. skromna, szczera i rozsądna Zosia - zalotna i ulotna Carita, włoska towarzyszka hrabiny.
Największy jednak kontrast istnieje między szlachecką rodziną Ostójskich i hrabiowską familią Skwirskich. Ci pierwsi, czyli pan Ostójski, jego siostra Klara i córka Zosia, są zgraną drużyną, nieba by sobie wzajem przychylili, szlachetni, uczciwi, honorowi, dobrze gospodarujący, patrioci. Drudzy zaś - każdy sobie rzepkę skrobie, nie widują się latami, czułe listy jeno pisząc (po francusku, a jakże), patrzą sobie na ręce, aby ktoś przed innymi  zbyt wiele z dochodów nie wydoił,  kosmopolici, utracjusze, hipokryci.
Tu szczególnie  uwagę zwraca postać hrabiego-ojca, wykwintnego dżentelmena, który usilnie chce się odpolonizować, gardzi polskością, a w swej "elegancji" na salonach będąc nie podaje ręki rodakom.
Kraszewski nie zagłębia się w niuanse i czarno -biały obraz maluje, na zasadzie dobrzy- źli, skarbnice zalet i cnót wszelakich- siedliska wad i występków. Odniosłam wrażenie, że pisarz bawił się kreśląc portrety bohaterów, tu i ówdzie wbijając szpilkę. Celowo ośmieszał, by pewne cechy uwypuklić, określone sytuacje napiętnować.

 Podtytuł "Obrazy naszych czasów" wskazuje na  tematykę obyczajową  i taka ona jest, na intrygach miłosno-majątkowych się skupia. Zosia, dziewczę hoże, rezolutne i posażne pielęgnuje ziarno uczuć do towarzysza z dzieciństwa, on zaś (Julian) chłodno ją traktuje - duma nie pozwalałby mu wiązać się z majętną partnerką. Pannę ma na oku plenipotent Margocki, cóż, kiedy i młodemu hrabiemu się spodobała - i tu zaczynają się schody, byłby to bowiem mezalians, ale okoliczności i sto tysięcy talarów sprawiają, że wygląda to inaczej... Zagmatwało się nieco, do głosy dochodziły duma, ambicje, honor, tudzież jego brak... Koniec końców - szczęśliwe zakończenie dla pozytywnych bohaterów. 

"Pałac i folwark" to taka komedia romantyczna, ale w gruncie rzeczy gorzkawą diagnozę społeczną zawierająca. Trochę autor poucza, złotą myślą błyska, a przy tym bawi, plejadę pociesznych postaci stwarzając. Weźmy na przykład ciotkę Klarę z jej górnolotną retoryką czy Margosia ze spadającym tupecikiem.Współczesnemu czytelnikowi ubaw, ale  odbiorcom z czasów Kraszewskiego pewnie tak wesoło nie było, skoro im krzywe zwierciadło pod nos pisarz podłożył.


poniedziałek, 29 października 2012

155. Powrót do gniazda

Recenzja napisana i przysłana przez Jadwigę.


Powrót do gniazda: powieść z podań XVI w.


Powieść Powrót do gniazda J. I. Kraszewskiego została napisana w 1874 roku. Po raz pierwszy była drukowana w czasopiśmie „Kronika Rodzinna” (odcinki w nr 1-14, 1874 r.), a następnie ukazała się w Warszawie jako wydanie osobne. Jest pierwszą polską powieścią w całości poświęconą problematyce reformacji[1].

Zdarza się, że czytając historie rodów szlacheckich, na przykład śląskich, natrafiamy na informacje typu: „część rodziny przeszła na protestantyzm”, „od tej pory powstały dwie linie rodu: katolicka i protestancka” albo, że: miejscowy kościół parafialny „został zajęty przez protestantów”. Przyswajamy te informacje bez refleksji, a tymczasem powieść J. I. Kraszewskiego Powrót do gniazda uzmysławia nam, jak trudne, jednostkowe decyzje poprzedzały dokonywane wybory, jak bolesne były powstałe podziały, biegnące nie tyle między środowiskami, ale dzielące najbliższych członków rodziny, do jakich tragicznych skutków mogły one doprowadzić. Powieść ukazuje dzieje dwu rodzin (polskiej i niemieckiej) na tle rozprzestrzeniającej się w połowie XVI wieku reformacji.

Hrabia Janusz jest synem wojewody i przedstawicielem znamienitego wielkopolskiego rodu Rochitów. Ojciec, pragnąc zapewnić jedynakowi jak najlepszą przyszłość, za radą swojego brata, pisarza koronnego, wysyła go na studia do Wittenbergi w Niemczech. Wobec przedłużającej się nauki Janusza oraz docierających do ojca niepokojących informacji, wysyła do niego ostatni list, w którym żąda natychmiastowego powrotu do domu. Decyzja ojca stawia wojewodzica w trudnej sytuacji. Jest on od pewnego czasu zakochany w córce niemieckiego złotnika, pięknej Frydzie Hennichen, goszczony w jej domu i traktowany przez jej ojca prawie jak członek rodziny, ma w mieście wielu przyjaciół, a ponadto uległ wpływom reformacji. Ten dwudziestoletni bohater powieści musi jednak podjąć decyzję. Jak postąpi?

J. I. Kraszewski na przykładzie rodzin Janusza i Frydy ukazuje zasady obowiązujące ówcześnie w polskiej rodzinie magnackiej i niemieckiej – mieszczańskiej, niedawno uszlachconej. W obu tych przypadkach widzimy miłość rodzicielską, poświęcenie i odpowiedzialność za przyszłość potomków, choć pewne metody wychowawcze są współcześnie nie do przyjęcia i mogą dzisiejszego czytelnika oburzać. Postawmy sobie jednak pytania: Czy obecnie bylibyśmy w stanie walczyć równie zawzięcie o takie wartości jak: wiara, miłość, rodzina, honor? Czy w dzisiejszych czasach, kiedy wyjazdy zagraniczne są także czasem przyczyną rozpadu rodzin, bardzo różnimy się od bohaterów powieści?

O Powrocie do gniazda można chyba powiedzieć, że jest to utwór, który zawiera cechy powieści historycznej, dramatu psychologicznego i romansu. Na uwagę zasługuje jego szeroki kontekst historyczny. Czytelnik za pośrednictwem powieści przenosi się zarówno do szesnastowiecznego miasta, jak i na prowincję, poznaje różne środowiska, a także panujące wówczas obyczaje. Zdaje sobie sprawę z tego, ile utrudnień niósł brak w ówczesnym świecie środków masowej komunikacji, ale życie bez nich było możliwe. Powieść dostarcza wielu wzruszeń, bo też sprawy w niej ukazane są w życiu człowieka najważniejsze. Sposób przedstawienia postaci w działaniu oraz opisy ich przeżyć sprawiają, że nie są one wcale jednowymiarowe. Autor powieści nie osądza nikogo, ale za pośrednictwem opisów sytuacji, osób, środowisk, możemy się domyślać, której stronie jest przychylny.

Powrót do gniazda warto przeczytać. Jest to powieść dla czytelnika, lubiącego lektury niezbyt obszerne (216 s.), przybliżające nasze dzieje w ciekawej formie i wywołujące refleksje. Na uwagę zasługuje także przejrzysta kompozycja utworu, sposób budowania napięcia, sprawne posługiwanie się w opisach zasadą kontrastu i wynikający z tego komizm.

Moja ocena: 5/6.
Jadwiga


[1] We wcześniejszych utworach (Kościół Świętomichalski w Wilnie i Zygmuntowskie czasy) autor potraktował ten temat epizodycznie. J. I. Kraszewski, Powrót do gniazda: powieść z podań XVI w., Warszawa, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 1986, Nota wydawnicza, s. 217.

154. Mistrz Twardowski

"Mistrz Twardowski" jest jednym z nielicznych w dorobku Kraszewskiego utworów o tematyce fantastycznej. Jednocześnie jest to jego najsłynniejszy utwór, jeśli idzie o ten rodzaj literacki w dorobku pisarza. Akcja powieści rozgrywa się w I połowie XV wieku. Szlachcic Twardowski po dziewięciu miesiącach nieobecności powraca do domu. Jedzie całkiem samotny, nocą, wśród burzy przez podkrakowskie pustkowia. Nagle zostaje zaatakowany przez zbójców. Przerażony krzyczy o ratunek choćby od samego diabła. Wówczas pojawia się tajemniczy jeździec na czarnym koniu, który przepędza napastników, ratując bohaterowi życie. Kim jest ów tajemniczy przybysz? Łatwo zgadnąć iż jest to sam Belzebub. Jego pomoc jednakże nie jest bezinteresowna. Diabeł podstępem skłania Twardowskiego do podpisania umowy. Bohater powraca do domu, gdzie zastaje dopiero co narodzonego syna. I tu dopiero zdaje sobie sprawę, co uczynił... Diabeł podstępem zyskał od szlachcica duszę jego dopiero co narodzonego syna Dziecko Twardowskiego jest więc od urodzenia zaprzedane mocom piekielnym. Z trudem udaje się je ochrzcić, bowiem diabeł czyni co tylko w jego mocy, aby do tego aktu nie dopuścić. Gdy młody Twardowski dorasta, widząc rozgoryczenie ojca (które jest skutkiem czynu, jaki popełnił tuż przed jego narodzinami) postanawia udać się do piekła, aby odebrać ojcowski cyrograf. Młodzieniec dokonuje tego, co zamierzył, jednak diabeł nie rezygnuje ze zdobycia jego duszy. Zamierza posłużyć się w tym fałszem i podstępem. Mijają lata. Stary Twardowski umiera. Jego syn podąża początkowo drogą cnoty i pobożności. Poświęca się nauce, pragnie posiąść wszystkie tajemnice wiedzy i rozumu ludzkiego. Jego pragnieniem jest znaleźć odpowiedź na każde pytanie. I mimo iż jest wybitnym mędrcem, znanym w całym Krakowie, powszechnie szanowanym wykładowcą akademii, to jednak czuje się niespełniony. Wiedza dostępna człowiekowi jest dlań niewystarczająca. Poszukując jej, Twardowski odkrywa mizerność natury ludzkiej i świata. I tu w jego życie ponownie wkracza diabeł. Postać symbolizująca zło pobudza w bohaterze powieści pragnienie zdobywania coraz to nowej wiedzy. Wie iż człowiekowi temu dać może wszystko, czego on tylko zapragnie. Ceną zaś za poznanie wszystkich tajemnic świata i zdolność rozwiązywania wszelkich problemów ma być jego dusza. Mistrz podpisuje cyrograf, zgadzając się ją oddać diabłu - ale tylko w Rzymie. A nie ma zamiaru wybrać się do Wiecznego Miasta. Jednakże diabeł nie na darmo jest mistrzem fałszu, podstępu i manipulacji... Jak zakończy się żywot mistrza Twardowskiego? Czy jego przeciwnik z piekła będzie górą i zyska to, czego tak bardzo pragnie, czyli duszę tytułowego bohatera? "Mistrz Twardowski" Józefa Ignacego Kraszewskiego to jedna z pierwszych polskich powieści fantasty. Są w niej zarówno ciekawe, jak monotonne i nudne fragmenty. Dużo jest elementów tajemniczych, magicznych oraz fantastycznych. Niemal cały utwór jest utrzymany w aurze magiczności i tajemniczości. Czytelnik podczas lektury czuje jakby działanie nadprzyrodzonych a magicznych mocy. Książka na pewno posiada cenne walory dydaktyczno-edukacyjne, porusza bowiem ważne dla człowieka aspekty etyczno-moralne. Trzeba je tylko umieć dostrzec. "Mistrz Twardowski" jest także powieścią o odwiecznej walce dobra ze złem. O trudnych wyborach, jakich człowiek musi w całym swoim życiu dokonywać, oraz o skutkach, które one ze sobą niosą. Polecam tę powieść głównie miłośnikom twórczości Kraszewskiego. Niech każdy z nich oceni według własnego uznania wartość tej powieści.