wtorek, 6 listopada 2012

160. Resurrecturi

Recenzja napisana i przysłana przez Jadwigę.



Resurrecturi

„Miasteczko, któreśmy tu Zawiechowem nazwali, a które mogłoby się zwać i inaczej, gdyby przyszło ściśle prawdy dochodzić – niezupełnie było podobnym do innych tego rodzaju małych miast okolicy. Była to niegdyś ekonomia królewska, w której z powodu bliskiego sąsiedztwa Białowieskiej Puszczy od kilku lat wystawiono dom, noszący niegdyś tytuł zamku. Przerabiano go w ciągu wieków, a gdy w końcu XVIII w. sprzedano ekonomią Horyszkom, mury te przerobione zostały na rodzaj pałacu...”[1]. W te malownicze rejony przenosi czytelnika powieść J. I. Kraszewskiego o intrygującym tytule Resurrecturi.

Kiedy za pośrednictwem powieści pierwszy raz odwiedzamy pałac w Zawiechowie, jest on właściwie ruiną. Zmarli ostatni jego właściciele: starosta Horyszko, jego syn oraz synowa. W zachowanej części mieszkalnej pałacu przebywa jeszcze starościna, której przyszło wychowywać troje osieroconych dzieci swego syna. Dwóch paniczów mieszka razem z babcią, najstarsza wnuczka wyjechała w poszukiwaniu pracy. Pozostały także dwie osoby z dawnej służby.

Starościna jest już starszą, schorowaną kobietą, „osobą wysokiego wykształcenia”, pilnującą resztek majątku, który jej mąż i syn „puścili z wiatrem” oraz dogadzającą „fantazjom” paniczów. Rodzina utrzymuje się z datków jedynego krewnego – siostrzeńca starościny Bolesława, czasem zaciąga kredyt u Żyda Szmula, ale i tak żyje na skraju nędzy. Dom prowadzi gospodarna klucznica Marianna Piotruska.

Młodzi panicze Henryk i Julian, osieroceni przed laty, nie poczuwają się do odpowiedzialności za utrzymanie rodziny. Kawalerowie bawią się, polują, do domu wracają po kilku dniach nieobecności. Na dodatek starszy, dwudziestoletni Henryk zakochał się z wzajemnością w bogatej pannie Hannie Sławczyńskiej, której ojciec wybrał już innego narzeczonego.

Starsza siostra Henryka i Juliana, Cecylia od sześciu lat przebywa poza domem, pracując jako guwernantka. Podróżując ze swoimi chlebodawcami, odwiedziła niektóre kraje europejskie. Pewnego dnia zawiadamia rodzinę listownie o swoim przyjeździe... Dlaczego wraca tak nagle? Jakie ma plany? Kim jest nieznajomy, oczekujący na jej przyjazd na stacji pocztowej?

Powieść na przykładzie losów przedstawicieli niewielkiej społeczności ukazuje funkcjonowanie XIX-wiecznego społeczeństwa klasowego. Akcja utworu powoli przenosi nas w nieistniejący obecnie, ale także, według niektórych już wówczas, świat dawnej szlachty („Szlachta!... nie ma już, mości dobrodzieju, szlachty!”[2]). Losy bohaterów ukazują różne sposoby postrzegania jej roli w społeczeństwie („Cóż szlachcic ma robić, jeśli do wojska nie pójdzie? Pobawią się, polatają, pożenią potem – no i będą gospodarowali”[3], ale także: „[Szlachta] Zdaje mi się, że ma powołanie przodowania, bo jest lepiej od innych klas społecznych wyposażoną. Ma tradycje, ma wykształcenie, ma inteligencją. Ponieważ dla ludzkości nadeszła epoka pracy, zatem my, szlachta, i tu przodem iść powinniśmy”[4]).

Poznajemy całą galerię postaci, wśród których są: „ostatni Horyszkowie na Litwie” (nawiązanie do Pana Tadeusza?); Bolesław – siostrzeniec starościny, marszałek guberni, wdowiec z trójką dzieci, bawidamek; Marek Drapacki – dziedzic Szerementowszczyzny; Sławczyńscy (on - „szlachcic-dorobkowicz”, jego elegancka żona z domu Motodłowska i córka Hanna), Mazurowicz, hrabia Alfred Sulejowski i jego żona po drugim mężu Zagłoba (?); Ratajewscy (on – „niegdyś dzierżawca, spekulant”, żona – Łucja Demler pochodząca ze zubożałej szlachty, lubiąca brylowanie na salonach); Ryngoldowie – stara litewska rodzina z tradycjami. Kolorytu środowisku dodaje obecność takich postaci jak: Żyd Szmul – handlarz, właściciel domu zajezdnego, jeden z nielicznych przyjaciół Horyszków, kapitan Pupart, pisarz sądowy Machczeńko, księża: kanonik i ksiądz wikary Kulebiaka, a także doktor Hordziszewski, Praski – ogrodnik, filozof-samouk, Marianna Piotruska – ostatnia klucznica Horyszków.

Pomiędzy bohaterami powieści, a nawet całymi rodzinami, powstają różne relacje. Rodzi się miłość, czasem trudna, bo zakazana tradycją; śledzimy rozwój negatywnych emocji, takich jak: zazdrość, zawiść, czy wreszcie nienawiść, prowadzące nieomal do tragedii; ale pojawia się także i przebaczenie – mimo wszystko.

Zagadkowy tytuł powieści Resurrecturi – można rozszyfrować jako „wskrzesić”. Zapytajmy zatem: „Co?”, a także: „Czy się uda?”. Nie będzie chyba nadużyciem, jeśli zasugeruję, że może chodzić o „wskrzeszenie”:
-miłości, od której trzeba uciekać i tej, za którą można nawet zabić;
-życiowej siły, którą trzeba wykrzesać z siebie, by móc pokonać zawiść, obelgi;
-etosu pracy;
-pamięci o przodkach;
-staropolskich i chrześcijańskich obyczajów;
-pałacu w Zawiechowie;
-Polski.

Dwutomową powieść Resurrecturi (301 s.) polecam czytelnikom, którzy lubią lekturę skłaniającą do refleksji, a także delektującym się opisami i powoli rozwijającą się akcją. Emocji nie brakuje, ale pojawiają się one, narastając stopniowo. Nie brak też sytuacji, wywołujących u czytelnika wzruszenie.

Moja ocena: 5/6.

Jadwiga
 

[1] J. I. Kraszewski, Resurrecturi, Kraków – Wrocław, Wydawnictwo Literackie, 1986, s. 23.
[2] Tamże, s. 31.
[3]
Tamże, s. 102.
[4]
Tamże, s. 187.

niedziela, 4 listopada 2012

159. Za Sasów: Czasy Augusta II i Augusta III



Akcja tej powieści obejmuje lata 1697-1709. Jest to okres, gdy na tronie Rzeczpospolitej panuje król August II Mocny z saskiej dynastii Wettynów. Czytelnik dzięki lekturze powieści obserwuje sposób dochodzenia tego człowieka do polskiego tronu. A droga owa to: intrygi, masowa korupcja i bezprawie na bardzo szeroką skalę. Następnie czytelnik obserwuje działania króla w celu utrzymania polskiego tronu i jego politykę w tym kierunku. Jej celem jest, jak wspomniałem, otrzymanie tronu, ale także wzmocnienie władzy królewskiej w ogarniętej anarchią Rzeczypospolitej. August pragnie zniszczyć demokrację szlachecką wprowadzając na jej miejsce rządy absolutne. Natomiast tron polski chce uczynić dziedzicznym dla własnej dynastii. Plany owe wydają się z pozoru korzystne dla słabnącej Rzeczypospolitej. Nic tylko przyklasnąć Augustowi Mocnemu? Lecz czy aby na pewno...? Sas usiłuje zrealizować te zamierzenia poprzez zwycięską wojnę ze Szwecją w sojuszu z Rosją, Danią i Brandenburgią. Jej celem jest zdobycie Inflant, co w znaczący sposób wzmocniłoby pozycję króla. Lecz August Mocny w polityce swej nie waha się zdradzać, a nawet prowadzić działań zmierzających do rozbiorów rządzonego przez siebie kraju. Czy więc jego zamiary są aby na pewno tak szlachetne jak się mogą z początku wydawać? I czy zakończą się one sukcesem?

Powieść przedstawia również życie codzienne Augusta Mocnego. Szczególne dużo uwagi autor poświęca jego bujnemu życiu prywatnemu, wśród ciągłego królewskiego ucztowania, pijaństwa i w towarzystwie coraz to nowych kochanek i nałożnic. Życie owo nie ulega zmianie nawet w obliczu klęsk i niepowodzeń spadających na rządzone przez niego państwa, czyli Rzeczpospolitą i Saksonię. Ponadto autor daje charakterystykę warstw społecznych rządzących wówczas państwem polskim - szlachty i magnaterii. Na ogół ocena tych ludzi jest negatywna. To w większości egoiści, kosmopolici, dbający tylko o własne interesy. Nie ma w nich ani krzty patriotyzmu, za korzyści materialne są gotowi do zdrady interesów państwa, korupcji, przekupstwa, intryg. Zdarzają się wyjątki lecz bardzo nieliczne. Do nich należy m.in. wojewoda wielkopolski Stanisław Leszczyński. Moim zdaniem postać tę jednak autor zbytnio idealizuje. A tymczasem potężne niegdyś państwo polskie chyli się ku upadkowi. Czy nie ma dlań ratunku?

Powieść na ogół wiernie przedstawia mozaikę społeczno-polityczno-obyczajową ówczesnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jest to książka niezwykle ciekawa, na której kartach autor w barwny i przystępny sposób przedstawił tło historyczne pierwszych lat panowania saskiej dynastii Wettynów.

P jak Parandowski (odcinek specjalny "Płaszcza zabójcy")


Z dziennika Jana Parandowskiego

grudzień 1955
Jan Parandowski.
Jest to niewątpliwie osobliwym zjawiskiem, że Kraszewski przeżywa dziś renesans swojej popularności, którego nic nie zapowiadało w ciągu tych kilkudziesięciu lat, jakie nas dzielą od jego odejścia. Literatura polska poszła tak innymi drogami, powieść polska okryła się taką chwałą i wydała tyle arcydzieł, że nikt już nie sądził, by możliwy był powrót do książek Kraszewskiego, uśpionych pod pyłem bibliotecznym. Na kilka lat przed wojną zakrzątnięto się (zdaje mi się, że Arct) dokoła wskrzeszenia kilkunastu jego powieści, ale rezultat był raczej skromny. Dopiero po wojnie dokonał się ten cud i Kraszewski zdobył publiczność, o jakiej nigdy chyba nie marzył.
Jeszcze w roku 1945 Stara baśń znalazła się wśród pierwszych książek wydanych po latach milczenia i odtąd nie przestaje rozchodzić się w setkach tysięcy egzemplarzy. I tak samo inne jego dzieła. Na wystawach księgarskich zapewnia on przyzwoitą proporcję polskiej literaturze w stosunku do obcych autorów, słowem, robi znów to, co niegdyś — daje czytelnikowi polską książkę zamiast produkcji zagranicznej. I przy swych niewyczerpanych zasobach jest zdolny jeszcze na długo zadziwiać nas nowymi, nieoczekiwanymi tytułami. Tylko Staff żadnemu z nich się nie dziwi, bo zna je wszystkie jeszcze z domu rodzicielskiego, gdzie był komplet dzieł Kraszewskiego — sześćset tomów w pięknych oprawach.
Jan Parandowski, Luźne kartki, Ossolineum 1967, s. 162-163.

piątek, 2 listopada 2012

158. Dobra Bona, czyli jaki problem miał Kraszewski ("Dwie królowe")

-->
Tekst autorstwa Moniki Zakrzewskiej, autorki bloga "Co się dziwisz". Bardzo dziękujemy za udostępnienie:).

Bona Sforza
Otoczona czarną, nienawistna legendą. Kobieta dumna, wysokiego rodu, owiana złą przeszłością swoich babek i ciotek trucicielek. Pochodząca z dalekiego, nieznanego, oświeconego kraju przyniosła z sobą niezrozumiałą mentalność budzącą lęk . Niepojęty strach przed nowością, przed ewentualnymi, niedopuszczalnymi i niekontrolowanymi zmianami boleśnie dokuczał szlachcie, która miała w Polsce wiele do powiedzenia.


Jakkolwiek początkowo przybycie egzotycznej piękności było wielką atrakcją dla zimnego, północnego kraju to entuzjazm z jakim ją przyjęto szybko ostygł, a w wielu przypadkach przerodził się wielką nienawiść. Niespodziewanie dla możnowładców polskich, których podówczesna swoboda była już faktem, młoda królowa stała się podporą monarchii i celnym, inteligentnym politykiem. Niedopuszczalną, jak na ówczesną świadomość, była sytuacja, że Bona Sforza okazała się być starannie wykształconą kobietą, zawstydzającą niejednokrotnie adwersarzy swoją biegłością we władaniu łaciną, orientacją polityczną i znajomością znaczących dzieł epok poprzednich i teraźniejszych. Budziło to, jak widać wściekłość możnych panów, którzy ze wszystkich miar próbowali zbudować zły wizerunek królowej. Nie tylko aby ją złamać i oczernić, ale także by pozbawić władzy, która z biegiem lat rozlewała się na Europę i swoim zasięgiem dotykała nawet Turcji.


Stan swobody szlacheckiej był dla Bony niezrozumiały gdyż ona sama w italskim dzieciństwie napatrzyła się na krwawe, bezwzględne rządy monarchów. Interesy bogatej, wpływowej szlachty, w tejże zrozumieniu, były poważnie zagrożone, a uszczelnienie władzy monarszej wcale możliwe. Naturalnie więc rodził się obóz zażartych przeciwników monarchini. Przeciwników znaleźć było można również poza granicami Rzeczpospolitej. Osławionych Habsburgów, Hohenzolernów nie trzeba było zachęcać do szkodzenia Bonie.



Tak rodziła się legenda o Bonie trucicielce, która teoretyczne, dzięki swoim umiejętnościom w warzeniu trucizn pozyskanym od zdolnych ciotek, mogła uśmiercić każdego, kto jej nie był wygodny. Nawet jej syn Zygmunt August opętany szaleńczą miłością do Barbary Radziwiłówny popadał w obsesyjny strach przed matką trucicielką. Jego lęki wynikające z nieakceptowania przez matkę samowolnego mariażu z poddanką i nienawiść do rodzicielki, obnażały słabość i podatność na wpływy zewnętrzne ostatniego z Jagiellonów.
Bona, Wawel

*
Dzieła o kanwie historycznej pisane przez J.I. Kraszewskiego jeszcze niedawno, a i teraz cieszą się popularnością i dla niektórych stanowią źródło prawdy historycznej. Dlaczego więc w swojej powieści „Dwie królowe”, opowiadającej o skomplikowanych relacjach dworu wawelskiego z krajem i Europą, a także przedstawiającej wielowątkowe, rodzinne stosunki między Jagiellonami, a zwłaszcza Boną i jej synową Elżbietą Habsburżanką, Kraszewski przedstawia Bonę Sworzę jednoznacznie? Pisarz, historyk, prawdopodobnie świadomy siły swojego oddziaływania, objawia tą niezwykłą monarchinię jako zazdrosną, chciwą, bezkompromisową babę z bazaru. Kobietę, która uzyskuje od swojego spolegliwego męża wszelkie korzyści, których ta zażąda. Despotkę psychicznie znęcającą się nad dworkami i synową. Wreszcie intrygantkę szkodzącą polityce Korony i ostatecznie złą matkę.



Jakież to niechęci skłaniają uznanego autora do stawiania skrajnie nieobiektywnych tez? Czemu ma służyć pielęgnowanie strasznej legendy?



Bona Sforza otrzymała na dworze swojej matki Izabeli gruntowne i staranne wychowanie ukierunkowane w jednym celu. Urodziła się by władać. Dlatego matka nie szczędziła środków na gruntowne wykształcenie i właściwe wychowanie, jak to było w zwyczaju na dworach władców Włoch. Młoda Bona nigdy nie dała się wciągnąć w dworskie, miłosne intrygi. Jej opinia pozostała nieposzlakowana. Była przeznaczona do rzeczy wielkich.



W Krakowie, nieprzyjaznym jej środowisku umiała znaleźć się doskonale. Znała swoje powinności królowej i intuicyjnie dbała o dobro kraju, z którym zawarła mariaż. Była kobietą, która osiągając w polityce swoje cele, bezpardonowo raziła męską dumę. Białogłową, która ośmieliła się być mądrzejsza i bystrzejsza, zwłaszcza politycznie, od wielu dworskich myślicieli. Konsekwencją demaskacji męskiej buty były nienawistne paszkwile, jawna wrogość i sława trucicielki.



A przecież w historii Polski nie było królowej więcej znaczącej od tej. Kobiety-polityka tak sprawnego i gospodarza skutecznie dbającego o dobro dynastii. Podzięką za czterdzieści lat pracy stała się dla niej samotna podróż do Bari we Włoszech, gdzie znienawidzona przez ukochanego syna, osamotniona zmarła.



Czas powtórzyć słowa eseju Wisławy Szymborskiej:


„Obrażony syn nie sprowadził jej szczątków na Wawel, choć tam było należne jej miejsce, przy boku małżonka. Związek Literatów Polskich powinien wysłać delegata do Bari z wiązką kwiatów na grób wybitnej tej władczyni. Czas ją przeprosić za powieść Kraszewskiego „Dwie królowe”, w której występuje jako heroina z magla. Gdyby nie było chętnych, to ja mogę pojechać”



Mimo, że ze związku nie jestem, zgłaszam się na ochotnika.
Bari, kościół św. Mikołaja, grób Bony, źródło Wikipedia
Cytat:Wisława Szymborska, Lektury nadobowiązkowe, O królowej Bonie, Wyd. Literackie, Kraków 1996

czwartek, 1 listopada 2012

157. Lublana

Kraszewski jest dla mnie jak dobry stary znajomy i bardzo się cieszę, że jeszcze nie wszystkie jego książki znam, że był tak płodnym twórcą i mam jeszcze tyle jego powieści przed sobą.

Akcja "Lublany" rozgrywa się w czasach przedpiastowskich, podobnie jak "Stara baśń", ale według mnie obie książki mają tylko tyle wspólnego - czas akcji. Tytułowa bohaterka jest kobietą świadomą i odważną, nie ma zamiaru potulnie zgadzać się na ojcowskie decyzje odnośnie jej losu. Co prawda ojca kocha i szanuje, ale przecież nie wyjdzie za mąż za starego dziada, choćby i księcia, którego ojciec dla niej wybrał. I jak to u Kraszewskiego - romans kwitnie, akcja rozgrywa się sprawnie, czytelnik się nie nudzi.
Oprócz intrygi miłosnej dostałam jeszcze w prezencie widoczek z guślarzem i wiedźmą, czarną kozą i tajemniczym dębem. W tle mamy zamieszki polityczne dokumentujące mądrość ludu słowiańskiego.
Książki Kraszewskiego są proste i mądre w swej prostocie. 

środa, 31 października 2012

156. Pałac i folwark

Przesympatyczny to utwór, choć bardzo schematyczny i na wyraźnych kontrastach oparty. Już w tytule zaznaczona jest pewna dychotomia. Pałac i folwark, a ściślej ich mieszkańcy wraz ze swoimi charakterami, wartościami i stylem życia, stanowią dwa przeciwlegle bieguny, i choć perypetie losu próbują je zetknąć ze sobą, one się jednak odpychają. Na upartego utwór mógłby się też nazywać "Pałac, folwark i plebania", bo i to trzecie miejsce również, choć w mniejszym stopniu, wnosi swoje znaczenie i bohaterów do akcji wprowadza. 

Już w pierwszej scenie mamy pokazany kontrast między młodym ambitnym studentem medycyny Julianem, zamiarowującym wyjazd za wielką wodę nawet, a jego starym wujem księdzem, poprzestającym na spokojnym ubogim życiu wiejskiego proboszcza. Potem Kraszewski zestawia poczciwego łagodnego Kanonika (tegoż samego wuja) z surowym, antypatycznym wikarym, którego opisuje jako wyjątkowo zmierzłą kreaturę, to taki karierowicz, sprytny lis, nie przyznający się do swych korzeni, a o awanse zabiegający, podły, donoszący na swego przełożonego. Duchowni różnią się poglądami, sposobem pracy, usposobieniem. Przyglądając się dalej postaciom, szereg przeciwieństw znaleźć można np. skromna, szczera i rozsądna Zosia - zalotna i ulotna Carita, włoska towarzyszka hrabiny.
Największy jednak kontrast istnieje między szlachecką rodziną Ostójskich i hrabiowską familią Skwirskich. Ci pierwsi, czyli pan Ostójski, jego siostra Klara i córka Zosia, są zgraną drużyną, nieba by sobie wzajem przychylili, szlachetni, uczciwi, honorowi, dobrze gospodarujący, patrioci. Drudzy zaś - każdy sobie rzepkę skrobie, nie widują się latami, czułe listy jeno pisząc (po francusku, a jakże), patrzą sobie na ręce, aby ktoś przed innymi  zbyt wiele z dochodów nie wydoił,  kosmopolici, utracjusze, hipokryci.
Tu szczególnie  uwagę zwraca postać hrabiego-ojca, wykwintnego dżentelmena, który usilnie chce się odpolonizować, gardzi polskością, a w swej "elegancji" na salonach będąc nie podaje ręki rodakom.
Kraszewski nie zagłębia się w niuanse i czarno -biały obraz maluje, na zasadzie dobrzy- źli, skarbnice zalet i cnót wszelakich- siedliska wad i występków. Odniosłam wrażenie, że pisarz bawił się kreśląc portrety bohaterów, tu i ówdzie wbijając szpilkę. Celowo ośmieszał, by pewne cechy uwypuklić, określone sytuacje napiętnować.

 Podtytuł "Obrazy naszych czasów" wskazuje na  tematykę obyczajową  i taka ona jest, na intrygach miłosno-majątkowych się skupia. Zosia, dziewczę hoże, rezolutne i posażne pielęgnuje ziarno uczuć do towarzysza z dzieciństwa, on zaś (Julian) chłodno ją traktuje - duma nie pozwalałby mu wiązać się z majętną partnerką. Pannę ma na oku plenipotent Margocki, cóż, kiedy i młodemu hrabiemu się spodobała - i tu zaczynają się schody, byłby to bowiem mezalians, ale okoliczności i sto tysięcy talarów sprawiają, że wygląda to inaczej... Zagmatwało się nieco, do głosy dochodziły duma, ambicje, honor, tudzież jego brak... Koniec końców - szczęśliwe zakończenie dla pozytywnych bohaterów. 

"Pałac i folwark" to taka komedia romantyczna, ale w gruncie rzeczy gorzkawą diagnozę społeczną zawierająca. Trochę autor poucza, złotą myślą błyska, a przy tym bawi, plejadę pociesznych postaci stwarzając. Weźmy na przykład ciotkę Klarę z jej górnolotną retoryką czy Margosia ze spadającym tupecikiem.Współczesnemu czytelnikowi ubaw, ale  odbiorcom z czasów Kraszewskiego pewnie tak wesoło nie było, skoro im krzywe zwierciadło pod nos pisarz podłożył.


poniedziałek, 29 października 2012

155. Powrót do gniazda

Recenzja napisana i przysłana przez Jadwigę.


Powrót do gniazda: powieść z podań XVI w.


Powieść Powrót do gniazda J. I. Kraszewskiego została napisana w 1874 roku. Po raz pierwszy była drukowana w czasopiśmie „Kronika Rodzinna” (odcinki w nr 1-14, 1874 r.), a następnie ukazała się w Warszawie jako wydanie osobne. Jest pierwszą polską powieścią w całości poświęconą problematyce reformacji[1].

Zdarza się, że czytając historie rodów szlacheckich, na przykład śląskich, natrafiamy na informacje typu: „część rodziny przeszła na protestantyzm”, „od tej pory powstały dwie linie rodu: katolicka i protestancka” albo, że: miejscowy kościół parafialny „został zajęty przez protestantów”. Przyswajamy te informacje bez refleksji, a tymczasem powieść J. I. Kraszewskiego Powrót do gniazda uzmysławia nam, jak trudne, jednostkowe decyzje poprzedzały dokonywane wybory, jak bolesne były powstałe podziały, biegnące nie tyle między środowiskami, ale dzielące najbliższych członków rodziny, do jakich tragicznych skutków mogły one doprowadzić. Powieść ukazuje dzieje dwu rodzin (polskiej i niemieckiej) na tle rozprzestrzeniającej się w połowie XVI wieku reformacji.

Hrabia Janusz jest synem wojewody i przedstawicielem znamienitego wielkopolskiego rodu Rochitów. Ojciec, pragnąc zapewnić jedynakowi jak najlepszą przyszłość, za radą swojego brata, pisarza koronnego, wysyła go na studia do Wittenbergi w Niemczech. Wobec przedłużającej się nauki Janusza oraz docierających do ojca niepokojących informacji, wysyła do niego ostatni list, w którym żąda natychmiastowego powrotu do domu. Decyzja ojca stawia wojewodzica w trudnej sytuacji. Jest on od pewnego czasu zakochany w córce niemieckiego złotnika, pięknej Frydzie Hennichen, goszczony w jej domu i traktowany przez jej ojca prawie jak członek rodziny, ma w mieście wielu przyjaciół, a ponadto uległ wpływom reformacji. Ten dwudziestoletni bohater powieści musi jednak podjąć decyzję. Jak postąpi?

J. I. Kraszewski na przykładzie rodzin Janusza i Frydy ukazuje zasady obowiązujące ówcześnie w polskiej rodzinie magnackiej i niemieckiej – mieszczańskiej, niedawno uszlachconej. W obu tych przypadkach widzimy miłość rodzicielską, poświęcenie i odpowiedzialność za przyszłość potomków, choć pewne metody wychowawcze są współcześnie nie do przyjęcia i mogą dzisiejszego czytelnika oburzać. Postawmy sobie jednak pytania: Czy obecnie bylibyśmy w stanie walczyć równie zawzięcie o takie wartości jak: wiara, miłość, rodzina, honor? Czy w dzisiejszych czasach, kiedy wyjazdy zagraniczne są także czasem przyczyną rozpadu rodzin, bardzo różnimy się od bohaterów powieści?

O Powrocie do gniazda można chyba powiedzieć, że jest to utwór, który zawiera cechy powieści historycznej, dramatu psychologicznego i romansu. Na uwagę zasługuje jego szeroki kontekst historyczny. Czytelnik za pośrednictwem powieści przenosi się zarówno do szesnastowiecznego miasta, jak i na prowincję, poznaje różne środowiska, a także panujące wówczas obyczaje. Zdaje sobie sprawę z tego, ile utrudnień niósł brak w ówczesnym świecie środków masowej komunikacji, ale życie bez nich było możliwe. Powieść dostarcza wielu wzruszeń, bo też sprawy w niej ukazane są w życiu człowieka najważniejsze. Sposób przedstawienia postaci w działaniu oraz opisy ich przeżyć sprawiają, że nie są one wcale jednowymiarowe. Autor powieści nie osądza nikogo, ale za pośrednictwem opisów sytuacji, osób, środowisk, możemy się domyślać, której stronie jest przychylny.

Powrót do gniazda warto przeczytać. Jest to powieść dla czytelnika, lubiącego lektury niezbyt obszerne (216 s.), przybliżające nasze dzieje w ciekawej formie i wywołujące refleksje. Na uwagę zasługuje także przejrzysta kompozycja utworu, sposób budowania napięcia, sprawne posługiwanie się w opisach zasadą kontrastu i wynikający z tego komizm.

Moja ocena: 5/6.
Jadwiga


[1] We wcześniejszych utworach (Kościół Świętomichalski w Wilnie i Zygmuntowskie czasy) autor potraktował ten temat epizodycznie. J. I. Kraszewski, Powrót do gniazda: powieść z podań XVI w., Warszawa, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 1986, Nota wydawnicza, s. 217.