wtorek, 14 stycznia 2014

207. "Kościół Święto - Michalski w Wilnie (obraz historyczny z pierwszej połowy XVII wieku)".


                              Tytułem wstępu: miałem nieodgadnioną okazję, zwiedzić kilka miejsc związanych z Józefem Ignacym KRASZEWSKIM, żartując - pół biedy jeśli na swoim terenie...a to raptem 800 km od Poznania. Wertując tytułową książkę wiedziałem , że dotyczy ona zatargu kalwinów z katolikami. I tyle.
Będąc nie przypadkiem w Wilnie zrobiłem krótki fotoreportaż poświęcony temu miejscu. Nasunęły mi się dwa zasadnicze wnioski:
1) dziś to miejsce stanowi muzeum sztuki sakralnej, lepsze to zdecydowanie od sowieckich magazynów na paszę, lecz jednak zniesmaczyło mnie trochę, muzeum, hmm...

My nie sądźmy, Bóg niech sądzi
Kto z nas praw, a kto pobłądzi !!

2) jakby się przyjrzeć dokładniej, choć zwyczajowo kojarzy się wileński pomnik MICKIEWICZA obok kościoła Św. Anny, to jednak wzrok Adama wyraźnie spoczywa na ulicy i kościele Św. Michała. Przypadek ? a może Adam chce cosik powiedzieć Przyjacielowi po fachu.

Zapraszam Was serdecznie do obejrzenia lektury:



Precz z tym kościołem ! krzyknął jeden, zburzmy go !


Zostawały jeszcze jednakże do pokonania drzwi żelazne , ogromne...


Patrzcie no! wasz święty naszej strzały uchylić się nie mógł ! 





Pospieszył także za innymi pan Wacław Piekarski, a że nie znalazł miejsca od ulicy i kościoła, stanął więc w oknie wychodzącem na dziedziniec i dzwonnicę, stanął, podniósł osłupiałe oczy i ogromne, ach wyleciało z jego ust...We wszystkich kościołach Wilna przedzwoniono na pacierze.




...  w otwartych kościołach lampy błyskają jeszcze, i kilu pobożnych składają Bogu dzięki...




JMCPan Wojewodzic Brzeski SAPIEHA, także Akademik mało nie przestrzelony, tenże w gospodzie własney znieważony...


...za to żeśmy was gościnnie przyjęli, że królowie nasi poprzysięgli wam spokojność...


Było to uderzenie piorunu w magazyn prochów. Książki , pióra , kałamarze, papiery...



..., aż jeden wszedł z latareńką i wszyscy z nim posunęli się na palcach ku wielkiemu ołtarzowi.



Nie certuj się, bo nam pilno , idziemy bronić Świętego Michała od kalwinów, prowadzim armatę, ustępuj, bo ci ją pociągniemy na grzbiecie ! ...a widzicież obraz ten w środku na kościele pomalowany...


Kędy kaganiec z środka sklepień ciemnych
Zwieszony, blade płomienie rozwodził...(Duma o GLIŃSKIM)



Zaranek...drugą świsnął szablicą i gotował się do obrony.
... - Ratujcie ! Panowie bracia ! ...




...otwarto okna na ulicę, na dziedziniec, i na kościół S. Michalski wychodzące
Mimo osłabionego trunkiem wzroku ujrzał kawki siedzące w dzwonnicy...


...oni za Wojewodą, siedzą jak u Pana Boga za piecem.


Schwyciłem, zgniotłem..oczy na łeb mu wybiegły... Kędy zajrzysz rudera, pustki  i  zniszczenie.(MICKIEWICZ)

Dołhe 1 II 1833 r.

Mój Kochany Józefie!

Matka Twoja pojechała do Romanowa [...] Odebra­łem Twój list i z niego się przekonywam, że jesteś w niepotrzebnych kłopotach [...] Kalwini za Kościół Święto-Michalski gniewają się na Ciebie, nie czytałem tego dziełka, nie wiem zatem, czy słusznie lub nie? To, w czym Cię zapewnić mogę, jest, że nikogo obrażać w żaden sposób nie należy, tym więcej opinii ludzkich dotykać niebezpieczno, że to biednemu człowiekowi nieraz na całe życie los zawiązać może. Wszystkich ta­kich przygód boję się dla Ciebie. Pobrałeś na prenu­meratę pieniądze, a dziełko Twoje nie wychodzi i to mnie boli. Kiedy inaczej być nie może, pisz sobie, ale póki ja żyję, prosić Cię będę, abyś więcej nic na pre­numeratę nie wypuszczał. Tęsknisz, jak piszesz, do do­mu, tymczasem nie powracasz. Tyle razy prosiłem Matki, aby pisząc do Ciebie przypominała Ci, abyś się śpieszył [...]. Nic z tego. Wyjeżdżasz — nudzisz — do domu i jak siedzisz, tak siedzisz w Wilnie. [...] Wyglądać będę od Ciebie listu, którym zawiadom mnie definitive o swoim powrocie.
P.S. Wiele tylko znałem kalwinów  wszyscy są najuczeńsi ludzie. Powiedz mi, mój Józefie, czy godzi się z nimi wchodzić w zatargi? Czy nie lepiej byłoby nie po­ruszać struny, która tak niemiły dla nas dźwięk wy­daje. Przyślij mi pierwszą pocztą egzemplarz Święto-Michalskiego Kościoła, niech więc przekonam się, co to jest.

Jan KRASZEWSKI (Ojciec)

******************************************************************************

Quis ut Deus? (Mich-a-el) a) wyczytaliście na wieżyczkach kościoła Ś. Michalskiego i przyszła wam na pamięć smutna historia strzelania do Aniołów, historia zamieszek, bojów, waśni, zaburzeń, tak dziwnie skończona. P. Rakowski z p. Piekarskim strzelali, a zbór za to wyniesiono za miasto b). Przeciśnijmy się tym zaułkiem na ulicę Zamko­wą i wejdźmy na Ś. Jańską i Dominikańską. Oto dawny kościół Ś. Ducha, przeciw którego był szpital założony przez Zygmunta i utrzymywany z dochodów mostowego. Ta ulica zwała się dawniej Senatorską, ta na lewo Moneto­wą, dziś jeszcze nazywają ją Niemiecką. Tu zbór luterski, tu widać mieszkali Niemcy tego wyznania, tu sławny Burchard, kaznodzieja, kark skręcił, z czego korzystając jezuici, zawsze czatujący na zręczność wyszydzenia prote­stantyzmu, wydali pocieszną: Relacją i supplikę zboru wi­leńskiego saskiego do Herrn Martyna Lutra. [...]

JIK "Pamiętniki"
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
a) Quis ut Deus? (Mich-a-el) (łac.) - Któż nad Boga? Imię pierw­szego z aniołów (archanioła) Michała pochodzi od hebrajskiego powie­dzenia: Mikha’el, znaczącego właśnie: „Któż równy Bogu”, „Któż nad Boga”. Nic dziwnego, że wywód imienia patrona kościoła znajdował się właśnie na jego wieżyczkach.
b) Kraszewski opowiada tu autentyczne zdarzenie z 1639 r., które opisał w powieści Kościół Święto-Michalski w Wilnie (1833). Zdarze­nie to wywołało wielkie rozruchy przeciw różnowiercom i skończyło się przeniesieniem zboru za bramy ówczesnego miasta.






Cytaty: tytułowa książka t.2
Zdjęcia: z własnej kolekcji
List: Wincenty DANEK "Kraszewski"
Drugi cytat: JIK "Pamiętniki" (przypisy Wincenty DANEK)

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Tropem JIK-owego "Kunigasa" cz. II

                                     

                                                             Laba diena - witam Was po litewsku, bowiem każda koza chwali swoją zagrodę. W ten codzienny sposób chcę każdego z Was zaprosić do niecodziennej wycieczki. Coraz łatwiej w dzisiejszych czasach podróżować, zatem cóż stoji na przeszkodzie by do plecaka spakować książkę Józefa Ignacego KRASZEWSKIEGO (dołożyłem jeszcze kilka na Litwie przydatnych jak MICKIEWICZA i SŁOWACKIEGO, czy SYROKOMLI i Jana ŚNIADECKIEGO...) i po nieprzespanej nocy w  autobusie stawić się pod Ostrą Bramą ("bo w ordynku wiara szczęśliwa, la la").
                                          Kierunek Punia, domniemane (!) miejsce walki z dawien dawna starożytnych Litwinów z znienawidzonym najeźdcą.  To tutaj prawdopodobnie wallenrodyczny bohater powieści "Kunigas" KRASZEWSKIEGO - Marger (lit. Margiris) wsławił się broniąc gródka, wspólnie z krajanami, bohaterską śmiercią, a właściwie stojąc ponad nią, ponad strachem przed nieznanym, pozostawił po obrońcach jeno popioły. Czym rzecz jasna zadziwił niemych Niemców.
                                          Po przeczytaniu "Kunigasa" dręczyła mnie pewna myśl. Jak daleko JIK zabrnął w historię Litwy i wszelkie związane z nią bariery, jak język czy chociażby droga, przemieszczanie się po Kresach. Z tym ostatnim ukazał mi się przed oczami powóz, zaprzęgnięty w konie, coś na kształt obrazów  drogi z filmu "Świteż", przedzieranie się przez las. Coś w tym jest na kształt podziwianej "przez okno" geografii, gdy podróżujesz Litwą widzisz las, gdy podróżujesz poprzez Polskę widzisz pole. Warto sprawdzić ! Czy zauważyliście to samo ?
                                         Do miejscowości Punia dojechaliśmy w bardzo klasyczny sposób samochodem. Pogoda nie sprzyjała zwiedzaniu, bowiem łzy zimowego deszczu lały się za koszulę. Koło poczty przystanęliśmy i jakby łzy przestały z nieba płynąć, za chmurami pojawiło się słońce. Pomyślałem, że wiele litewskich pagórków już zwiedziłem (Kiernów, wzgórze Tura czy Dubinki ), zatem przyszedł czas na może stanowczo nie nudny a kolejny widok, jednak przeświadczenie o tym kto stał na wzgórzu Pillen, poruszało serce rzwawiej. Udało mi się zobaczyć Niemen oczami Romantyka, którym był KRASZEWSKI.
                                          Chciałbym jeszcze, coś dorzucić o ciszy , która tam panuje o niezapomnianym wdzięku lasu w zakolach Niemna (Česiukas Nemunelis byłby to nasz Norwida piewca...). Wszędzie w Litwie stoją drewniane Świątki, co nadaje Jej jakiś dotykalny tylko sercem charakter. Możesz wziąć te rzeźby do ręki i sam "kuć" nie tylko litewski, lecz i polski los. Mnie osobiście przyszedł na myśl polski Piast i jego drewniane koła... W pewnym sensie zagadka, którą zostawił nam JIK dała mi sporo ukontentowania, lecz czy została rozwiązana ? W głowie huczy jeszcze zdanie KRASZEWSKIEGO na literackim kafelku, jak zwykle pochwała pracy...
Znalazłem gdzieś w sieci Jego "Dajny - pieśni", z pewnością sięgnę po nie wkrótce.

    Tai kapas Margio milžinų!
    Nors amžių šešetą sukako,
    Kaip jie - tik sauja pelenų!..
    Tačiau daugiau už gyvus sako.

Starałem się zrozumieć naszą historię z drugiej strony, z perspektywy Litwina, dlatego sięgnąłem po inskrypcje na kamieniu, napisaną prze MAIRONISA, człowieka reprezentującego kierunek romantyczny w litewskiej literaturze. Uchwyciłem sens, jednak rymów nieudolnie nie oddałem:


Oto grób Margera słynnego !
Bodajże sześć wieków minęło,
Jak oni - tylko garść popiołu !
Jednakże więcej niż żywi mówią.


Powitały nas świątki.


Na wzniesieniu przeciętym kamienistą drogą pozdrowiliśmy rycerza.


Przypominał nieco drewnianych wojów z Ostrowa Lednickiego.


Obok stała ciekawa mapa p.t. Pielgrzymka Polska (lit. Lenkija) - Litwa (lit. Lietuva).


W zakolu Niemna szukaliśmy gródka.


Wyraźnie widać "siodło" między dwoma Pillen pagórkami.


Co oglądała Litwinka na planie ?


Ano dbają o swoje pagórki.


Wspomniana inskrypcja i dziewczyna z rutką.


No jeśli nie Ostrów Lednicki, to czy nie kopiec Kraka ?


Ukazał się Niemen (lit. Nemunas).


"Widok doliny był wielkim, pełnym rozmaitości obrazem..." JIK


Choć Birsztany blisko tak naprawdę oddychałem.


JIK "Dolinę wpośród gęstej puszczy zieloną..." zobaczyliśmy.


Łątki i sumiki znad litewskiej rzeczki.


Czas nas nie gonił...będziemy wracać.


Zamkowe wzgórze Margera...


Kto tu mieszka ? Może rzeczywiście został po Nich popiół...



piątek, 10 stycznia 2014

206. Hrabina Cosel

"Jestem w Dreźnie, skaczę i tańcuję, a zmęczony jestem daleko więcej, niż gdybym co dzień po dwa jelenie uszczuł. Wracam do domu znużony przebytymi tu przyjemnościami. Z pewnością żyje się tu nie po chrześcijańsku, ale Bóg mi świadkiem, żem w tym żadnej przyjemności nie czuł i wracam tak czysty, jak przybyłem." [1]
Ten fragment listu Fryderyka Wilhelma Hohenzollerna jest mimowolnym komentarzem nie tylko do panowania elektora saskiego Fryderyka Augusta Wettina (w Polsce znanego jako August Mocny), ale przy okazji do jego związku z hrabiną Cosel.
Mocny był postacią nietuzinkową. Na poletku saskim wcale nie był tak słabym politykiem, jak na polskim, jednak dziedziną, gdzie spełniał się w stu procentach były imprezy i romanse. Wzruszycie ramionami, że nic w tym dziwnego, że takie zainteresowania może mieć nawet przeciętnie inteligentny szympans? Niby tak, ale Wettin zawiesił poprzeczkę w obydwu dziedzinach na niebotycznym poziomie. Przytoczone przez JIK-a pomysły zabaw dla wysoko urodzonych są chyba niedoścignionym wzorem dla współczesnych event-plannerów. Nie tylko ze względu na koszty, ale i na brak fantazji. Jeśli zaś chodzi o drugie pole jego działalności, nazwijmy je romansowym, również nie brakowało mu rozmachu - liczbę potomków elektora szacuje się na...345.
Jakie było w tym wszystkim miejsce Cosel - metresy Wettina i matki jego (wygląda na to, że zaledwie) trójki dzieci?
Mniej więcej takie, jak opisuje to Fryderyk pruski - w dzień robota przy skokach, tańcach i szczuciu jeleni, dodatkowo ekwiwalent kilku jeleni nocą. Próba zaś ustawienia związku i jego zakończenia na swoich warunkach, skończyła się dla hrabiny zamknięciem w wieży. Co może nie było takie złe, po ośmiu latach niszczącego trybu życia siły regeneruje się pewnie znacznie dłużej.
Narzekałam ostatnio na JIK-a, że kiepski z niego psycholog, teraz muszę nieco skorygowac tę opinię. Gdy bierze na warsztat osobe z krwi i kości, a nie wyimaginowaną kresową dziewicę, idzie mu znacznie lepiej. Czytelnik śledzi losy Cosel, zwłaszcza te po rozstaniu i ciągle zadaje sobie pytanie: dlaczego tak pokierowała swoim losem? Dlaczego nie chciała, jak inne metresy króla, spaść na cztery łapy? Hrabina jest enigmatyczna i ciągle się nam wynika, a zafascynowany nią JIK chyba sam nie jest do końca zgłębić jej tajemnicy.
Wygląda na to, że po "Bruehlu" to kolejna udana pozycja z cyklu saskiego.

Okładka pochodzi z nowego wydania "Hrabiny Cosel", więcej informacji tutaj.



(1) Hrabina Cosel, t.2, s. 194, Warszawa 1950

czwartek, 2 stycznia 2014

"Józef Ignacy KRASZEWSKI - historyk, pisarz, wydawca." - Pan prof. Libertas KLIMKA

               



                     Dwa słowa wstępu - znalazłem ten przyczynek (w oryginale tutaj) na poczytnej stronce www.bernardinai.lt, data wskazuje na chęć wspomnienia jubileuszu. Wydał mi się ciekawy, ponieważ daje do zrozumienia, że JIK dla Litwy tak samo był kimś ważnym , wnosi dużo rzetelnych wiadomości, zresztą Drodzy Czytelnicy oceńcie sami...




Libertas KLIMKA. "Juozapas Ignotas Kraševskis – istorikas, rašytojas, leidėjas."

"Józef Ignacy KRASZEWSKI - historyk, pisarz, wydawca."

2012-08-08

Lankantis Vilniuje, žingsniuojant pagrindine senamiesčio Pilies gatve, priešais Šv. Jonų bažnyčią ir varpinę dėmesį patraukia keletas stilingų pastatų. Vienas jų – signatarų namai. Čia buvo pasirašyta Lietuvos Nepriklausomybės Vasario 16-osios aktas. Ir gretimas, pažymėtas paminkline lenta, skirta Juozapui Ignotui Kraševskiui. Liepos 28 dieną buvo šio iškilaus rašytojo, poeto, leidėjo, istoriko ir archeologo 200-asis gimtadienis. Jo nuopelnai Lietuvos tautinės savimonės tapsmui tikrai verti atminimo.

Odwiedzając Wilno, spacerując głównie po Starym Mieście ulicą Zamkową (Pilies), naprzeciwko kościoła Św. Jana i dzwonnicy uwagę przyciąga szereg stylowych budynków. Jeden z nich - dom sygnotariuszy. Tutaj był podpisany Akt Niepodległości Litwy z 16 lutego. I w sąsiedztwie, uczczono pamiątkową płytą, Józefa Ignacego Kraszewskiego. 28 lipca minęła równo 200-setna rocznica urodzin pisarza,poety,wydawcy,historyka i archeologa.  Jego zasługi dla  litewskiej tożsamości narodowej są naprawdę warte przypomnienia.





Pats kūrėjas nebuvo mūsų tautietis, jis gimė Varšuvoje 1812 metais. Vilnių ir jo istoriją pamilo studijuodamas senajame universitete. Kitaip ir negalėjo būti. Garbi universiteto profesūra čia buvo subūrusi visą plejadą gabaus ir talentingo jaunimo. Svarbiausios tuometinio studento gyvenimo vertybės – meilė Tėvynei ir jos laisvės ilgesys. Aktyviai pasireiškęs patriotinėse studentų organizacijose J. Kraševskis buvo caro valdžios suimtas ir porą metų kalinamas. Nuo 1834 metų kurį laiką turėjo gyventi policijos priežiūroje savo giminės Dolgoje dvarelyje, Voluinėje, Ukrainoje.

Sam twórca nie był naszej narodowości, urodził się w 1812 roku w Warszawie.Wilno i jego historię polubił studiując na starym uniwersytecie. Inaczej nie mogło być. Szanowano uniwersytecką profesurę gdzie była zgromadzona cała plejada wielce utalentowanej młodzieży. Największymi , tamtych czasów, wartościami życia studenckiego były - miłość Ojczyzny i jej utęskniona wolność. Aktywnie działały studenckie organizacje patriotyczne w których uczestniczył JIK za co pojmały go carskie władze i na parę lat zamknęły w więzieniu. Od 1834 roku nastąpiły czasy gdzie musiał żyć pod policyjnym nadzorem w swoim rodzinnym dworku w Dołhem, na Wołyniu, w Ukrainie.




Savo gyvenimo užduotį J. Kraševskis suvokė kaip literatūrinį bei mokslinį Lietuvos Didžiosios kunigaikštystės istorinės atminties gaivinimą. Didžiulis jo nuopelnas, tai mokslo ir literatūros žurnalo „Ateneum“ leidyba. Per dešimtmetį, nuo 1841-ųjų, išleist 66 jo numeriai. Leidinys tapo intelektualinio Vilniaus gyvenimo ašimi. Juk universitetas tuo metu represiniu būdu buvo uždarytas. Labai svarbus J. Kraševskio darbas, keturių tomų studija pavadinimu: „Vilniaus istorija nuo pradžios iki 1750-ųjų metų“. Taip pat dviejų tomų knyga „Senovės Lietuva“. Šie veikalai ir šiandien pasitarnauja istorikams kaip žinių šaltinis, nes daug dokumentų, kuriais naudojosi autorius, iki mūsų dienų neišliko. Įdomu, kad J. Kraševskis parengdavo ir kurortinį leidinį „Druskininkai“. Jame atsispindi to meto atostogavimo papročiai ir mados.

Swoim życiowym zadaniem, uczynił Kraszewski, literackie i naukowe odrodzenie i ożywienie historycznych czasów WKL. Wielką jego zasługą było wydawanie naukowego i literackiego magazynu "Atheneum". Przez dziesięciolecie, od 1841 roku, wydał 66 jego numerów. Wydany ten magazyn pozostał osią życia intelektualnego Wilna. Ponieważ w tym czasie były prześladowania Uniwersytet był zamknięty. Bardzo ważną pracą JIK-a były cztery tomy studiów nazwane: "Wilno od początków jego do 1750 roku". Tak samo dwu tomowa książka "Starodawna Litwa". Te utwory i dziś służą historykam jako źródło wiadomości, ponieważ wiele dokumentów, które używał autor, do naszych dni nie zachowało się. Ciekawe, że JIK przygotowywał i dziełko dla kuracjuszy "Druskienniki". Można tam znaleźć ówczesnych czasów zwyczaje i modę.


        

J. Kraševskis domėjosi ne tik Lietuvos istorija, bet ir lietuvių kalba, mitologija, rinko tautosaką, dainas, padavimus, priežodžius. Tam reikalui netgi buvo pramokęs lietuviškai. „Senovės Lietuvoje“ vienas skyrius paskirtas tautosakai. Mokslų draugijos rūpesčiu jis buvo išverstas į lietuvių kalbą ir išleistas Vilniuje, nelengvais 1921-aisiais. Jį spaudai parengė ir „Lietuvių dainos“ pavadinimą davė Mykolas Biržiška, pridėdamas ir savo trumpus komentarus.

JIK zajmował się nie tylko historią Litwy, lecz i litewską modą, mitologią, zbierał opowieści, bajki narodowe, piosenki, klechdy, przysłowia. Dlatego nawet znał trochę litewski. "Starodawnej Litwy" jeden rozdział poświęcony jest opowieściom narodowym. Naukowe Towarzystwo zadbało o wydanie w Wilnie i tłumaczenie na litewską mowę w "ciężkim" 1921 roku tej książki. Jego "Dajny-pieśni" przygotował do wydania i taki im dał tytuł Mykolas Biržiška, dodając i swój krótki komentarz.

 

        
J. Kraševskio grožinės literatūros kūriniai nors parašyti lenkų kalba, žadinio lietuviškąją savimonę. Lietuvos praeitį romantiškai vaizduoja poema „Anafielis“. Jos dalys „Vytolio rauda“, „Mindaugas“, „Vytauto kovos“. Beje, poemos pavadinimas prigijo dabartinėje kalboje kaip „Anapilis“. Apie Lietuvos istoriją J. Kraševskio romanai „Karalių motina“, „Kunigas“. O kūrinių „Švento Mykolo bažnyčia“ , „Paskutinieji Žygimanto Trečiojo viešpatavimo metai“, „Paskutinioji Slucko kunigaikštystė“ veiksmas vyksta ir Vilniuje. Lietuvių kultūra J. Kraševskio kūriniuose palankiai, ginamas jos valstybingumas.

JIK-owa literatura piękna choć napisana w polskiej mowie, budziła litewską tożsamość. Litewską przeszłość romantycznie ukazuje poemat "Anafielas. Pieśni z podań Litwy". Podzielony jest na części: "Witolorauda", "Mindowe", "Witoldowe boje". Można jeszcze dodać, że nazwa tego poematu w dzisiejszym języku znaczy tyle co "Anapilis" (Świat Pozagrobowy). Powieści JIK-a poświęcone litewskiej historii to: "Matka królów: czasy Jagiełłowe",  "Kunigas". A dzieł: "Kościół Świętomichalski w Wilnie", "Kronika z czasów Zygmunta Trzeciego",  "Ostatnia z książąt Słuckich", akcja dzieje się w Wilnie. JIK-a pogląd na litewską kulturę jest przyjazny i broni pojęcia państwowości litewskiej.



Jie turėjo įtakos ir nacionalinio atgimimo literatūros tapsmui. Įsikūrus 1855 metais Vilniaus archeologiniai komisijai, J. Kraševskis netrukus buvo pakviestas dalyvauti jos veikloje. Tyrinėjo Vilnijos krašto archeologinius paminklus, pirmasis juo pristatė pasaulio mokslininkams, tarptautiniuose Bolonijos ir Stokholmo kongresuose.

Jego dzieła miały wplyw na odrodzenie narodowej literatury. W 1855 roku powstała wileńska komisja archeologiczna, wkrótce i J.Kraszewski był zaproszony do wzięcia udziału w pracach związanych z jej działalnością. Podczas badań pomników archeologicznych kraju wileńskiego Kraszewski także jako pierwszy przedstawił je dla światowych naukowców, międzynarodowego kongresu w Bolonii i Sztokholmie.

Apskritai, J. Kraševskio būta darbštuolio. Jo palikimas – per 600 įvairaus žanro kūrinių. Nuo 1863 metų J. Kraševskis gyveno Drezdene, ten įkūrė leidyklą. Joje išleido ir garsiąją Konstantino Tiškevičiaus kelionės Nerimi ataskaitą „Vilija ir jos krantai“. Mirė rašytojas 1887-ųjų kovo 19 dieną Ženevoje. Minint šio iškilaus kūrėjo 200 metų sukaktį pats laikas pagalvoti apie jo svarbiausiųjų darbų vertimą ir leidybą, nes iki šiol plačiajai visuomenei J. Kraševskis žinomas tik kaip istorinių romanų rašytojas.

Ogółem JIK bardzo dużo pracował. Jego spuścizna to ponad 600 rozmaitych rodzajów dzieł. Od 1863 roku J. Kraszewski żyje w Dreźnie, tam zakłada wydawnictwo książek. W tym to wydawnictwie ukazuje się znana  podróż rzeką Neris (Wilia) Konstantego Tyszkiewicza zatytułowana "Wilia i jej brzegi". Pisarz umarł 19 marca 1887 roku w Genewie. Ku pamięci tego wybitnego twórcy w jubileusz 200 - set lecia jest najlepszy czas by pomyśleć o jego najważniejszych prac przetłumaczeniu i wydaniu, ponieważ do naszych czasów szerokie społeczeństwo zna JIK-a tylko jako pisarza historycznych powieści.




Įdomi yra ir namo, kuriame gyveno rašytojas istorija. Gal net verta romanisto plunksnos. Šiandien čia – „Naručio“ viešbutis. Pastatas atspindi tris architektūrinės Vilniaus raidos etapus. Pirmasis – aukštas, raudonų plytų gotikinio mūro, antrasis ir tretysis – klasicistiniai, ketvirtasis – istorizmo stilistikos. Įėjimas į viešbučio holą, tai buvuvi broma į vidinį namo kiemą. Žinios apie buvusius namo valdytojus siekia XVII amžiaus vidurį, vėliau namas atiteko jėzuitams, kurį jie išplėtė, paaukštino ir apgyvendino seminarijos auklėtinius. O po ordino panaikinimo namo savininkai jau keitėsi vienas po kito. Viršutiniuose aukštuose buvo nuomojami butai, pirmame – kavinės, smuklės, parduotuvės. XIX amžiaus pabaigoje pirmame aukšte įsikūrė knygynas, o 1918 metais namas tapo viešbučiu „Versalis“, jo restoranas vadinosi „Po elniu“.

Ciekawa jest historia domu w którym mieszkał pisarz. Może nawet wart pióra pisarza. Dziś jest tutaj hotel "Narutis". Budynek zbudowano poprzez trzy architektoniczne etapy wileńskie. Parter - z czerwonej cegły gotycki mur, drugie i trzecie - klasycystyczny, czwarte - w stylistyce historyzmu. Wejście do korytarza hotelu, to była brama, przejście do środka domowego podwórca. Wiadomość o byłych właścicielach domu sięga środka XVII wieku, poźniej dom należał do Jezuitów, którzy go rozbudowali, powiększyli i zamieszkali tam seminarzyści. A po zniesieniu zakonu domownicy zmieniali się już jeden po drugim. Na najwyższym piętrze było wynajmowane mieszkanie, na parterze kawiarnia, w piwniczce sklep. W końcu XIX wieku na parterze powstała księgarnia, a w 1918 roku w domu powstał hotel "Wersal", jego restauracja nazywała się "Pod jeleniem".     







Pastatas viešbučio funkciją atliko ir sovietmečiu, tik jo pavadinimas buvo pakeistas į „Narutį“, o kavinė įgijo „Kristupo“ pavadinimą. Nelabai mes paisome istorinių tradicijų, todėl taip aktualiai skamba J. Kraševskio žodžiai ištarti dar 1839 metais: „Kadaise Vilnius turėjo savo veidą, savitą, originalų charakterį, bet šiandien kaip ir dauguma miestų bei miestelių supanašėjo su kitais, tik paveldu skiriasi miestai, o Vilnius daugumos senovės paminklų nebeturi arba beveik prarado. Karai, gaisrai ir viską naikinantis laikas sutrupino paminklus. Senieji namai buvo saviti, nors ir ne taip grakščiai atrodė. Nauji – grakštesni, bet be savitumo“. Nuo savęs pridursiu: savitumą privalo išlaikyti ne tik Vilnius ir kiti miestai, bet mūsų kultūra visose savo apraiškose. 

Budynek  hotelu pozostał tam i w sowieckich czasach, tylko jego nazwa była zmieniona na "Narutis", a kawiarnia była nazwana "Krzysztof". Nie bardzo zważamy na historyczne tradycje, dlatego tak żywo brzmią dziś słowa J. Kraszewskiego wymówione jeszcze w 1839 roku: "Ongi Wilno miało swoje oblicze, osobisty, oryginalny charakter, lecz dziś jak i wiele miast i miasteczek podobnych do innych, tylko dziedzictwo rozróżnia miasta, a Wilno z wielką liczbą starodawnych pomników nie ma lub nawet je straciło. Wojny, pożary i wszystko niszczący czas rozkrusza pomniki. Dawniej domy były osobliwe, choć i nie tak zgrabnie wyglądały. Nowe są zgrabniejsze, lecz pozbawione wyjątkowości." Od siebie dorzucę: o wyjątkowość musimy zadbać nie tylko w Wilnie i innych miastach, lecz i o naszą kulturę we wszystkich jej przejawach.

***********************************************************************************

Pan Libertas KLIMKA jest profesorem Wileńskiego Uniwersytetu Edukacyjnego, często występuje w lubianych programach poświęconych historii i folklorowi w litewskiej TV.

***********************************************************************************


Tłumaczenie: Micza (Poznań)
Korekta: Neringa (Vilnius)

© ZDJĘCIA: z własnej kolekcji

P.S. W Wilnie istnieje Szkoła Średnia, która kultywuje tradycje JIK-a, dużo tam harcerzy i rodaków...

P.S. II. Taki to opis mieszkania, naprzeciwko Kościoła Św. Jana, daje sam KRASZEWSKI w swoim "Pamiętniku z lat młodzieńczych":

"Jednego dnia, a miało się ku wieczorowi, siedziałem w moim pokoiku sam jeden, schylony nad fortepianem. Mieszkałem wówczas na wysokościach, w domu Orłowskiej, naprzeciw Ś. Jana, gdzie zbyt nawet obszerny salon z ma­leńkim pokoikiem zajmowałem.
Było to istne akademickie mieszkanie, które by nie do jednej powieści Hoffmanna przydać się mogło. Wielka dość sala, brudna i ciemna, przy drzwiach komin, zasta­wiony parawanem, dokoła ścian gromada różnokształtnych, krzeseł, ogromna kanapa nie dziewiczej już czystości przy oknie, przed nią stolik z papierami i książkami. Między dwoma okny zwierciadło stare, zmatowane - dalej forte­pian, a nad nim jedyna rycina wyobrażająca Adama pierw­szy raz postrzegającego u boku swego Ewę, z czterowierszem z Miltona. Adam z miną badacza, który odkrył nową, nieuklasyfikowaną roślinę lub nieznajome, przedpotopo­we zwierzę, wpatrywał się w towarzyszkę, śpiącą jeszcze. Obrazek ten śmieszył nas nieraz zabawną fizjonomią na­szego ojca, zdającego się, wedle wyrażenia niektórych, nie wiedzieć: „Czy kłaniać się, czy prosić siedzieć!”
W pośrodku sali od pułapu zwieszał się stary, szklany, złocony, gruby pająk okryty pyłem i z dawna już do nicze­go nie służący, o któren tylko nieraz podniesiony cybuk zawadzał. Drugi pokoik (bo i tego opisu wam darować nie mogę), który mi służył za salon de reception, maleńki, ciasny, dość ciemny, znacznie był od sali porządniejszy. Kilka mahoniowych krzeseł, stolik takiż, psysze nieco nadtłuczona i ryciny wyborne, historią Pawła i Wirginii wyobrażające, składały całe umeblowanie. Na tym to stoli­ku, w tym pokoju, spoglądając na placyk przed kościołem Ś. Jana, napisałem Pana Karola i Cztery Wesela, tu Impro­wizacje dla moich przyjaciół wylęgły się. Przebaczcie, że wam to opisuję, ale tak mi przychodzą te wspomnienia, że je sans arriere-pensee o was, kochani czytelnicy, na pa­pier kładę."


wtorek, 31 grudnia 2013

Tropem JIK-owego "Kunigasa" cz. I



                                 Poruszony motywem historycznym, który JIK zaczerpnął z litewskiej przeszłości, postanowiłem dalej drążyć temat wspaniałych lektur naszego Ulubieńca poświęconych bratniemu krajowi, z których w sercu najbardziej zapadł "Kunigas"...
Podpytując Przyjaciół z Wilna, dokładniej rzecz biorąc rodowitych Litwinów (dzięki Neringa !) dowiedziałem się, że aczkolwiek mit ten (Margiris z Pilen) jest obecny w litewskiej kulturze, to tak naprawdę Litwini sami nie wiedzą czy Margiris istniał rzeczywiście (obok np. Jagiełły). Przypomina to nieco anegdotę o Litwinach, którzy mają kłopoty z rozstrzyganiem sporów o gramatyce własnego języka, bo przecież Oni sami nie wiedzą...jak to się pisze czy wymawia :)
Spakowałem plecak i zamierzam osobiście odwiedzić kolejne "święte wzgórza" Litwinów , tym razem nad rzeczką Punelė, nad tą samą o której pisał JIK w "Kunigasie" , gdzie pozostały szczątki grodu. Może usłyszę tam łkania Baniuty, kto wie...
Zanim będę mógł opowiedzieć, co w trawie piszczy (žinoti, iš kur vėjas pučia) wysłuchajcie opowieści, którą wygrzebałem na antykwariatu półce.


Alvydas NIKŽENTAITIS "GEDIMINAS" Wilno 1989 r.

"...Gedymin miał czterech braci: Vytenisa, Vainiusa, Teodora i prawdopodobnie Margiera (Margirisa)...
W 1329 roku belgijski kronikarz Jan de Preze,a w 1336 r. kronikarz zakonu niemieckiego Vygand z Marburga wspominają "litewskiego króla" Margirisa, który bojował z krzyżakami na Żmudzi. Margiris - nie jest bohaterem tylko Żmudzi. Z wiadomości spisanych w tamtych latach wiemy, że jemu to podporządkowano jest nie jedna z kilku ziem, a także bodajże wielką moc żmudzkiego wojska. W 1336 r. do zamku w Pillenach, przy którym obroną od Niemców dowodził Margiris, sprowadzono Litwinów z czterech ziem. Zatem Margiris był księciem większej ilości rodów. Vygand z Marburga pisze o jego osobistej ochronie (przybocznej), która walecznego księcia w walce z krzyżakami, zasłaniała swoimi tarczami. Tak samo żródła wspominają olbrzymią wielkość spalonych skarbów zamku w Pillenach, co pokazuje ważność i znaczenie zamku (grodu) i potwierdza wysoki ród z którego pochodził Margier.
Opowieść Jana de Preze, według niej, Margiris nie boji się stanąć do pojedynku przeciw samemu królowi Czech Janowi Luksemburskiemu. Tego kronikarz nie wymyślił - jest to wspominane w niejednych historycznych źródłach. We wspomnianym pojedynku Margiris zapłacił wykup monetami przedstwiającymi cesarza Ludwika IV z Bawarii, wybitymi w Imperium Rzymskim. Jest to ważne zwłaszcza, że w 1326 r. Litwini z Polakami byli pogromili syna cesarza Ludwika, władającego margrafią brandenburgii (napadnięto Berlin i Frankfurt). Widocznie Margiris był nie tylko księciem wysokiego rodu, lecz przynależał do rodu panującego - Gedyminowiczów. Jednakże w inny sposób nie wytłumaczymy skąd wziął  część łupu w 1326 r. która mu przypadła.
Jan de Preze wie, że król Margiris był starego wieku. Giedymin urodził się w 1275 r., tak więc w 1329 r. jemu było około 54 lat. Margiris mógł być nie wiele młodszy. Te okoliczności nie wykluczają domniemań, że mógł on być Gedyminowiczem. Już wspomnieliśmy, że Margiris przez swoją działalność był znany na Żmudzi. Według założenia o dwuwładzy historycznych książąt WKL na Trokach, ten który był submonarchą WKL miał wpływy na Żmudzi. To pokazuje , że Margier do 1336 roku po Giedyminie był drugim człowiekiem WKL. Mówi się, że mógł być trzecim podług wieku bratem Gedymina. Belgijski kronikarz Jan de Preze wywodzi, że Margiris miał syna, który przestał szybko po śmierci ojca być wolnym (niewolnik) i więcej na Litwę nie wrócił."

I to tyle, póki co; myślę, że choć trochę wciągneliście się w te leśne tropy, po których jak domniemam, (i to głęboko w las - chylę czoła Panie Ignacy) chodził JIK. Podobno z Litwą, prawdziwe przeżycia, zachodzą po ranie w sercu (...ten kto Cię stracił), przekonuję się o tym, znowuż odwiedzając Ostrą Bramę...
Wszystkiego dobrego !

Wilno XII starego roku




piątek, 13 grudnia 2013

"Czarny chleb i czarna kawa" - listy JIK-a z Magdeburga.







W zamyśle będzie to urywek książki Władysława MICKIEWICZA, w szczególności "Pamiętników" jego...




Kraszewski wrócił z Pau do Paryża, ażeby pojechać do Berlina i tam być areszto­wany. Zatrzymał się w Grand Hotelu, gdzie Kossiłowski. muszę przyznać, nie odstępo­wał od niego. Kraszewski nie mógł piąć się na moje piętra, ja więc chodziłem do nie­go. Po jego wyjeżdzie właściciel hotelu opowiadał, że agenci pruscy stanęli w jego domu jednocześnie z Kraszewskim, szpiegując go i jego gości, z wiedzą personelu ho­telowego i policji francuskiej. Nikt nie ostrzegł Kraszewskiego, że rzucił się prosto w paszczę wilka, tyle bowiem policja jednego kraju ma względów dla innej, że nawet nie bacząc na rok 1870, szpicle niemieccy cieszyli się w Paryżu przychylnym obej­ściem. Kraszewski początkowo pozostawał w areszcie domowym w swej willi drezdeń­skiej. później przeniesiony do Lipska i skazany na trzy i pół roku twierdzy, w maju 1884 roku przeniesiony do Magdeburga, wypuszczony został warunkowo na wolność w roku 1886, dzięki wstawiennictwu księcia Antoniego Radziwiłła, spokrewnionego z Hohenzollernami, który przedstawił cesarzowi, że skazaniec jest chory i że śmierć je­go w więzieniu pruskim sprawiłaby w Poznańskiem fatalne wrażenie. Korespondencja Kraszewskiego odsłoni nam jednocześnie jego okrutne udręki i godny podziwu stoicvzm.
Pierwszy list jego pochodzi z Drezna, z 2 grudnia 1883 roku: „Otrzymuję - pisze wiadomość, że pewien wydawca francuski ogłosił przekład mej powieści Morituri, czy nie mógłby mi pan przysłać egzemplarza pod opaską?”.
„W mej obecnej niedoli - pisze 1 lutego 1884 roku - której końca nie widzę, jedy­nym lekarstwem jest zajmować nieustannie umysł. Ciągnę więc dalej cykl mych powie­ści historycznych i doszedłem do Henryka Walezjusza. Będę potrzebował pamiętników z tej epoki, żeby poznać dwór i rodzinę królewską, i takiego obrazu Paryża z owych cza­sów, jakich wiele istnieje w epokach następnych. Proszę mi wskazać, o co mam się po­starać w tym zakresie. La Societe de Berlin *446, którą tu przypisują Maupassantowi, wzbudza wielkie zainteresowanie. Przekład tej książki został skonfiskowany i zabronio­ny”. Jedenastego lutego pisze znowu: „Dzięki za wyciąg z «Nouvelle Revue», której tu dostać nie można. Jest to bardzo interesujące, chociaż niektóre portrety nie dość są uda­ne, ale większość jest dokładna i dobrze napisana. Tu podejrzewają o autorstwo siostrę czy kuzynkę Guy de Maupassanta, która temu przeczy. Oburzenie jest wielkie i nie mniejsza sensacja. Jestem tu przygwożdżony, bo ruszyć mi się nie wolno. Nie wiem, jak długo to potrwa”.
Założyłem wówczas z Juliuszem Lerminą *447 „La Revue Universelle”, o której będzie mowa we właściwym miejscu i czasie. Kraszewski pisze do mnie z tej okazji 19 lute­go 1884 roku: „W chwili, gdy to piszę, otrzymuję właśnie z lipskiego trybunału papiery dotyczące mej sprawy, na które trzeba odpowiedzieć, i jestem tym  bardzo zajęty i zakło­potany. Dopóki tego nie skończę, na nic się nie przydam w pańskiej «Revue Universelle». Dokumenty, które przyszły do mnie, pozwalają mi wróżyć, że sprawa zdecyduje się szybko, ale jak, zgadnąć nie umiem. Jeśli Bóg da, że będę swobodniejszy, chętnie zro­bię wszystko, co może być panu potrzebne, i będę nadsyłał sprawozdania. Wolałbym jed­nak, żeby nie miały mego podpisu. Może gdy sprawa się skończy, odzyskam siły i umysł mój się ożywi. Daj tylko Boże, iżby się dobrze skończyła”.
Sprawa źle się skończyła i korespondencja podjęta została z twierdzy magdeburskiej, skąd skazaniec miał prawo pisywać tylko po francusku. Dwudziestego czwartego grud­nia 1884 pisze do mnie z Magdeburga: „Dziękuję za pamięć. Nie mam opłatka, żeby nim z panem się przełamać, ale przesyłam najszczersze życzenia pomyślności we wszystkim dla pana i rodziny  jego. Niech was Bóg błogosławi i wspiera. Życie jest ciężkim dla nas wszystkich i nadszedł

_______________________________________

446 La  Societe  de  Berlin - zbiór plotek o dworze cesarza Wilhelma II, napisany przez Katarzynę Radziwił­łową z domu Rzewuską (1858-1941), pod pseudonimem Paul Vasili w 1884 roku.
447 Juliusz Lermina (1839-1915) - powieściopisarz i dziennikarz francuski.


czas, gdy wydaje się wskazane, ażeby czynić je przykrym i trudnym dla każdego ktokolwiek urodził się Polakiem. Tego pochodzenia wystarczy,żeby być ściganym
i prześladowanym, ta udręka ma i dobre strony. Przez cierpienie żelazo w stal się zamienia. Co do mnie, oto już dobiega dziewiętnaście miesięcy próby  i  trzeci  rok już zaczynam pod kluczem. Mam tak krótką pamięć, że nie wiem, czy pisałem już Panu ,że akwarela  dla panny Heleny *448 leży w Warszawie u Wacława Szymanowskiego. Niech pan ją każe sobie przysłać”.
Drugiego stycznia 1885 Kraszewski ponawia swe życzenia: „Pomyślnego nowego ro­ku, ale nie dla mnie, bo od kilku dni jestem bardzo cierpiący; niepokoi mnie to: w 73 latach to rzecz poważna”. Czternastego lutego niepokoi się w dalszym ciągu: „Siły moje słabną. Jestem znużony; trwa to już dwadzieścia miesięcy. Zresztą, niech się dzieje wola Boża, trzeba się przygotować na wszystko. Dziś piszę do pana tylko po to, żeby go zapew­nić o mej niezmiennej przyjaźni”.
Dwudziestego ósmego kwietnia Kraszewski bardzo słusznie krytykuje pomysł wykona­nia przez grupę rzeźbiarzy pomnika mego ojca według rysunku Matejki. Jeden malarz - pisze Kraszewski - robi kompozycję, a pięciu czy sześciu rzeźbiarzy pracuje przy jej wy­konaniu. To wspaniałe! Jakżeż to trąci zupełną nieznajomością dzieła sztuki, którego za­sadniczym warunkiem jest, ażeby stworzone było jednym tchem, było jedno i niepodziel­ne. Oto pomnik-poliszynel. Jeszcze słowo. Pomnik ma być odlany w brązie tam, gdzie nikt nigdy nic nie odlewał, w Krakowie”. Te dziwaczne pomysły zostały ostatecznie odrzucone, ale zrozumiałe jest oburzenie Kraszewskiego na to, że już zanosiło się na ich przyjęcie! Gdy Preault wykonał piękny medalion mego ojca na nasz grób rodzinny w Montmorency, rodacy mówili mi: „Podziwiamy ten medalion, ale czemu to pan nie posłużył się dłutem polskiego rzeźbiarza?”. Odpowiedziałem im zapytaniem, czy historia wyrzuca Franciszko­wi I to, że posługiwał się pędzlem Primatice i Tycjana *449 zamiast poprzestać wyłącznie na pędzlach francuskich artystów.
Prusacy wykorzystali przeciw Kraszewskiemu niektóre ustępy jego powieści Bez serca. Sądził, że przekład zupełny będzie najlepszą odpowiedzią, i pisał do mnie 3 Iipca 1885: „Tym więcej zależy mi obecnie na tej publikacji, że wyjątki wybrano w sposób tendencyjny i że lektura całej książki dla każdego inteligentnego i bezstronnego czło-

________________________________________

448 Helena Mickiewiczówna (1864—1896) — najstarsza córka Władysława.
449 Francesco Primatice, znany jako Le Primatice (1504-1570) - włoski malarz, rzeźbiarz i architekt od 1532  roku na zaproszenie króla Franciszka I w Paryżu; Tycjan, właśc. Tiziano Vecelli (1488-1490-1576) malarz włoski.


wieka będzie mym usprawiedliwieniem. Obcięto, wybrano, wykoślawiono. Nic łatwiej­szego, jak potępić człowieka na mocy wyciągów, umyślnie w tym celu zrobionych. Pro­szę, ile możności, tłumaczyć, nic nie opuszczając. Nie pisałem wcześniej, wiedząc, że jest pan w Krakowie w sprawie pomnika i przeniesienia szczątków pańskiego ojca do Krakowa. Mój Boże, jakże są powolni w powzięciu jakiejś decyzji!”. Przełożyłem więc "Bez serca" *450. Trzeba było dać nieszkodliwą przedmowę. Gdy ukazał się przekład
"O na­śladowaniu Chrystusa", dokonany przez Ludwika Veuillota, w nocie, którą wydawcy do­łączają do egzemplarzy prasowych dla ułatwienia pracy sprawozdawcom, a która za­wsze pochodzi od autora, było powiedziane, że przedmowa musiała być przerabiana czterokrotnie, zanim tekst jej został oczyszczony od wszelkich obelg, które nie były w zgodzie z ewangeliczną słodyczą tego dzieła. Byłem tak samo zakłopotany, jak Lu­dwik Veuillot, żeby nie przepuścić jakiej uwagi, która by mogła Prusakom służyć za argument, i poprosiłem o przedmowę Ludwika Ulbacha. Książka ukazała się wprawdzie już po uwolnieniu Kraszewskiego, ale wówczas jeszcze musiał się bardzo liczyć ze swym postępowaniem z powodu zapłaconej kaucji, którą miał nadzieję odebrać. Ulbach ża­łował pisarza, „skazanego przez trybunał niemiecki za niedyskretne i nieroztropne wes­tchnienia, skierowane do Polski, niezmiennej jego ojczyzny”, pisarza, który, wyczer­pawszy udzielony mu zapas życia, miałby „bardziej żywy powrócić do tym zimniejszego grobu”. Stwierdza jednak, że Kraszewski „nie pisze powieści dla przeprowadzenia tezy politycznej”, a jeśli jego obraz Berlina odznacza się „prawdą tak krzyczącą, że aż do krzyku skłania urzędy niemieckie”, to przecież autor „przy całej sympatii swej dla Francji, nie jest w tej powieści tak dalece stronniczy, żeby aż miało to Niemców czynić zazdrosnymi”.
W tym samym czasie ukazał się przekład powieści Resurrecturi. „Przekładu tego,
-pisze do mnie Kraszewski 9 lipca - dokonano bez mojej zgody. Jest to nadużycie. Nic nie wymagam i pozwalam tłumaczyć, nie żądając za to zapłaty, ale należałoby przynaj­mniej zapytać mnie o pozwolenie”. Kraszewski mógł w więzieniu otrzymać książkę do­piero po długich formalnościach. „Trzeba było na to - pisał do mnie 5 września 1885 i zaświadczenia tłumacza przysięgłego, że książka nie zawiera nic politycznego ani ak­tualnego. Pociąga to za sobą dość kosztowne przesyłanie książki tam i z powrotem, ale

__________________________________________________

 450   Sans Coeur, roman traduit du polonais par Ladislas Mickiewicz, avec une preface de Louis Ulbach, Paris  l886.


trzeba przyzwyczaić się do wszystkiego, gdy wchodzi w grę siła wyższa” Gdy Niemcewicz uwięziony w Petersburgu za Katarzyny II, sprowadził kilka książek ze swej biblioteki dyrektor więzienia przesłał jedną z tych książek, gdyż zawierała kilka słów napisanych ręcznie i niezrozumiale, najpierw do prefekta policji, później do gubernatoratora miasta, którzy dopisku nie zrozumieli, wreszcie do metropolity, który uznał ten napis za nieszkodliwy , całego tego zamętu narobił rękopiśmienny exlibris Niemcewicza. Urzędnicy pruscy byli mniej ciemni, ale tak samo dokuczliwi.
Kraszewski wówczas był poważnie chory. Gdy stan jego zdrowia poprawił  się pisał do mnie 21 lipca 1885 roku: „Plucie krwią się zmniejsza. Za nic w świecie nie chciałbym przez te przerwy przedłużać czasu mych cierpień. Lepiej wypić gorycz  za jednym zamachem”.
Nie pobłażał ani ultramontanom, ani doktrynerom polskim. Dwunastego września 1885 roku pisał do mnie: „Ach! mówi pan o przewielebnym księdzu Kalince, Pamiętam go, jak był jeszcze człowiekiem świeckim i grał komedyjki w maleńkim teatrzyku. Talentu odmówić mu nie można, ale to fałsz wcielony, ukryta ambicja, która toruje so­bie drogę. Zobaczymy, że pójdzie jeszcze wyżej i przywdzieje infułę biskupią. Nie wszystkich, których nie zdoła ujarzmić. W Galicji był to człowiek, jakiego tam potrzeba; on i Klaczko, jeszcze jeden podziwiany talent, którego ja nie jestem zdolny ocenić po­mniejszony Heine albo, jeśli pan woli, Heine tombakowy. Nawet jego słynne powiedze­nie: «Jestem wyzwolonym Polakiem» - zostało skradzione Heinemu, który nazywał sie­bie wyzwolonym Niemcem. Oto nadchodzi zima i przejmuje mnie dreszczem; oczy mam bardzo zmęczone przez nieustanną lekturę, bez której obejść się nie mogę”. ;
Waliszewski *451 rozpoczynał wówczas swój zawód literacki. Zasadą Kalinki była sta­gnacja tak w religii, jak w polityce, Waliszewski zaś nie ma żadnych zasad
w ogóle i to pozbawia wartości jego prace historyczne. Nie kieruje nim żadna nić przewodnia; waha się zależnie od własnych korzyści, poświęcając prawdę i ojczyznę dla zaskarbienia sobie łask u możnych ludzi dnia. Z powodu jednego z artykułów jego w „Le Correspondant" *452 Kraszewski pisał do mnie 12 października 1885: „Dziękuję za <<Le Correspondant>> który właśnie otrzymałem. Chociaż jestem cierpiący, zabrałem się zaraz do czytania. Skoń czyłem przed chwilą i dotąd jestem w kłopocie, bo nie umiem ocenić tej pracy, którą u nas zapowiadano tak uroczyście. Jako styl i wykonanie przypomina mi to Klaczkę z jego

____________________________________________

451 Kazimierz Waliszewski (1849-1935) - historyk, pisarz i publicysta.
452 „Le Correspondant” - francuski przegląd katolicki założony w 1829 roku, ukazywał z przerwami do 1937 roku.


sztuczną, wyszukaną manierą, z jego nienaturalnymi pozami. Właściwe poszukiwania hi­storyczne sprowadzają się do minimum i nic z nich nie wynika, wszystko jest mętne i bla­de. Nic to nie nauczy Francuzów, a jeszcze mniej Polaków. Waliszewski jednocześnie ogło­sił tą samą czy też prawie tą samą pracę w  <<Bibliotece Warszawskiej>> *453 po polsku. Wiele hałasu o nic!”.
Bramy więzienia wreszcie się dla niego odemknęły. „Drogi przyjacielu - pisze 26 paź­dziernika - komunikuję panu dobrą nowinę, która mnie oszołomiła. Jego królewska mość raczył udzielić ml urlopu aż do maja, za kaucją 20 tysięcy marek. Czekam tylko nadejścia pieniędzy, żeby wyjechać do Włoch... gdziekolwiek, na brzeg morza, byleby tylko zima była łagodna, bo jestem bardzo słaby. Będę nawet musiał odbyć tę podróż z przystankami. Łaskę tę zawdzięczam staraniom księcia Antoniego Radziwiłła. Niech go Bóg błogosławi, bo już byłem u kresu sił moich. Natychmiast po przybyciu, nie wiem jeszcze dokąd, doniosę o tym panu. Jestem tak osłabiony, że przy całej radości nie wiem, jak tę podróż przeniosę. Pojadę z postojami. Liczę, że - jeśli Bóg pozwoli - wyjadę we czwartek. Mam jeszcze formalności do załatwienia”. Ostatni list jego z Magdeburga po­chodzi z 2 listopada: „Załatwianie formalności jeszcze mnie tu trzyma, a ponieważ są to rzeczy nieuniknione, poddaję się konieczności pomimo zniecierpliwienia. Spodziewam się dziś lub jutro wyjednać uwolnienie, jestem bowiem dotychczas w mej celi. Gdy tylko będę wolny, ruszę przez Saint Gothard najpierw do Genui, gdzie odpocznę dni parę, a po­tem do San Remo. Ponieważ nie szczęści mi się we wszystkim, trzeba było dwóch dni świąt jeden po drugim, wypadających akurat po to, żeby opóźnić me formalności: biura były zamknięte. Może jutro lub pojutrze zyskam nareszcie urlop i paszport”.
Kraszewski wyszedł z więzienia ze zrujnowanym zdrowiem. Rok z górą walczył z cho­robą. „Zapewne - pisał z hotelu w Genui 15 listopada 1885 - lepiej  jest oddychać wolnym powietrzem, ale trudno mi jest lepiej wdychać to powietrze. Przyjechałem tu zupełnie po­łamany, chociaż podróżowałem żółwim krokiem i na drogę z Magdeburga do Genui trze­ba mi było tydzień czasu. Czy powietrze i doktór zdołają podeprzeć tę ruinę? Chciałbym żyć przynajmniej do wiosny, zobaczyć zieloność i kwiaty. Dziś przybywa do San Remo doktór Tymowski, który określi, dokąd winienem się udać. Wolałbym do Cannes, gdzie mam opie­kuna, ale to terytorium francuskie, a mój paszport jest ważny do Włoch”.

______________________________________

453 "Biblioteka Warszawska. Pismo poświęcone naukom, sztukom i przemysłowi” - warszawski miesięcznik literacko-naukowy ukazujący się w latach 1841-1914.



Żródło:

Władysław MICKIEWICZ  "Pamiętniki" wyd. ISKRY Warszawa 2012 rok





środa, 11 grudnia 2013

205. Klin klinem


O Kraszewskim można wiele powiedzieć, ale mistrzem psychologii to on raczej nie jest. Stara się chłopina zniuansować te swoje postaci, żeby nie były ZUPEŁNIE czarno-białe, ale z czarnych udaje mu się zrobić co najwyżej ciemnoszare, zaś te i tak pozytywne potrafi jeszcze dodatkowo przekąpać w wybielaczu i ulepszyć aureolą. Póki zresztą dmie w tubę satyryczną, gdzie siłą rzeczy tych czarno- szarych charakterów jest więcej, to jeszcze ok, można się pośmiać z ludzkich przywar. Gorzej, gdy książka skręca w stonę serio, lub co gorsza, uderza w tony dydaktyczne.
“Klin klinem” reklamowana jest na okładce jako pikantna historyjka o znudzonej mężatce, która skutecznie bajeruje młodego sąsiada. Jego rodzina zaś postanawia wyleczyć chłopaka metodą znaną od czasów paleolitycznych, tytułowym klinem (w postaci kresowej dziewicy, odrobinę starszej reinkarnacji Zosi Horeszkówny).
Pierwszy rozdział jest może rzeczywiście odrobinę pikantny, a do tego nawet śmieszny, bo satyryczny. Zaloty pary niedobranych kochanków, małżeńska kłótnia heroiny (Seweryny, nader przypominającej nieśmiertelną Serafinę). Dalej jednak JIK uderza w tony serio. Nawet montowanie intrygi, które zazwyczaj przychodzi mu bez trudu, tym razem nie ma jakoś werwy. A na koniec – jednych do wybielacza a innym aureole. No dajcie spokój....
Mam wrażenie, że JIK, którego i tak wzywał papież na dywanik ze względu na rzekomą niemoralność po prostu bał się w tej historyjce pójść na całość:).