niedziela, 4 grudnia 2011

79. Adama Polanowskiego, dworzanina króla Jegomości Jana III, notatki.

Bez poważniejszego wstępu się nie obejdzie. Kraszewski "płodnym" pisarzem był. Płodnym to mało powiedziane, on był prawdziwym buhajem twórczości. Książki sypały się z jego rąk jak publiczne pieniądze na wynagrodzenia i premie dla urzędasów. Jedna za drugą, i za trzecią, później była czwarta i piąta (chwalę się umiejętnością liczenia)... Napisał dwieście trzydzieści dwie powieści (232)! I są to same powieści, dzieł innego rodzaju nawet nie zliczę. Ja wziąłem, zabrałem się, ruszyłem do czytania „Adama Polanowskiego…”. Książka ta opisuje nam panowanie Jana III Sobieskiego. Narratorem jest fikcyjna postać członka hetmańskiego, a później królewskiego dworu. Polanowski jest szlachcicem prawym, szlachetnym, który ze zgrozą opisuję wszelkie matactwa, kupczenie urzędami, zrywanie sejmów, walki i intrygi dworskie. Polanowski to szlachcic prosty, uczciwy i nie wątpiący ani przez chwilę w dobroć i szlachetność Jana III, który w powieści przedstawiony jest jako człowiek i władca idealny, któremu trafiła się żona chciwa, ambitna, jędzowata i to przez nią Sobieski nie może skutecznie władać Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Oj, dostało się Marysieńce Sobieskiej. Polanowski nie lubi tej francuskiej lafiryndy straszliwie. Cały upadek i rozpad państwa to wina tej dumnej i wyniosłej baby. Ja pamiętam z liceum, że Marysieńka poprzez listy Sobieskiego, była przedstawiana nam zupełnie inaczej. Zostawmy tą francuską zołzę i przejdźmy dalej. Polanowski barwnie odmalowuje nam obraz chylącego się ku upadkowi mocarstwa, które w ostatniej przedśmiertnej drgawce zmiażdżyło Turków pod Wiedniem. Przypatrujemy się rozkładowi państwa, które z potęgi militarnej i politycznej przekształciło się w marionetkę sterowaną przez sąsiadów. Czytałem wydanie z pięćdziesiątego pierwszego roku. Znalazłem tam posłowie, w którym mowa była o walce klas, schyłkowym feudalistycznym społeczeństwie oraz mackach rodzącego się na Zachodzie kapitalizmu. Taka mała uwaga, że do wszystkiego można było dorobić filozofię, jaką się chciało.

Kraszewski świetnie oddaje obyczaje, zwyczaje, rzeczywistość końca siedemnastego wieku. Język jest stylizowany na język epoki, mamy trochę wtrąceń łacińskich, ale są one tłumaczone. Mnie na przykład zastanowiło, że słowo hipochondryk było w tym wydaniu przetłumaczone na słowo śledziennik. Dla mnie śledziennik to było niezrozumiałe i nieznane słowo. Hipochondryka od razu skojarzyłem. Jeszcze jedna refleksja dotycząca słów. Polanowski mówi o ewencie (po łacinie wydarzenie). Dziś w naszych czasach furorę robi angielskie słowo event (to samo znaczenie, co po łacinie). Dla mnie kolejny dowód na to, że wszystko już było, a historia kołem się toczy:) Kraszewski nadąża za zamieniającymi się modami językowymi, a nawet je wyprzedza:)

Ogólnie lektura notatek Polanowskiego była przyjemna, nie zmęczyłem się bardzo, książka może być dobrym wprowadzaniem do poznania historii tamtego okresu i zainspirować do poszukiwania informacji na własną rękę. Ja zauważyłem, na kilku forach historycznych w tematach dotyczących właśnie Sobieskiego cytowane są fragmenty książki bez podania źródła oczywiście. Stwierdzam, że warto było dołączyć do projektu i na Polanowskim na pewno nie poprzestanę.

13 komentarzy:

  1. ~Charlie Librarian
    Przede wszystkim witaj na pokładzie PK! Cieszymy się bardzo, że do nas dołączyłeś.
    Poczciwy JIK jako buhaj twórczości?!?! :D Metafora zdecydowanie do zapamiętania!
    Bardzo zaciekawił mnie negatywny obraz Marysieńki. Do tej pory spotykałam się z dość sympatycznym wizerunkiem. Ciekawe, czym JIKowi aż tak podpadła. :)
    Śledziennika przerabiałam w innej powieści, też byłam zaskoczona znaczeniem. :)
    No i trzeba wkrótce zacząć planować liczne ewenty związane z urodzinowymi obchodami JIKa! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, świetna metafora. I świetna notka. Miło, że JIK-omaniaków przybywa ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. ->Lirael cieszę się, że buhaj przemawia do wyobraźni:)

    Ja też Marysieńkę głównie kojarzyłem jako adresatkę listów miłosnych Jana III, i raczej w szkole przedstawiana była w miarę sympatycznie. W książce Polanowski, a raczej Kraszewski nie zostawia na niej suchej nitki. Marysieńka to chciwa intrygantka, która żyłuje Janka jak może i nawet go nie kocha.

    OdpowiedzUsuń
  4. To prawda, wszyscy zwykle roztkliwiają się nad miłością Marysieńki i Sobieskiego. Odnoszę wrażenie, że JIKowi sprawiało pewną satysfakcję odmalowywanie antypatycznych pań, więc mogę sobie wyobrazić jędzowatość rzeczonej damy. :)
    W dodatku widzę, że powieść zaczyna się mocnym uderzeniem: pierwsze zdanie brzmi: Vade retro Satanas!

    OdpowiedzUsuń
  5. Znalazłam fragment o Marysieńce z rybną metaforą. :)
    Ludzie dla niej głowy tracili, szczególnie młody Sobieski, dzielny wojak, ale jako człowiek krewki i gorącego temperamentu, w niewolę się jej zapisał. Ale wówczas jeszcze płotka to była dla niej, co szczupaka o złotej łusce mieć chciała.

    OdpowiedzUsuń
  6. Opps... wrong blog! It's all Polish to me!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Lirael, gdzie znalazłaś to Vade retrum Satanas? bo ja nigdzie tego nie widziałem.

    Marysieńka była twardą sztuką i dumną kobietą.

    OdpowiedzUsuń
  8. ~ Ann Nichols
    How about learning some Polish? :) Thanks for your visit anyway.

    ~ Charlie Librarian
    Mam „Adama Polanowskiego…” w wersji elektronicznej i to jest właśnie pierwsze zdanie powieści. A właściwie takiego małego wstępiku do powieści. Czy u Ciebie jest inaczej? Ciekawa sprawa, lada moment zaczniemy tropić wątki satanistyczne u JIKa. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Również witam na pokladzie- czyżby z zaciągu biblionetkowego?

    Jeśli Kraszewski był buhajem twórczości, to kto w zasadzie był buhajem lietratury? Mickiewicz:)?

    OdpowiedzUsuń
  10. -> Lirael mam wydanie "Czytelnika" z 1951 roku. Chciałbym zobaczyć (jeśli to możliwe Twoje wydanie:). Dasz radę podesłać na mejla? U mnie nie ma nawet śladu po Vade...

    -> Iza ja tutaj tak po sznureczkach trafiłem:) Od bloga do bloga i ujawniła się mi "Projektu" załoga.
    Mickiewicz wielkim buhajem był... tfu poetą był:) Nie wiem czy za nazwanie go buhajem literatury nie posypią się gromy na nasze biedne głowy, szargające świętość:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Szarganie świętości teraz nikogo nie gorszy, a wręcz Angelusy za nie rozdają (widziałam gdzieś fragment "Mesjaszy", nie wiem, czy cała książka jest taka buhajska, czy to wybór dokonany przez jakiegoś marketingowca).

    Jeszcze co do makaronizmów - przykładów teraz nie podam, ale też zauważyłąm, że tłumaczone były słowa, które powoli przenikają do polszczyzny przez angielszyznę.

    OdpowiedzUsuń
  12. ~ Charlie Librarian
    Z przyjemnością Ci wyślę "Adama Polanowskiego..." i będę wdzięczna za wyniki analizy porównawczej. :) Na jaki adres mejlowy go wyekspediować?

    OdpowiedzUsuń
  13. Lirael: charlie.librarian[at]gmail.com

    I analiza porównawcza to za mocne słowo:)

    Iza Angielski ma przecież korzenie w łacinie. A dzisiejsze zapożyczenia, które często są podobne do makaronizmów są dla mnie dowodem, że historia kołem się toczy.

    OdpowiedzUsuń