niedziela, 9 marca 2014

Pobyt Józefa Ignacego KRASZEWSKIEGO w POZNANIU.



                                         Józef Ignacy KRASZEWSKI do Poznania przybył bezpośrednio ze Lwowa, szukając miejsca na stałe osiedlenie. Zarówno w Poznaniu, jak i na Pomorzu posiadł wysokie poparcie dla swych prepozytywistycznych ideii. W Poznaniu bowiem już od kilkunastu lat zarzucono myśl walki zbrojnej na rzecz tendencji organicznikowskich - rozwijały sie tutaj polskie spółki ("Bazar") i polski przemysł (maszyny  Hipolita CEGIELSKIEGO).
W 1865 roku wg Mariana MIKI, badacza wielkopolski, KRASZEWSKIEMU nie przyznano prawa do zamieszkania w Poznańskiem, prusacy nie chcieli go w Poznaniu, a byłoby to doskonałe miejsce dla pisarza, który zamierzał studiować tutaj historię i obyczaje polskie.
W 1867 roku zatrzymał się w Poznaniu, w czasie podróży ze Lwowa do Drezna. Miał tutaj wielu oddanych sobie Przyjaciół. Na powitanie wielkiego pisarza, zawiązał się honorowy komitet na czele z organicznikiem Hipolitem CEGIELSKIM. JIK przyjechał w poniedziałek 20 maja 1867 r. wieczorem. Zamieszkał (w słynnym  z późniejszego patriotycznego wystąpienia w 1918 roku Ignacego PADEREWSKIEGO) w hotelu "Bazar" obok Starego Rynku.
Dwa dni później 22 maja, podejmował go znany poznański księgarz i antykwariusz J.K. ŻUPAŃSKI; na tym przyjęciu gościło , oprócz pisarza, 40 osób.
Największą przeszkodą pobytu  w Poznańskiem była policja pruska. Był on prześladowany przez Niemców za krzewienie ideii polskich w celu zmartwychwstania Ojczyzny. Niemcy ostrzegali w chamski sposób ŻUPAŃSKIEGO, żeby nie organizował większych manifestacji, bowiem KRASZEWSKI jest Prusakom znany z pseudonimu i wiedzą oni , że "Bolesławita" pisał książki przeciwko rządowi pruskiemu. Jednak 23 maja odbyła się na sali w "Bazarze" uczta ze 150 - oma osobami z różnych wartstw społecznych, gdzie wielbiciele pisarza okraszali jego pobyt chwalebnym, polskim słowem.
Wkrótce po tym JIK wyjechał do Miłosławia, do innego patrioty Seweryna MIELŻYŃSKIEGO, a następnie odwiedził Środę Wielkopolską i pierwszą stolicę polskiego państwa - piastowskie Gniezno.
30 maja przybył JIK do Objezierza (szerzej tutaj), posiadłości szlachty wielkopolskiej, wiele znaczącej w dobie napoleońskiej - TURNÓW. W parku pałacowym KRASZEWSKI posadził, na prośbę gospodarza, lipę, odtąd zwaną "Lipą KRASZEWSKIEGO" (w miejscu tym przebywał też wcześniej Adam MICKIEWICZ).
31 maja 1867 r. po zapewnieniach wiecznej pamięci i przyjaźni społeczeństwa poznańskiego, pisarz opuścił te okolice, udając się przez Berlin do Saksonii. Ciekawostką jest fakt, że rzeczywiście chciał się w Poznańskiem osiedlić, bowiem z ramienia Poznania w 1871 roku kandydował na posła parlamentu Rzeszy.
Plany przeniesienia domu nad Wartę były zatem trwałe.



J.I. KRASZEWSKI "Wspomnienia i Fantazje" 1889 rok :

"Najwięcej rysów dawnych starło się w Wielkopolsce, w walce z germanizacją. Tu nie tylko zewnętrzne oznaki, formy, ale sam duch, usposobienia, przekonania najzupeł­niejszej uległy metamorfozie. Znam indywidua, które języ­kiem władają po mistrzowsku, uczucia zachowują obywa­telskie, są sobą i pragną pozostać, nie przypuszczając nawet zmiany, a bezwiednie całkiem już duchem obcym przesią­kli. Mówiąc z nimi, czujesz wychowańca tych szkół niemiec­kich, uniwersytetów i życia powszedniego. Ciągłe ocieranie się o obcych, używanie ich języka, nawyknienie do nałamywania myśli do niego, zrobiło ich Germanami, mówiącymi po polsku. Nie rozumieją i nie czują tego nawet, że myślą i obyczajem są w ciągłej sprzeczności z tradycjami, które szanują. Działo się to i dzieje niepostrzeżenie, bezwiednie. Łatwo przewidzieć koniec, jeśli tak pójdzie dalej.
Pomiędzy tymi ludźmi są znakomitości, mężowie umy­słów potężnych, uczeni, obywatele ofiarni, zacni, czyści; ale to nie przeszkadza, że wielu rzeczy naszych, dla pro­staczków zrozumiałych, już nie pojmują. Ani im tego za złe mieć nie można, ani poczytać za winę. Gdyby mieli świadomość stanu swego, potrafiliby może opierać się
wpływom, oddziaływać przeciw nim, ale są zaślepieni w dobrej wierze. Samo posądzenie o apostazją oburzałoby ich; nie poczuwają się wcale do tej germanizacji dusznej, która w każdym pojęciu życia powszedniego się uwidocznia. Są­dzą się kością z kości i każdą ucztę kończąc toastem:„Kochajmy się”, pewni są, że ze stanowiska nie zeszli ani kro­kiem..."



Źródło: Wincenty DANEK "Kraszewski"
Zdjęcia własne

1 komentarz:

  1. Panie arturze,
    jest pan niezmordowany:).

    Pozdrowienia:).

    OdpowiedzUsuń