czwartek, 9 maja 2013

J jak języki obce


Kolejna informacja wyłuskana z wańkowiczowej "Karafki La Fontaine'a".


"Kraszewski, jak informuje A.B. Brzostowski (Ze wspomnień o J. I. Kraszewskim)[1] posiadał oprócz ojczystego języka grecki, hebrajski, łaciński, arabski, francuski, niemiecki, angielski, włoski, hiszpański, rumuński, szwedzki, rosyjski, starosłowiański, czeski, chorwacki, serbski, cygański, itd.

Najlepsze jest to "itd.".[2]



[1] A. B. Brzostowski: Ze wspomnień o Kraszewskim, „Biblioteka Dzieł Wyborowych”, Warszawa 1912
[2] M. Wańkowicz: Karafka La Fontaine'a,  Wydawnictwo Literackie, Kraków 1984, s. 478
Źródlo zdjęcia.

18 komentarzy:

  1. JIK poliglotą to bardzo ciekawe zagadnienie, musiał też znać (skoro tak dobrze orientował się w kulturze Bałtów) język litewski. Jednak (czego dowiedziałem się od pewnej Panny znad Świtezi) współcześnie słowo Kunigas oznacza paprastai księdza w roli przewodnika duchowego. W kulturze Słowian (średniowiecze) spotykamy określenie ksiądz - książe, władca. Być może to miał na myśli JIK, kiedy zatytuował tak a nie inaczej swoją książkę. Jak pamiętamy pisał Kunigas na oznaczenie młodego, porwanego Litwina, którego ojciec był władcą, dowódcą plemienia bałtyjskiego. Podsumowując, gdy opowiadałem o tej książce Litwince, zwróciła mi uwagę, że współcześnie Kunigas to ksiądz, lecz nie książe.
    Swoją drogą fabuła tejże powieści jest dla mnie najwyższych lotów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Arturze,
      wprawdzie nie zgłebiałam losów języka litewskiego, ale nie wiem, czy nie jest przypadkiem tak, że litewski byl przede wszystkim językiem mówionym (na dworze Jagiellonów w użyciu jako język transakcji i umów był raczej ruski - wiadomość ż JIK-owych Wspomnień Wołynia, Polesia i Litwy), w latach 40-tych, czy 50 tych XIX wieku całkowicie w defensywie. odrodzienei zaczłęło się później, zwłązcza po odzyskaniu niepodległości.

      Ta wpadka z Kunigasem raczej świadczy o tym, że JIK korzystał ze źródeł spisanych w jakimś języku słowiańskim. Np. we "Wspomnieniach..." są całe ustępy na temat Witolda, podobno właśnie z takich źródeł.
      Chociaż znaczenie slowa "Kunigas" mogł sie przesunąć. Google Translator twierdzi, że ksiażę to "princas" a to nie brzmi jak słowo rdzennie litewskie...

      Fabula "Kunigasa" faktycznie świetna, jak opisywałam, aż żałowałam, że ie mogę zdradzić zakończenia:).

      Pozdrawiam:).

      Usuń
  2. Jak najbardziej, droga Pani Izo, dzieje języka litewskiego, są właśnie takie jak Pani podaje, dodałbym tylko, że to bardzo ciekawe "zjawisko" z tą odnową języka litewskiego, który przetrwał dzięki wieśniakom, a czyż nasz język, rodzimy, nie jest piękny właśnie na wsi...te wszystki: po czymu itd. chochoły weselne i wracając litewskie obrządki, przechowujące przecież całkiem sporo Słowiańszczyzny.
    Znowuż dodałbym ciekawą wieść z Janka DŁUGOSZA, że nasz wspólny Święty, królewicz Kazimierz przed wyjazdem na Litwę uczył się języka pochodzącego z okolic Wilna.
    Wracając do Pani zdania, znamy chyba to samo opowiadanie o Witoldzie, gdyż dużo o bohaterze Litwy ,opowiedział JIK w swojej historii Wilna, którą czytałem z wypiekami na twarzy.
    Co do słowa książe to moja Przyjaciółka z Wilna, wspierając się swoim śpiewnym językiem, zdradziła mi , że na określenie wielkiego księcia (pomijając pierwszego króla) Litwini używają słowa: "didysis kunigaikstis" ( z czeskim daszkiem nad pierwszym s). JIK raczej nie znał Google :)
    Był jednak dla nas wzorem (poczynając od Starej Baśni) w doborze słownictwa, te ciekawe, końcowe słowniczki, gdzie język kresowy pojawia się także, lecz i wszystkie te zjawiska obyczajowe, z użyciem języków wymienionych przez autora tego postu.
    Ostatnio, czytałem "Pogrobka" i jestem pod dużym wrażeniem, że taki Polesiuk, tak wiele czasu poświęcił historii badaniu, odkrywaniu tajemnic znad rodzimej mi Warty, to samo powtarza się w historii o Petre (Petr - Petrek) Włast, co znowu nawiązuje i przeplata z sobą dzieje Polski i Czech (a DŁUGOSZ nauczał , iż Jogaila używał w czasie bitwy pod Grunwaldem języka czeskiego w oryginale, kiedy zwracał się do strwożonych Czechów).
    JIK wręcz namawia do zagadek słownych, do wyciągania wniosków z podobieństw tych wszystkich fixów i rdzeni językowych.
    Myślę, że ta "kucha" językowa, to też jakaś wielka zagadka ze strony JIK-a.
    Mam do Pani Izo pytanie, czy nie wydaje się Pani, że KRASZEWSKI, popełnił pewną "kalkę" fabularną, opisując dzieje, przecież tak wallenrodyczne w Kunigasie. Nie nasuwa się Mistrz Adam z jedną ze swoich ballad ??? W końcu łączy ich tak wiele...

    Witaj, bądź zdrowa !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Arturze,
      1) pewnie wieś to był taki inkubator dawnych zwyczajów i okruchów lingwistycznych, ale raczej przed czasami telewizji i masowej edukacji.
      Teraz przeszedł walec i wyrównał.
      2) Witoldem JIK byl zafascynowany (w przeciwieństwie do Jagiełły, którego uważał za słabeusza - pewnei neisłusznie, bo jak na figuranta i ofiarę losu Jagiełłó zbyt wiele jednak dokonał). Chyba nie raz go opisywał. Historii Wilna spróbuję poszukać, choć jak dotąd nie spotkałam w okolicznych bibliotekach.
      3) Pana Przyjaciółka na pewno jest lepszym eksperetm niz amerykański automat:). Rzeczywiście, kunigaikstis brzmi zwodniczo podobnie:).
      4) Wydaje mi się, że Kraszewski miał przede wszstkim świetne ucho, nie tylko np. makaronizował w takim czy innym języku, łącząc to oczywiście z pozycją społeczną bohatera, ale umiał nawet specjalnie robić błędy, żeby uprawdopodobnić postać.
      Pewnie jak pogrzebiemy, to w "Starej baśni " da się odnaleźć elementy sanskrytu.
      5) Jak pisze Wańkowicz w Karafce- w XIX wieku zrzynanie od siebie przez ludzi pióra nei było niczym zdrożnym, liczy się ostateczny kształt artystyczny.
      Także jak najbardziej - mogli kopiować od siebie:). Zresztą potem mało kto nie kopiował z JIK-a, choćby Sienkiewicz.

      Pozdrowienia:).

      Usuń
  3. Czołem biję w Józefa progi,

    Września to nie Poznań - wóz Drzymały taki mały,
    chcę powiedzieć, ż e tak, że wieś ma swój język i cieszy nie tylko w wydaniu Reymonta czy Wyspiańskiego, lecz także z tych malowniczych , skromnych stodół pełnych słońca i ciężkiej pracy w polu, gryka biała i dzięcielina pała, tam gdzie literaci, tej miary co nasz JIK, mól książkowy, nie raz czerpali garść przygód i języka, by wypełniać nimi szpalty swoich kartek, my czytamy i tutaj stoimy przed pewnym "kołem", pewną pełnią - to właśnie wtedy gdy zastanawiamy się, gdy słyszymy te dźwięki, wertując akapity i tak spełnia się wrażenie autora.
    Myślę, że wieś jeszcze nie raz zaskoczy, nas czytelników także, pełnią serdecznego języka.
    ,,Wilno od początków jego do roku 1750” (trzy pierwsze tomy) w Kujawsko – Pomorskiej BC na kpbc.umk.pl/dlibra
    ,tutaj może Pani odszukać te książki, myślę, że mają wartość antykwaryczną i trudno będzie je znaleźć na półkach.
    Wracając do "Kunigasa" to tajemnica zakończenia (nie powiem) jest mimo wszystko chyba przez ten akt heroizmu, wysoce patriotyczna - w przypadku JIK-a trudno będzie Pani, Izo, dotrzeć do tego za jakim państwem opowiadał się KRASZEWSKI, układając takie zakończenie; wydaje mi się , że tyle czasu poświęcił WITOLDOWI (co w Historii Wilna jest poszerzone o wszystkich Gedyminowiczów) także dlatego, że (co dziś mało znane - w sensie brak już tego pokolenia) JIK wydaje się jednym z nie wielu ludzi, którzy sercem wspierali ideę Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Jemu niezbyt było na rękę oddzielać historię Bałtów od naszych Myszyngów... Nie żeby je mylił, lecz po cóż tak głęboko by sięgał w kulturę, niemalże można i z jego Historii czerpać aspekty religijne.
    Pisze Pani o tym co czynią współczesne media, na pewno nie kształtują Obywatela zapomnianej Rzeczypospolitej, tworzą nieprzyjaźnie i niedoinformowania. Druga rzecz , że nie każdy stara się temu ulegać.
    Tak, oczywiście XIX - wieczne zrzynanie to przecież nie po to by obniżać loty. Trzeba mieć świadomość źródła, pisał i uczył się...
    Jednak proszę Panią, serdecznie o konkretne tematy, lub utwory, najchętniej te przez SIENKIEWICZA zapożyczone. Gdzie "kalka" a gdzie samodzielna twórczość ??? Jest to wspaniały temat do dyskusji, a przecież twórczyni strony o JIK-u odmówić iskierki literackiej nie wypada, głębiej nie można, przede wszystkim trzeba tę iskierkę krzewić.
    Gratuluję pomysłów i tęskniąc czekam na odpowiedź.


    OdpowiedzUsuń
  4. Panie Arturze,
    tym razem pisze z innego konta:).

    1. Co do wsi- będę się upierać. Moi dziadkowie z obydwu stron pochodzą z głębokiego Mazowsza. Wszyscy jeszcze poslugiwali się gwarą. ja nie znam nikogo urodzonego później niż w latach 40-stych, kto by potrafił mazurzyć. No - w nelicznych przypadkach zostaly jeszcze jakieś naleciałości u jednostek, ale już nei z mojego pokolenia (lata 70-te).
    Może w innych regionach jest lepiej pod tym względem.

    2. Za czasów JIK-a tęsknota za Wielkim Księztwem Litewskim (czy Rzeczypospolitą Obojga Narodów), była jeszcze naturalna i dość łatwa.Już w XX wieku, wraz z erupcją nacjonalizmów rzecz się mocno skomplikowała. Czytam sobie wlaśnie "Prawda w oczy nie kole" Józefa Mackiwicza, gdzie sporo miejsca poświęca swojej idei krajowej (czyli restyucji Wlk. Ks. Litewskiego) i praktycznym próom jej realizacj w czasie II wojny światowej. Kwadratura koła, mim, że rzecz wydawał sie logiczna i korzystna dla wszystkich zainteresowanych stron.

    Co do poglądów JIK-a: jak twierdzi Wincenty Danek - on je sobie często klarował w miarę pisania. Ale w jego czasach RP obojga narodów (czy wielu narodów) byłą jeszcze sprawą naturalną.

    A teraz to zapomniana RP - dobze powiedziane:).

    3. Sienkiewicz pisał na te same tematy z historii Polski (np Krzyzacy- Krzyżacy 1410; Ogniem i Mieczem - Boży Gniew; Kordecki - Potop).
    Powiedzmy, że to tylko wykorzystanie tych samych tematów. Natomiast "Rzym za Nerona" jest zassany do Quo Vadis niemal w całości. I oczywiście znacznie ulepszony:). O kalce nie ma jednak mowy, najwyżej o daleko idącej inspiracji:).

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdaje się, że jesteśmy rówieśnikami, Pani Izo.
    Z Mazowszem kojarzą mi się dwaj Romantycy, Cyprian Kamil i Fryderyk, tak , prawdą jest , że gwara w naszym pokoleniu zanika. Gdzieś tam bocian wykleka, gdzieś tam wierzba zaszumi... Z namysłem nie wspominałem do tej pory o gwarze, ponieważ w moich stronach, mowa wiejska jest jakby różna (to subiektywne odczucie) od tej ściśle poznańskiej. W mojej rodzinie rozpoznajemy naprawdę wiele słów gwarowych, jednak nie używamy (z żalem) jej na codzień. Poznaniaka cieszą słowa: pyra, mela, szneka, bana, gzub i na prawdę wielki jest ten słownik - dodam, że podczas ostatnich obchodów, święta, czytania obywatelskiego ksiąg "Pana Tadeusza" pod poznańskim pomnikiem Wieszcza (a jest się czym pochwalić, bowiem jako Poznaniacy postawiliśmy pierwszy pomnik Adamowi już kilka lat po 1855 roku) dowiedziałem się , że pewien Poznaniak przetłumaczył epopeję na poznańską gwarę... Ciekawa rzecz z tym mazurzeniem (czy tutaj rozchodzi się także o Mazury?) to by było niedaleko do Suwalszczyzny, niektórzy Litwini uważają ten region za swojski (Suvalkija).
    Ciągle chodzi mi po głowie badanie języków sąsiednich pod względem zapożyczeń. Przypomnę jeszcze raz naszego JIK-a, rozchodzi mi się o te słowniczki na końcu powieści, są bardzo ciekawe.
    Tak , nazwała Pani po imieniu ten XX - wieczny stan, sąsiedniego udręczenia. Nacjonalizm - złe słowo. Może wspólnymi siłami je wykrzewimy ? Ciekawe dziełko Pani Izo, ten Mackiewicz, ze swojej strony wspomnę, że ideę "powrotów", pewnej Unii kulturalnej, miłości wzajemnej, kultywują : Miłosz i Venclova.
    Mam i własny triumwirat , swój tron podziwiany polskich klasyków, dlatego spytałem o Henryka SIENKIEWICZA. KRASZEWSKIEGO nie hołubię, po prostu bardzo lubię kilka jego powieści, ja się Go tutaj uczę, próbuję być bliżej za sprawą kilku pasjonatów, do których Pani Iza należy.
    "Litwos" jest mi bliski, także za sprawą mniej znanych powieści czy reportaży ("Listy z podróży do Ameryki" czy "Na polu chwały"). Jest u mnie różnica w czytaniu SIENKIEWICZA (jeszcze jest?) a KRASZEWSKIEGO, pierwszego chłonę, a drugiego niektóre powieści odrzucam, tak jak to się stało z trupicznym "Panem Twardowskim". Na pewno ciężko byłoby mi odrzucić cykl historyczny JIK-a. "Pogrobek" nauczył mnie sposobu interpretacji, wolnego od ściśle historycznych hipotez. "Stara Baśń" to przecież moje rodzinne strony a podobnie ,jak przewiduję, będzie z lekturą "Opowieści o Pertku Właście". To co ich łączy tych dwóch autorów, to częsty zarzut , że mijają się z prawdą historyczną. Nie odczuwam tego - współcześnie takim samym tropem idzie książka (esej historyczny) Pawła JASIENICY. Jak połączyć język z historią, narrację z faktami - taki ton bardzo mi odpowiada.
    Inspiracje, ma Pani Iza słuszność, trudno jest się wybić na nieprzeciętność, nie mając na uwadze, źródeł z których czerpiemy...w myśl słów Adama MICKIEWICZA, które chciałbym zacytować, po litewsku:
    "Zvelk sirdis i sirdimi"

    Czego i Pani życzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Arturze,
      "u mnie" (na dolnym Mazowszu) chyba żadne regionalizmy nie funkcjonowały, natomiast porównując sobie język wyniesiony z domu z tym szkolnym - jakoś wiele się u nas używało geramnizmów. Ciekawe, dlaczego.
      Nie wiem, czy mazurzenie w praktyce występuje na Mazurach. tam jednak szla germanizacja no i swoje dolożyły powojenne przesiedlenia.
      Też wydaje mi się, że Sienkiewicz pisal po prostu Lepiej niż JIK. Ostatnio czytałam "Na polu chwaly" i mimo, ze to podobno slabsza powieść, w porównaniu z JIK-iem czyta się właściwie samo.
      Co do tej prawdy historycznej - wlasnei przy Kraszewskim przyszło mi do głowy, że w zasadzie nie wiadomo, co to jest prawda historyczna, są tylko liczne interpretacje, a jeden szczegół potrafi wywrócić całość.

      CZy to zdanie po litewsku to "Kochajmy się"?
      Pozdrowienia z upalnej Warszawy:).

      Usuń
  6. Droga Pani Izo,
    zacznę od tego, że jeżeli ktoś (JIK)już pisze i mimo słabszej kondycji w niektórych dziełach, popełnia jednak coś wartościowego, ...to wart jest czytania. Żeby rozdmuchać ten lapsus, wspomnę, że mimo wszystko, stojąc na ul. Zamkowej pod tablicą KRASZEWSKIEGO, mocniej zaczyna bić serce...To mimo wszystko to dla mnie MICKIEWICZ, którego poza Konstantynopolem, ścieżki życia już przetarłem, w sensie uśmiechnięcia się na zdjęciu. Każdy z nas, i Pani również, czeka na tę chwilę, kiedy prócz marnoty wycieczki, wpadniemy na jakiś , kochany, własny , osobisty trop związany z umiłowanym bohaterem. Wracając do JIK-a , jego wileńskie losy , mało znane, jednak są przecież tak mocno , nawet w szczegółach związane z A.M.
    Tak się składa, że lubię tę naszą dyskusję, chociażby z tego względu, że mamy podobny "zmysł" czytelniczy. Miała Pani , więcej odwagi, niż ja i sakramentalnie opowiedziała się za SIENKIEWICZEM. Cykl "Na polu chwały" podobał mi się, choć wyrwany z kontekstu (jak Pani wie miała to być na podobieństwo Trylogii napisana książka, na kanwie Wyprawy Wiedeńskiej Jana III SOBIESKIEGO), szczególnie pojedynki na szable. Nie pamiętam dokładnie, wydaje mi się, że w życiu KRASZEWSKIEGO był jakiś nieprzyjemny incydent od strony drugiego, pruskiego zaborcy. Tutaj znów zbiega się odwaga tych dwóch wielkich pisarzy. Pamiętam , że "Litwos" pisał do zaborcy, rozpaczając na temat haniebnego germanizmu. Wiadomo otwarcie.
    Myślę, że zdanie Pani Izy, o prawdzie historycznej, kryje także w sobie, rodzaj spojrzenia na historię przez pryzmat literatury, taki o jakim pisałem wyżej. Mnie w moim krótkim życiu zawsze fascynowała możliwość dotknięcia historii własnymi palcami, o co tutaj w POZNANIU, nie jest tak trudno. Mówię o Szlaku Piastowskim. Czy są jakieś , nazwane, wytyczone szlaki turystyczne na Mazowszu ? Znam trochę WARSZAWĘ, lecz poza tym, choć czasami przejeżdżam, mam nikłe pojęcie. Proszę o jakiś azymut.
    Jako , że widzę podatny grunt u Pani, na moje męczarnie :) z językiem litewskim, przytoczę dziś całą zwrotkę z wiersza, Pani bardzo dobrze znanego, pod tytułem "Romantyczność", Adama MICKIEWICZA:

    "Tu juk negyvą tiesą tegynei.
    Ji ir neleidžia patirti
    Tau šio stebuklo, pažįstamo miniai.
    žvelk širdimi tik į širdį !"

    P.S. Na koniec przyszła mi myśl, że te uśmiechy pod tablicami, to także Objezierze w WIELKOPOLSCE, jedno z nielicznych miejsc, które łączą JIK-a z MICKIEWICZEM. Na murze dwie tablice. Ktoś , jak zauważyłem, już pisał , o tym tutaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panei Arturze, zastrzelił mnie pan. Nigdy nie zwiedzałam Mazowsza jakimiś szlakami, co najwyżej punktowo.

      A ostatnio z powodów rodzinnych ograniczam sie do zgłębiania historii mojej dzielnicy, i powiem szczerze, że ciekawostek jest sporo, choć nie są bardzo starożytne. Ostatnio dowiedziałam się np., że bulwar kilka przystanków ode mie był polami elekcyjnymi.
      Przeszość Warszawy nie sięga zbyt daleko. To była wieś pod Mariensztatem (w tej chwili niewielkie osiedle w okolicach zamku Królewskiego, odbudowane dość bezceremonialnie po 2 WŚ).
      Ważniejsze w czasach Jagiellonów były raczej Płock czy Włocławek.

      Usuń
  7. Dobry wieczór, Pani Izo...

    Wpadłem na pewną myśl dotyczącą Pani notki o zdolnościach językowych KRASZEWSKIEGO. Z góry przepraszam, jeśli pomyśli Pani o mnie, jak o kimś kto wchodzi w paradę. Mój cel jest nieco inny, będzie to zachęta dla Pani po sięgnięcie do lektury o której już pisaliśmy ("Historia WILNA..."), za to nic w zamian nie żądam, prócz, jeśli to możliwe, jakiegoś adresu do JIK -wej książki, którą Pani zna, a której szukam, chodzi o "Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy". Szukam choćby tekstu w PDF-ie, książki jeszcze nie znalazłem.
    Jednak najbardziej zależy mi na bezinteresownej rozmowie o zdolnościach JIK-a.
    Póki co wklejam tekst:

    v. Język litewski.
    Co się tycze języka właściwie litewskiego, który
    wielu językiem dawnych Herulów nie hez przyczyny
    mniema (18); inni go, nie wiem czemu, gałęzią sło-
    wiańskiego, pomięszanego z fińskim, być sądzą (19).
    To pewna, że i słowiański i fiński mają w jego two-
    rzeniu się udział, lecz nie tak wielki, aby je za pier-
    wiastki główne uwazać należało. Przypuściwszy, iż
    język litewski winien początek herulickiemu, utwo-
    rzenie się jego na wiek IV lub V po Chrystusie od-
    nieśćby przyszło. Herulowie bowiem Germańskiego
    lub Gockicgo szczepu, pokazują się w dziejach w wie-
    ku III po Chrystusie, a osiadają na północy- między
    Elbą a Odrą w wieku V; po nieustannych wędrów-
    kach wzdłuż słowiańszczyzny. I na ówczas dopiero
    kształcić się poczyna język litewski mięszając ze sło-
    wiańskim i fińskim.
    Filologowie upatrują w nim takie podobieństwo
    z językiem trackim i islandskim. To ostatnie potwier-
    dza podróż Snorro Sturlesona lślandczyka, który w XII
    wieku około Trok i Wilna rozmawiając z krajowcami
    swoim językiem, był od nich zrozumiany (20). Podo-
    bieństwo języka litewskiego z Sanskrytem, wspólne-
    mu z innemi
    Europejskiemi, jest tylko dowodem, że
    się wyrodził równie jak one z mowy, która z tamtą
    miała pokrewieństwo.
    W ogólności uczeni zdają się nadto przywiązywać
    wagi do materjalnego podobieństwa wyrazów, na któ-
    rem budują pokrewieństwa języków, częstokroć urojo-
    ne, lub niebezpośrednie przynajmniej. Podobień-
    stwo wyrazów zmienne i niestałe w języku, niemają-
    cym prawie pism i ustalonego wymawiania, nie moze
    być żadną rękojmią-; możeby rozbiór form i me-
    chanizmu języka lepiej posłużył do zbadania właści-
    wej jego natury.
    Dialekta języka litewskiego są następne (21):
    1.. Polsko-litewski u Redinów, mieszkańców Powia-
    tu Reżyckiego w Witebskiem (22).
    2. Finlandzki czyli fińsko-litewski.
    3. Kurlandski nad granicą Litwy i Kurlandyi.
    4. Suicki, mieszanina ruskiego, polskiego i litew-
    skiego.
    5. Dialekt wyspy Runo (23).

    urywek z "WILNO od początków jego do roku 1750 t.I"



    Na gorąco, przepraszam za brak przypisów do tego tekstu. Moim zdaniem, można dostrzec, że studia nad daną kwestią są dość dogłębne. Tytanem pracy JIK był. Jak Pani mówiła, prawda historyczna, nie musi być jedna (w ten sposób osłoniłbym z chęcią JIK-a przed zarzutem nienaukowych wywodów, przypominających trochę przestarzałą kilkusteletnią BOTANIKĘ Jundziłła aniżeli coś na kształt współczesnej filologii) Najbardziej podoba mi się ta opowieść o Islandczyku wileńskim, co Pani na to ?
    Ja tam trzymam z JIK-iem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Arturze,
      książkę mogę panu w sumie podarować, tylko za kilka tygodni, jak już uda mi si.ę o niej coś napisać. I tak przeczytane książki lądują u mnie na działce i potem tam wegetują.

      JIK miał zacięcie naukowe. We "Wspomnieniach..." np. pisze coś o miejscowości, gdzie woda pitna wykazuje nietypowe właściwości i zastanawia się, czy by jej nie zbadać.

      A do tego zwróćmy uwagę, że to pisał chłopak niedługo po studiach!
      Top musiał być jakiś zdolny Islandczyk:).

      Usuń
  8. Zdrowia życzę,
    miałem gdzieś w zanadrzu poplamionego rękawa, ten wycinek JIK-owej wiedzy, który wyżej. Tak skrzętnie czytam sobie Pani słowa i przyszedł do mnie kolejny wyrywek, jest to niejako sięganie do tej wody pitnej...niezbadanej...i lek i odpowiedź na utrapienia związane z moją ciekawością tych chopinowskich , charakterystycznych wierzb nadwiślańskich. Nie strzelam do dziewczyn , w myśl szkolnego hasła: dziewczyny nawet kwiatem nie uderzysz :) Mnie Warszawa uderza zawsze 1944 rokiem oraz Warsem i Sawą, których pamiętam spod poduszki. Sięgnijmy zatem do tego źródła, jak zwykle z MICKIEWICZA, jednak , nie wyklucza to badań KRASZEWSKIEGO, przepraszam baśni jego:

    "...- język słowiański dostarczyłby nierównie większych skarbów...Chcąc wyśledzić jakiś źródłosłów, nie trzeba zestawiać martwych liter, ale można badać mowę żywą, żywy wizerunek, czytać niejako w jej wzroku. Język ten jest na wskroś jednorodny; odtrąca on wszelkie pierwiastki obce...Każde bowiem słowo słowiańskie jest z jednego kruszcu, bez żadnej domieszki, i badane we wszystkich przekształceniach wiedzie nas do czasów najdawniejszych aż po dzisiejsze..."
    "Ludy słowiańskie przed utworzeniem się państw i cesarstw na ziemiach, które zamieszkiwały, mówiły wszystkie jednym językiem. Dialekty się jeszcze nie wytworzyły, podania narodowe jeszcze nie istnieją. Sposobna to pora rozważyć powszechną tradycję ludu słowiańskiego. Będziemy jej szukać we wspólnym źródle, w języku, którego najstarszymi pomnikami są baśnie i pieśni gminne. Baśń to poezja pierwotna, w pełnym znaczeniu tego słowa: ludowa. Baśń słowiańska ma znamię wyróżniające ją od podań wschodnich i zachodnich...U Słowian, przeciwnie, trwa ona w stanie pierwiastkowym, nie stała się ani dziełem literackim, ani zabawką."

    P.S. Za książkę serdecznie dziękuję, na pewno będzie okazja się odwdzięczyć.
    Trudno podróżować po polskiej literaturze bez Mistrza Adama, stąd urywek ?
    Żywię sercem, że się Pani pod tym podpisze, nie moja rola kogokolwiek pouczać, ONC


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Arturze,
      przepraszam, ale wciągnęła mnie czarna dziura uroczystości rodzinnych.

      Musze kiedyś zbadać pochodzenie tej legendy, zawsze wydawała mi się jakąs późną podróbą, wymyślona ex post, żeby ubarwić nieco pochodzenie nazwy miasta, przyznajmy - mało starożytnego.
      Fragment z JIK-a jeszcze raz potwierdza, że po mowie włościańskeij przejechal walec i wyrównał. I dodatkowo zalał asfaltem.

      Co do książki- odezwę się mailowo, jak będę już gotowa, rewanżować się nie ma sensu, chyba, że ... tekstem:).

      Pozdrawiam serdecznie:).

      Usuń
  9. Pozdrawiam serdecznie Pani Izo,
    nie umiem podpowiedzieć , gdzie sięgać po polskie podania, by odnaleźć wiślaną zagadkę Warsa i Sawy, co więcej legendę o poznańskich koziołkach, znam tylko ze współczesnych przekazów. Jedyny zbiór legend, który mi przychodzi na myśl, to od Oskara MIŁOSZA, a to jednak litewskie legendy. Taką sobie zbudowałem litewską zagrodę, na poznańskim gruncie...
    Na czym polega rewanżowanie się tekstem ? jeśli chodzi o jakiś tekst na JIK-ową stronkę, to pracuję nad czymś...będzie to przydługie jak na klasyczne pisanie przystało.

    Ahoj !!! tam na JIK-owym żaglowcu, cieszę się , że mamy takiego sternika, jak Pani Iza

    OdpowiedzUsuń
  10. Wsp.ółsternika:). Reszta żeglarze jednak buja mocniej inną łodzią (czyli Płaszczem zabójcy).
    Co do Warsa (i Sawy) - sprawdzę przy okazji Or-Ota.
    Co do tekstu - miałam na myśli tylko tyle, że widać, że dobrze się pan czuje z klawiaturą, o JIK-u wie niemało, więc warto to wykorzystać. O ile oczywiście Panu czas pozwoli.
    Pozdrowienia:).

    OdpowiedzUsuń
  11. Posłuchałem Pani rady , Izo i napisałem pewien tekst. Dodatkowo są zdjęcia. Jeżeli się nada, proszę go zamieścić.
    Wszystko posłałem na projekt.kraszewski@gmail.com
    P.S. Najlepiej się nie odzywać...dlaczego? Coś tam powiedziałem o bajkach, że nie wiem kto pisał, a przecież JIK pisał...

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeszcze raz z serca dziękuję Pani Izo za zamieszczenie tego niepokornego tekstu, przeczytałem Pani recenzję "Kunigasa" ponownie kilka razy i mam już pewien pomysł...lecz to wkrótce.
    Dziękuję...

    OdpowiedzUsuń