Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jak się dawniej listy pisały. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jak się dawniej listy pisały. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lutego 2012

98. Jak się dawniej listy pisały

Okazuje się, że pisanie listów może być zmorą straszliwą. Wraca człowiek do domu zmęczony, marzy o ciepłej kolacyjce (na ruszcie dochodzi kaczka), spacerku i położeniu do łóżka zmęczonych kości, a tu masz babo placek - złośliwość losu może doświadczać okrutnie. W sieni pojawia się umyślny z listem i to listem nie od byle kogo, a od Podskarbiego. Cóż ma począć biedny, zmęczony Podkomorzy. Nie można zlekceważyć dostojnego korespondenta. Należy na list odpowiedzieć. A tymczasem przeszkodom nie widać końca.
Czytając nowelkę w pamięci mam wiersz Brzechwy „Pali się”. Podobnie, jak tam, tak i tutaj wszystko sprzysięga się przeciwko poczciwemu Podkomorzemu. Najpierw trzeba list przeczytać, a potem nań odpowiedzieć. Ba, ale to nie taka prosta sprawa, aby przeczytać trzeba światła, okularów i podnóżka, których dostarczyć może jedynie chłopak służebny. A że chłopaka nie ma, należy posłać po nieco dziewczynę z kuchni. Kiedy udaje się wreszcie wszystko zgromadzić w jednym miejscu i list przeczytać okazuje się, iż odpowiedź należy dać bezzwłocznie. A tu kolejna bieda, nie ma pani Podkomorzyny, a Podkomorzy nie od tego, aby myśli klecić, zdania składać, pisać. Następuje więc szukanie papieru, pióra, atramentu, w międzyczasie przypala się kaczka, atrament wylewa na papier, a od łapania myśli głowa pęka. Kiedy wiadomo, już na czym i czym pisać pojawia się pytanie co napisać. Pasmo udręczeń kończy konkluzja, jakie to nieszczęście żyć, w czasach, w których należy pisać listy.

A ja cóż, mogę napisać jedynie, jaka szkoda, że żyję w czasach, w których dla większości pisanie listów należy do zapomnianej przeszłości.

Poniżej ciekawy fragment dotyczący usług kurierskich.

Jest to postać przedpotopowa, dziś już zaginiona i z tradycji tylko znana, ale dawniej istnieli tacy ludzie, co przez całe życie sprawiali obowiązki posłańców, było to ich powołanie. Takiego: „umyślnego" poznać było można zaraz po fizjognomii. Człowiek to zwykle bywał śmiały, z ludźmi obyty, dróg świadomy, zahartowany na wszystko i chętnie przewożący różne wiadomości. Nie gardził on kieliszkiem w szynku i koń jego miewał zwyczaj nawet przed każdym się zatrzymywać proprio motu. Więksi panowie mieli takich bojarów wielu, szlachta wybierała zdolniejszych z włościan.
List, który zwykł był posłaniec przywozić, często do rąk własnych adresowany, zawijany był w szmatkę, trzymany za nadrą, niekiedy pod koszulą na gołym ciele, aby go czuł zawsze poseł, czasem zatykał się w baranią czapkę, między dwie jej ściany. Pismu niekiedy towarzyszyło ustne pozdrowienie i jaki dodatek słowny. Przyjmowano posłańca różnie, ale najczęściej i kieliszkiem, i miską. Czasem garść jaka i konikowi się dostała, który albo szedł do gościnnej stajni, lub drzemał u płotu.

Zdjęcie - Piszący list Gabriel Metsu