sobota, 24 stycznia 2015

Karnawał, bal, hulanki, swawole...czyli Maskarada u KRASZEWSKIEGO.


Natknąłem się w "Pamiętnikach" na taki, krótki, lecz wesoły tekst JIK-a. Przytaczam w całości. Aż chce się z tymi bohaterami - zwykłymi ludźmi porozmawiać. Barwne, roztańczone koło...


J.I. KRASZEWSKI: PAMIĘTNIKI

Cóż to za radość, gdy na rogach ulic wielkimi, czarny­mi literami spostrzegliśmy drukowane afisze zwiastujące, że będzie:
MASKARADA
Maskarada! Doskonale pojmuję szał publiczności rzym­skiej i weneckiej, tam, gdzie we dnie i w nocy na ulicach odbywały się szalone maskarady, maskarady prawdziwe, gdy u nas takie wrażenie na każdym młodym robiła obietnica maskarady zimnej, zaryglowanej w dwóch salach, ostawionej wartą, zapobiegającą zbytniemu szałowi, maskarada składająca się czasem z niezamaskowanych tylko masek.
Jakże bo to człowiek swobodny, jak wesoły, jak o wszyst­kim zapomina, zrzuciwszy siebie z siebie i uczyniwszy się jakąś abstrakcją, nie będąc obowiązany odpowiadać za wszystkie głupstwa, które może powiedzieć i popełnić; jak się to bieży na tę zabawę! O, nigdy nie zapomnę wieczorów przepędzonych w domu Mullera na pustych żartach, na we­sołej z nieznajomymi gawędce, na uganianiu się za pociesz­nymi maskami, z których się drwiło nielitościwie.
Ale spójrzmy na maskaradę wileńską. Rzadki na niej bywał kostium charakterystyczny, uderzający nowością, pomysłem. Garderoba ubogiego teatru dostarczała zwykle zawsze jednych i tych samych, po troszę tylko urozmaico­nych strojów. Najwięcej widziałeś Niemców, owych to ba­jecznych Niemców, w perukach i haftowanych frakach, Hiszpanów nie mniej bajecznych, w kapeluszach z pióra­mi, Krakowianek, Cyganek-wróżek, Turków, kominiarzy itp. Rzadziej ukazywał się Żyd, Żydówka, dziki człowiek, niedźwiednik z niedźwiedziem. Zjawiskiem była maska charakterystyczna lub okolicznościowa, i myślę, że Chole­rę, która raz pokazała się była na maskaradzie, do tej pory
pamiętają. Tłum składał się pospolicie z czarnych fraków i ogromnych nosów, czarnych półmaseczek, krótkich spódniczek, różowych płaszczyków, nieodgadnionych ubiorów jakichś krajów dotąd nie odkrytych, brzuchatych Niemców itd., itd.

Wesoły młodzik z maleńką dozą dowcipu, z wielką roztrzepania i ochotą do mistyfikacji i żartów, łatwo przycho­dził do wielkiej roli na maskaradzie i zajmował sobą wszystkich. Ale na nieszczęście tak w tym Wilnie wszyscy się znali, że bardzo łatwo domyślić się było, kto ludziom łatki przypinał. Maska była wpół przeźroczystą tylko, często na­wet i bedele pisali akademikom ich cyfry na ręku. W takim razie jak kwiat kosą podcięty wiądł dobry humor maski, któ­ra kryła się w tłumie i nie bawiąc znikała. Takich intryg, ja­kie gdzie indziej na maskaradach miewają miejsce, tu nie bywało, a przynajmniej trafiały się rzadko. Na to Wilno było zbyt małe, a mieszkańce jego zbyt sobie znajomi.
Przez cały wieczór dla dodania humoru przygrywała muzyka, pary krążyły po salach, zaczepiane, wstrzymywa­ne, śmiejąc się, odpowiadając piskliwie, milcząc niekiedy lipomie. W bocznych pokojach zajadano i zapijano tym­czasem pod oczyma głodnych, arkadyjskich pasterek i wy­pchanych brzuchów niemieckich. W ostami wtorek wybi­jająca północ rozpędzała wszystkich nagle. Kto by myślał, że posłuszni biegli popiołem posypać głowy i zasnąć w łóżku. O, nie ! Cała naówczas młodzież dopadała drążek i le­ciała na Pohulankę, na salę zwaną niegdyś Harmonii, gdzie się uroczystym szałem kończył karnawał.
Tu już płeć piękna reprezentowana była przez niezamaskowane mieszczki, modystki, aktorki, kupcówny itp., a płeć niepiękna składała się z najrozmaitszej mieszaniny akademickich fraków, oficerskich szlif, profesorskich aksamitnych kołnierzy etc., etc. Co tylko chciało swobodniał odetchnąć, naśmiać się całym gardłem, nagadać głośno, swobodnie nabrykać, jechało na Pohulankę. Trzeba było widzieć, jakim to nieukontentowaniem piętnowało oblicze szewców, krawców, kupczyków i kancelarzystów, jakim strachem nabawiało płeć piękną, gdy ten napływ barbarzyńców na ich kraj po północy już się rzucał. Przerywano tańce. Panie bledniały i czerwieniały, lękając się co chwili impertynencji (a nie lękały się jej między swymi !), panowie patrzali tylko, czy ich kto nie zaczepia, gotowi do boju. Po chwilce, chociaż zawsze indigenes a) mieli się na ostrożności, oswojeni jednak trochę samym widokiem niebezpieczeństwa, zaczynali się bawić; zdobywcy zapalali cygara, dumnie nakazywali podawać szampana i gdy wesołość powszechna zniwelowała wszystkich, szła zabawa jako tako dalej, aż do niebezpiecznej chwili, w której trunek coraz bardziej zwyciężonych i zwycięzców głowy rozmarzać zaczął.

Tu nieznacznie trącił akademik kogoś z indigenów:
-Pan mnie uderzył.
-Nie, ale jeśli chcesz, to uderzę.
-Pan mi grozi?
-A gdybym groził?
-Ja sobie nie dam kołków strugać na nosie.
-Z pewnością to pan utrzymujesz?
-Pan sobie chce żartować ze mnie! Pan...
Tu przystępuje drugi akademik i drugi z indigenów.
-Panowie! Panowie! Cicho! Cicho! Zgoda!
-A to ten ciągiskóra chce mi tu imponować!
-Mospanie!
W tej chwili, gdy ręce do wysokości rozdrażnionych umysłów podnosić się myślą, rozbrajają powaśnionych.
Ale gdy raz wybuchła nienawiść, dwa obozy wrą zemstą, każdy tylko szuka przyczepki. Siedząc o dwa kroki od sie­bie, jedni o drugich umyślnie nie wiedzieć, co mówią.
-Ta hałastra akademicka - powiada kupczyk - naszła nas tu i pokoju nam nie daje.
-Ta szuja szewców i krawców chce tu grać rolę jakąś.
-Co waćpan mówisz?
-Co pan mówiłeś?
-Słuchaj no, ty szewcze!
-Słuchaj no, ty młokosie!
Tu żony mdleją, siostry płaczą, matki krzyczeć zaczynają, aktorki śmiać się, a oficerowie mediatorów grać rolę.
Z wielkiej sali (która nie jest wcale wielka) wytacza się gru­pa zajadłych do bocznego pokoju, tu interwencją swą obja­wia policjant, zostaje poszturchanym, grupa się powiększa, spór rozjątrza, słabsi pierzchają silniejsi zasiadają i piją. Nie wiem, jaki mieć może urok taka zabawa, chyba ten, że cygara i fajka wolny mają wstęp do sali. Nade dniem bladych, ubawionych gości odwożą drążki b) do domu.

a) indigenes (łac.) - miejscowi, tubylcy
b) drążki - dorożki
Źródło:
*Józef Ignacy KRASZEWSKI "Pamiętniki" Ossolineum (Skarby Biblioteki Narodowej) Wrocław 2005
* © zdjęcia własne (z wileńskiej ulicy)

sobota, 17 stycznia 2015

"Litwa słowem polskim malowana" - KRASZEWSKI, SYROKOMLA, SŁOWACKI i inni...- archiwum radiowe ZW.


                         Zwykle bywa tak, że jak szukamy dajmy na to np. audycji radiowych na stronach www, nagle ich potrzebujemy, wówczas trudno je znaleźć. Tym razem zwolniłem tempo poszukiwań  i dotarłem do sedna sprawy. Udało mi się dotrzeć do archiwum Radia znad Wilii, o którym wcześniej pisałem. Są to cykliczne audycje radiowe poświęcone kilku naszym Wieszczom m.in. obszernie potraktowany jest Józef Ignacy KRASZEWSKI. Wszystkie audycje są zebrane pod zbiorczym tytułem "Litwa słowem polskim malowana" i prócz wysokiej literatury polskiej
z przeszłości usłyszymy tutaj wiele ciekawych słów także o współczesnej "Awangardzie Wileńskiej".
Zbiór 23 audycji wileńskiego Radia


Zdjęcia:
*Polskie Radio
*Litewskie Radio na stronach www

Krytyka Towarzystwa Szubrawców w KRASZEWSKIEGO "Pamiętnikach lat młodzieńczych".



                 W swych wczesnych pamiętnikach JIK srogo krytykował literaturę, ukazującą się w mieście Wilnie, na początku XIX wieku. Nie ominęła ona również "Wiadomości brukowych" - pisma, które było organem Towarzystwa Szubrawców.
Jak podsumowuje tę krytykę badacz biografii JIK-a, Wincenty DANEK, była ona nieobiektywna, pisarz często zapędzał się w swej krytyce, dostawało się niejednemu wydawnictwu wileńskiemu z tamtych lat. Najogólniej rzecz przedstawiając, JIK miał zamiar ocenić "słabą" kondycję literatury Wilna w XIX wieku.
DANEK podkreśla jednak, że "Wiadomości Brukowe" , a co za tym idzie Towarzystwo Szubrawców, ma dziś wielce pozytywną rolę w polskiej kulturze, bowiem zostało jednak docenione i na wieki utrwalone w historii literatury, jako jedno z licznych wówczas Towarzystw (obok Filomatów i Filaretów np.) dążących do obalenia znienawidzonego caratu.
                 Najlepiej "krytyczną parabolę" JIK-a opisuje zdanie DANKA: "W krytycznym zapale nie bierze pod uwagę (JIK), że jego zarzuty przynoszą właściwie zaszczyt Szubrawcom oraz ich pismu".
Ukazujące się w latach 1816 - 1822 pismo "Wiadomości Brukowe" poprzez satyrę wyśmiewało ludzkie przywary, które miały pozostać w społeczeństwie wytępione: jak nadużycia mniejszych sądów, gry hazardowe, pijaństwo i ubytki moralne. Symbolem Towarzystwa Szubrawców była łopata - cyklicznie ukazywały się felietony p.t. "Szlachcic na łopacie". Zebrania Szubrawców przypominały obrzędy masońskie. Jak pisze KRASZEWSKI ich członkowie dzielili się na urbanów (członkowie rzeczywiści) i rustykanów (członkowie bez pełnych praw, podlegli prezydentowi Towarzystwa); swoje nazwy Szubrawcy obierali w oparciu o postacie z litewskiej mitologii. Szubrawcy unikali wad, które wyszydzali w społeczeństwie, mieli zostać światłymi (oczytanymi i piszącymi) ludźmi, stojącymi na straży moralnej. Wielkie , ówczesne nazwiska oświeconych  badaczy historii były wzorami w strażowaniu - niektórzy, wyżsi członkowie Towarzystwa obierali sobie imiona bożków żmudzkich: Perkunasa, Gulbi, Auszlawisa, Pergrubiusa, Sotwarosa - wybrane prosto z prac ŁASICKIEGO, STRYJKOWSKIEGO czy GWAGNINA.
                   JIK zawzięcie krytykował ukazujące się w "Wiadomościach Brukowych" wiersze, prozę, klasyczną satyrę (SWIFT i RABELE) . Uważał dosłownie, że "dowcip z nauką rzadko chodzi w parze" , a "bardzo poważni i uczeni ludzie, należący do grona Szubrawców... nie wszyscy wszystko mogą."


Źródła:
* Józef Ignacy KRASZEWSKI "Pamiętniki" Ossolineum Wrocław 2005
* zdjęcia - www

niedziela, 21 grudnia 2014

Praca nad digitalizacją JIK-a wre...


Jak donosi Biblioteka Raczyńskich w Poznaniu prace nad digitalizacją dzieł wydanych w XIX wieku, Józefa Ignacego KRASZEWSKIEGO osiągnęły już pewien etap.
Sięgając po te wydania do Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej, można śmiało rzec, że etap prac jest bardziej niż zaawansowany - dużo więcej niż 100 książek już przygotowano do czytania, są też czasopisma i zdjęcia szanowanego Pisarza.

sobota, 15 listopada 2014

Z Kraszewskim po mapie Wilna, czyli jak odnaleźć polską Szkołę...

W tej krótkiej przechadzce "palcem po mapie", chciałbym dać znać Szanownym Czytelnikom, że "gdzieś tam" na Kresach Wschodnich, żyją Polacy, żyją nie tylko dniem powszednim, lecz uczą się i kultywują polskie tradycje pod "czujnym okiem" swojego patrona Józefa Ignacego KRASZEWSKIEGO, bohatera naszego bloga.

Zacznę od czegoś, zgoła małostkowego pod względem patriotycznym. Są to barwne mapy, opowiadające historię nazwy pewnej, być może pobocznej w stosunku do spektakularnego gwaru wileńskiej ulicy, ulicy Józefa Ignacego KRASZEWSKIEGO. Nadmienię jednym zdaniem, że nazywanie ulic jest często wyrazem, podkreślenia władzy administracyjnej. Aktualne władze wg własnego "widzi mi się" nazywają w dość różny sposób (na przestrzeni rządów następujących po sobie państw  u stołka) i jest to zazwyczaj zgoła różne od tego co obywatele noszą w sercach i wynoszą z rodzinnego domu. Szerzej i dokładniej rozważa ten kłopot Pani Diana Kardis-Gawińczuk (m.in. tłumaczka) w swoim artykule na łamach Wilnoteki p.t.
 "Nazewnictwo topograficzne starego Wilna w latach 1935-2000". Oto ciekawy urywek:
...Zestawienie nazw ulic poświadczonych na trzech kolejnych mapach Wilna (z roku 1935, 1977 i 2000) daje możliwość prześledzenia nie tylko dziejów miasta, lecz również całego państwa. W przekształceniach nazw ulic odzwierciedlają się bowiem zmiany realiów historycznych. Nazewnictwo miejskie charakteryzuje się na ogół nietrwałością i płynnością. Narażone jest w szczególnym stopniu na oddziaływanie czynników politycznych i społecznych, które można określić jako obiektywne, w odróżnieniu od subiektywnych - świadomościowych. Pod wpływem tych czynników nazwy miejskie podlegały w przeszłości i podlegają obecnie różnorodnym zmianom.
Nazwy ulic Wilna na przestrzeni wieków były szczególnie podatne na oddziaływanie czynników historycznych. Zmieniające się gwałtownie warunki społeczno-polityczne pociągały za sobą fale zmian w nomenklaturze. Nazewnictwo miejskie nie było w stanie się temu oprzeć.


Plany Zwierzyńca z 1859 i 1890 roku.

Lata 1935-2000 – to stosunkowo krótki okres w dziejach miasta, można go jednak podzielić na kilka etapów historycznych, w których zmieniały się siły rządzące, a każda z nich narzucała miastu własne nazwy. Nazwy ulic, placów i dzielnic są narzędziem, za pomocą którego nowa władza formuje rzeczywistość. Nadając ulicom nazwiska swoich bohaterów i nazwy odzwierciedlające jej ideologię, oswaja ona i podporządkowuje sobie przestrzeń miejską. Mieszkańcy poruszający się w tym obszarze na każdym kroku są poddawani oddziaływaniu nowej władzy politycznej. Tak było w Wilnie polskim, radzieckim oraz litewskim.
Nazewnictwo miejskie ulegało wielokrotnym zmianom, zwłaszcza w okresie radzieckim. Stało się wtedy narzędziem komunistycznej propagandy. Wilno, jako stolica państwa socjalistycznego, ucierpiało bardziej niż inne miasta litewskie...
Po tym wstępie wypełnijmy szkolną misję i odpowiedzmy na hasło, które zna chyba każdy
z nas: "drogi uczniu, przynieś mapę". Trzymajmy się tytułu tej rozprawki i przynieśmy mapę Wilna, rozwijając kwestię miasta Wilna, a w szczególności ulicy Józefa Ignacego KRASZEWSKIEGO, jak dziś zapisalibyśmy J.I. Kraševskio gatvė. Drążę temat, więc tylko zakładam z pobieżnego oglądania map, że nazwę tej ulicy na Zwierzyńcu, nadali sami Polacy po odzyskaniu upragnionej wolności po walkach o Wilno 1919 - 1920. Mogę się mylić. Dzisiejsza nazwa dzielnicy to miast Zwierzyniec litewskie Žverynė, co znaczy dokładnie to samo, a jest uszanowaniem mieszczących się tutaj terenów łowieckich (patrz mapa 1859 r. i 1890 r.) księciów Radziwiłłów, jak również nie ulega wątpliwości, że polował tutaj któryś z Jagiellonów (Gedyminowiczów), dajmy na to Zygmunt August. Tak dziś niemal w sercu miasta, dawniej na Zwierzyńcu dościgano rącze jelenie, co więcej dzikie tury (skutecznie:(



Plany miejskie z 1921, 1940 i współczesny.

Mimo, iż dziś ta ulica brzmi z litewska, to jest oddaniem honoru (administracyjnego), człowieka, który wielce zasłużył się TAKŻE dla kultury litewskiej (co nie raz starałem się w oparciu o źródła wykazać na naszym wspólnym JIK-owym blogu). Mniej czy więcej ten administracyjny kłopot dotyczy także innych naszych bohaterów (przecież nie ulic), jak Adama MICKIEWICZA (A. MICKEVIČIAUS g.), Tadeusza KOŚCIUSZKI (T. KOSCIUŠKOS g.)czy Szymona KONARSKIEGO (S. KONARSKIO g.) itd.
Warto też rzucić okiem na plany miast władzy totalitarnej, żeby sobie uzmysłowić, jak te wielkie molochy państwowe, mało miały w poważaniu ludzi, którzy rzeczywiście wpływali na kształt miejscowej historii. Nazwy wcześniejsze są "wykasowane" i stąd nagle w Wilnie pojawiają się różne "Gagariny" tudzież "Gogole" , święci "inaczej".


Plany miejskie zaborców z 1904 i 1915 roku.

Dodać także trzeba że współcześnie ulica KRASZEWSKIEGO w Wilnie jest zupełnie poboczną, niezbyt ładną - od strony rzeki mieszczą się tam zaniedbane boiska sportowe, a najważniejszym obiektem po zachodniej stronie ulicy jest szpital tuberkulozy.
Żeby zakończyć naszą wycieczkę trochę bardziej optymistycznie, sięgnijmy po zdanie Wilnianina - Józefa SZOSTAKOWSKIEGO z przewodnika literackiego "Wilno i okolice".
W rozdziale poświęconemu JIK-owi pisze co następuje:
...W wileńskiej dzielnicy Nowa Wilejka przy ul. Rugiagėlių 15 znajduje się polskojęzyczna Szkoła Średnia im. Józefa Ignacego KRASZEWSKIEGO...


Cieszy fakt, że na tych zakrętach historii, możemy podziwiać Polaków Kresowiaków, którzy krzewią polską mowę w oparciu o romantyczne idee swojego Patrona, który nie tylko historię Wilna "miał w jednym palcu", ale także "za pan brat" z MICKIEWICZEM (czasami synem Władysławem) kierował się sercem. Serca tym młodym Kresowiakom nie brakuje, zapału nie brakuje, ducha starcza i czego im życzyć,może krzty niewiary w słowa polityków.
Szkoła to także kolega z ławki, pomoc bliźniemu, psikusy i wakacyjne, mądre kawały, czasami łzy...Wzlatują , więc nasi milusińscy Kresowiacy, przykładem Ikara do słońca, sięgają po ideały. Życzmy im zdrowia.


Źródła:
* Radio znad Wilii
* strona www Szkoły
* J. SZOSTAKOWSKI "Wilno i okolice. Przewodnik literacki"
* Wilnoteka

P.S. Cieszy ich twórczość kulturalna:

III Konkurs Recytacji Fragmentów Prozy w Gimnazjum im. J.I.Kraszewskiego



piątek, 19 września 2014

O "Starej Baśni", Wilnie, książce M. Stolzman i "Witoloraudzie" opowiada Radio ZW.


                                          Dziś od samego ranka popełniono na łamach www Radia znad Wilii taki oto Artykuł. W sumie tylko podsumowanie działalności JIK-a na terenie Wilna. Taki skrótowy akcent.
P.S. Urywek z "Pamiętników" KRASZEWSKIEGO:
"...W archiwum miasta, do którego miałem przystęp uła­twiony, wprawdzie drzwi mi otwierano i mogłem tam sie­dzieć i pracować po kilka godzin dziennie, ale pozostawio­ny byłem sam sobie, bo nikt tu nie zajmował się starymi księgami, nikt nie wiedział, co się w nich mieści, nieład panował największy, i to zapewne od bardzo dawna. Śla­dów, przynajmniej świeższych, jakiegoś porządkowania nie znalazłem nigdzie. Tu wszystko zależało od jakiegoś trafu szczęśliwego, bo obok ksiąg najważniejszych i najstarszych mieściły się nie mające dla mnie wartości. Archiwum to w ogóle nie mogło się poszczycić naówczas ani doborem, ani bogactwem, ani układem. Nikt do niego nie zdawał się najmniejszej przywiązywać wagi. Akt bardzo starych nie znalazłem prawie. Pomimo to pierwsze takie badanie mia­ło dla mnie urok wielki, a często drobny nawet szczegół jakiś odszukany niepomiernie mnie uszczęśliwiał.
Sam jeden, często marznąc w nieopalonej, od dawna zamkniętej izbie, wychodziłem z niej po kilkogodzinnej pracy tak znużony, iż mi się głowa zawracała i nogi długo drżały pode mną. Ale rzadki był dzień, żebym czegoś nie wypisał, nie wynotował i jakiejś prószynki nie zdobył. W ogóle nie na wiele się to zdało Historii Wilna, ale dla mnie było nauczającym bardzo. Gdy przyszło potem do dru­kowania Historii Wilna, miałem też niemałe trudności, bo kilkotomowego dzieła z tablicami i portretami z początku żaden nakładca podjąć się nie chciał. Zawadzcy nareszcie wzięli je pod swoją opiekę i u nich się drukowała Historia, którą by dziś z gruntu przerobić należało. Ale nie pora..."



piątek, 12 września 2014

Litewskie wrażenia, czyli Bolesławita inspiracją dla sztuki.


                                          Drążąc temat litewskich inspiracji, ze słownikiem w ręku, bowiem dukam w języku z Bałtyku, natrafiłem kiedyś, na skądinąd znakomitej stronce (www tutaj),
pod względem historycznym (udało mi się tam trafić, coś co przypominało ni mniej ni więcej "Postyllę" Jakuba WUJKA, dla nas tłumacza pisma z Wągrowca, dla nich drugiego rektora Kolegium Jezuickiego w Wilnie). Zacięcie do biografii (jeżeli chodzi o lekturę to leń) Józefa Ignacego KRASZEWSKIEGO, przysporzyło mi kolejny wirtualny eksponat. Plakat, póki co, mało znanego mi bliżej autora, jakże by inaczej - Litwina, do sztuki według KRASZEWSKIEGO. Zaciekawiło mnie to z miejsca, ponieważ bohaterami tego dzieła z początku XX wieku, były postacie, mojej ulubionej JIK-owej powieści, czyli "Kunigasa", którego dotychczas zdążyłem 2 razy przeczytać i 5 razy przewertować, bo jak wiadomo Bolesławita niezwykle w historię płodnym był. Obejrzyjmy sobie ten plakat z bliska:



Przypomina on mniej więcej, stronę z osobami dramatu, z książki, którą niezwłocznie nabyłem (dziękuję Przyjacielu), zaczynając coraz bardziej - ze słownikiem w ręku - orientować się w osobie autora tego dramatu - Marcelinas'a  ŠIKŠNYS'A o literackim pseudonimie ŠIAULĖNIŠKIS (jak wnoszę od miejsca urodzenia, o czym niżej). Przełożyłem ten osobowy dramatu spis i ...ukazały mi się postacie z "Kunigasa":

Współczesne wydanie "Księcia Pilen"

Jest i Reda (mam skojarzenie z naszą nadbałtycką redą dla okrętów) - odważna księżna Pilen, jest bohater (nie tylko główny) Margier, Baniuta - jego muza trochę odmieniona (Laimutė), są Rymas i Szwentas (choć żołnierze, to przecież spełnili rolę niczym mickiewiczowski wajdelota), są kapłanowie z wioski i boginki (niczym porwana żona Kiejstuta - tak naprawdę KRASZEWSKI przez porwanie Baniuty z bogiń kręgu, na nowo odzwierciedlił mit Biruty), są i czarne charaktery: krzyżacy i krzyżowcy z Zachodu, szpitalnik Sylwester, nauczyciel krzyżacki Bernard, którego Kunigas chciał przebić sztyletem w nocnej wyprawie...
Kim był Marcelinas  ŠIKŠNYS ? Przeczytamy o tym we wstępie do wyżej opisanej książki.
Są tam zawarte wiadomości biograficzne, to jakim sposobem natrafił na naszego pisarza - KRASZEWSKIEGO oraz przyjemna (okiem widza) w treści recenzja "Księcia Pilen", bowiem tak nazywało się to dzieło. Ten opis wydał mi się na tyle ciekawy, że przytaczam go tutaj niemal w całości. Ciekawy z tego względu, że napisała go Aldona Liobytė, pani o dość zajmującym wykształceniu. W latach 30-tych, przed wojną studiowała w Wilnie język i literaturę polską, co jak na tamte czasy - zimnych stosunków politycznych Polski z Litwą, ciągłej walki o Wilno, po wojnie spotykały ją represje za własne zdanie - jest warte docenienia. Posłuchajmy:

Pisarz i pedagog (matematyk) Marcelinas ŠIKŠNYS urodził się w 1874 roku w rejonie szawelskim. W 1893 roku ukończył gimnazjum. Studiował nauki ścisłe w Moskwie. Tam w tajnym  stowarzyszeniu studentów pisze pierwsze wiersze, publikuje w czasopismach "Varpas" i "Ūkininkas"(ten etap życia nieco przypomina filomackie i filareckie życie studenckie na Kresach, znalazłem ciekawy dokument, świadczący o "podziemiu" w Saint Petersburgu - jest to pisemko litewskiego stowarzyszenia studentów traktujące o polskiej sekcji sztuki).


Popełnił też większe formy jak pieśń "Bitwa pod Grunwaldem", tłumaczenia z obcych autorów czy pierwszy dramat "Kražiai". W 1897 kończy Uniwersytet. Po powrocie do Kowna boryka się z brakiem pracy. Wyjeżdża do łotewskiej Rygi, gdzie zdobywa posadę nauczyciela. Pisze sztukę "Miłość zburzona - narodziny grzechu" wystawioną wpierw studentom a z czasem kilkakrotnie zagraną w Rydze, Szawlach i Saint Petersburgu.
"W 1901 roku przeczytał historyczną powieść JIK - a "Kunigas" i opowieść historyka Teodora Narbutta o zburzeniu Pilen. Pod pseudonimem  ŠIAULĖNIŠKIS napisał 5-cio aktową tragedię "Książę Pilen", która nie raz była wystawiana w Rydze, Wilnie, Saint Petersburgu a nawet  w Woroneżu - wszędzie gdzie tylko (...) Litwini żyli po ucieczce z I wojny światowej.  ŠIAULĖNIŠKIS wpisał się w twórców dramatycznych swojego pokolenia na Litwie (jak ŽEMAITĖ czy G. LANDSBERGIS - ŽEMKALNIS i in.).
"Książę Pilen" wyróżniał się spośród innych sztuk tego czasu swoim gatunkiem - tragedii wówczas nie pisano (...), podpatrywał on tematyki zachodnie, (...) dramatów historycznych nie było a utwory sceniczne, bywały pojedyncze , uwydatniano je tylko gdzie nie gdzie za sprawą mądrzejszych reżyserów.
W Rydze ŠIAULĖNIŠKIS'A tragedia była wystawiona po raz pierwszy w 1905 roku.

                                            Książka ze wczesnym wydaniem "Księcia Pilen"

Autor postarał się przekazać temat KRASZEWSKIEGO, lecz póki co zmienił go, przystosował do smaku widzów, starał się ich wzruszyć, zaciekawić, pokierował ich emocjami w kierunku chęci od autorskiej. Widzowie cieszyli się przybyciem Szwentasa do Pilen, Bernardem - byłym krzyżackim wychowawcą Margiera, który był czarnym charakterem; jeszcze bardziej zagęścił autor sprawowaną władzę, gdy kazał mu zamordować wielkiego mistrza, po niemiecku - trucizną (przyp. zatem są wątki odbiegające od "scenariusza" JIK - owego). Widzów wzruszała Rėda, matka Margiera (...), stosunki w tragedii skomplikował Rymas, potajemnie kochający się w Laimutė, lecz dzięki swojemu szlachetnemu sercu zmartwienia swoje przekazuje Margierowi. Wszystko to było może i naiwne, może i nie podług myśli KRASZEWSKIEGO, lecz tak rzewne i smutne, tak nigdy dotąd niewidziane i takie z zaczarowanego Świata, otwierające (...) dusze widzów !  Ponadto przedstawienie budowało wszelkie zamyślone efekty, wstawki i wtręty, zagrzewało ten spektakl piosenką i muzyką.
Publika była oczarowana historyczną przeszłością Litwy, dramaturgicznie przekazanymi barwami romantycznych bohaterów; wzruszało przedstawienie tragicznych myśli - że wolność trzeba okupić życiem, ofiarą, że była to droga do samostanowienia, narodowego samouświadomienia i została ona przetarta.
(...) "Książę Pilen" jest romantyczno - patriotycznym owocem (...) "

                                         Plac Piotra SKARGI na Uniwersytecie Wileńskim.


Tak to wyglądało ponad 100 lat temu. Skoro można KRASZEWSKIM było zainspirować  "tak bliską, a tak daleką" kulturę, właściwie mówiąc zaszczepić, bowiem Ta lektura dotyka najgłębszych pokładów litewskich uczuć narodowych, to żywmy nadzieję że w duchu Rzeczpospolitej Obojga Narodów (w duchu federacyjnym JP) będzie to miało obopólny
charakter. Chciałoby się powtórzyć za NORWIDEM - dlaczegóż wszystka wieszczów w Tobie sława i ...bywaj zdrowa. Wiele bowiem z tych bajek, wiele słów, wiele zachowań... wiele nas, Polskę i Litwę łączy (ło) ?!?




Źródła:
* strony internetowe ( www.epaveldas.lt, www.opera.lt, www.vu.lt )
* M. ŠIKŠNYS "Rinktinė" Kowno - Wilno 1957
* słownik litewsko - polski Wilno 1991
* Józef Ignacy KRASZEWSKI "Kunigas" LSW 1955